wtorek, 7 sierpnia 2012

Gorzki mus


Kiedyś dzieci były nieznośne. Dziś mają ADHD
Dawny nieuk, obecnie legitymuje się dysleksją.
A na tapczanie, miast lenia, teraz gości prokrastynator.
Zaprawdę Pan Jan Brzechwa miałby twardy orzech do zrymowania:)
Zwłaszcza, że i to,
Drogi Panie Janie, ja już wcale nie kłamię!
Ot, tylko i po prostu!, bywam mitomanem.

Trzeci wers wpisu tego niechybnie dotyczy mnie.
Prawdę mówiąc (ponad wszelką wątpliwość!) dotyczył mnie zawsze, ale ostatnio objawy dręczącej mnie dolegliwości niepokojąco się nasiliły. Aczkolwiek nie do tego stopnia bym konsumpcję śniadania i splunięcie uważała za ciężką orkę. O wypraszam to sobie! Ale powoli, powoli. Do tego za chwilę dojdzie. Jak to ja nic nie robię?
Rokowania są złe. Odległość między moimi wpisami mierzy się już w miesiącach. A służba zdrowia załamuje ręce. Jak zwykle. Jeśli nie może przepisać leków przeciwbólowych – jest bezradna. 
Choć nie będę udawać. Brak środków farmakologicznych jest mi na rękę. Zawsze byłam zwolennikiem terapii naturalnych. To raz. A dwa: dobra kuracja winna być gorzka, gdyż i bo wtedy choroba z grymasem niesmaku sama pcha się do wyjścia. Dlatego teraz poszukuję rehabilitanta z nahajem. 
Terapeutę, co mnie kopnie, do muru przydusi i do czynów przymusi. 

Pytanie tylko, czy w świecie pełnym eufemizmów uda mi się takiego draba znaleźć?
 :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz