piątek, 9 października 2015

o tej łajdaczce - Zwrotnicy


W tramwaju nie można spać. Dziś dokonałam tego odkrycia i od dziś zrywam z tym przyjemnym zwyczajem, którego celebrację rozpoczynałam  natychmiast, jak tylko rano w tramwaju zasiadałam.

Nie znasz dnia, ani godziny, kiedy Twój tramwaj (znudzony jednostajnością swej pracy, w poszukiwaniu nowych wrażeń i krajobrazów) porzuci swą trasę i uprowadzi Cię na manowce.

Motorniczy zorientował się na rondzie, w połowie nieszczęsnego manewru, że jednak obrał nie ten kierunek jazdy, który obrać był winien (nam!) .
Otrzeźwiła go chyba nerwowa wibracja pojazdu, gdyż pasażerowie zauważywszy błędny skręt, zerwali się na równe nogi, a co niektórzy (bardziej zażywni) wprowadzili w ruch ręce i usta, stukając do kabiny kapitana i pytając donośnie co (do cholery!)on  robi? A on – kapitan - w tamtej chwili zapewne pożałował, że nie dowodzi furą pełną ziemniaków (cierpliwych i milczących), albo, że nie siedzi na czele pociągu w metrze (bez zbędnych rozgałęzień, najlepiej w Warszawie).

Gdy w/w refleksje (o nigdy nie obranych, a przyjemniejszych i spokojniejszych, ścieżkach kariery zawodowej) przykro wybrzmiały mu w głowie, włączył mikrofon i bełkotliwie poinformował nas o przestawionej zwrotnicy i oznajmił, że dalsza podróż powiedzie na Franowo. 
Nowo obrany cel nie wzbudził wśród podróżnych entuzjazmu. Być może dlatego, że w przeciwieństwie do niego- motorniczego, nie mieliśmy pod ręką swojego miejsca pracy, byśmy mogli, jako i on (ciągle mowa o motorniczym),  dać się porwać tej spontanicznej zmianie planów. A że różnicę między Franowem a Miłostowem dostrzegliśmy natychmiast gołym acz zaspanym okiem - w trymiga opróżniliśmy tramwaj z naszych ciał, galopem ruszając w pościg za innym środkiem transportu, jadącym najlepiej w przeciwną stronę.

Cudowny, rześki poranek.
Dziś wyraźniej czuję, że blog mi butwieje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz