czwartek, 6 czerwca 2013

Zły klik

Dziś głębiej oddycham.
Na wolności powietrze ma smak akacji.
Słodycz nie-do-o-po-wie-dze-nia.

Wczoraj Pan Komputer znienacka wbił we mnie oskarżycielski palec i zakomunikował, że przestaje działać. Oto blokuje się na znak protestu, bo dobrze wie, że go niecnie wykorzystałam i bezprawnie użyłam do  rozpowszechniania treści pornograficznych i dystrybucji nielegalnego oprogramowania (m.in.!). Teraz mam dwa wyjścia: albo pójdę siedzieć albo zapłacę, w milion złotych idącą, grzywnę…

NO CHYBA, ŻE – tu z gracją uchylił furtkę, zaraz zapłacę mu 500złotych kaucji. Wówczas ten łaskawca ponownie nawiąże ze mną współpracę, a ów haniebny epizod puści mimo dysku twardego.

Akt oskarżenia surowo spoglądał na mnie z monitora.

Przełknęłam ślinę.
Po ostatnim akapicie, domagającym się pilnego przelewu, domyśliłam się, że komputer został zainfekowany.
Z pewnością doznał pomieszania dysku. TO WIRUS – powtórzyłam sobie na głos – JEDNAKOWOŻ zarchiwizowana historia mej służbowej przeglądarki stanęła mi przed oczami jak żywa.
Szłam w zaparte. WIRUS. 
Sfiksował – powtarzałam wszystkim, którzy mnie odwiedzali, i których, miast szumu komputera, zza biurka dobiegał głośny łomot serca mego.

TO WIRUS – upierałam się dzielnie
i nie zmieniałam diagnozy.

nie ugięłam się nawet pod wizją ciężkiego buta brygady antyterrorystycznej.

i słusznie.
Bo to był wirus.
zostałam uniewinniona!!!

zresztą podczas procesu, dostałam wsparcie.
Nie powiem. Adwokatów mi nie brakowało.
- tak, no pewnie – mówili służbowi druhowie
to wirus, jakich niemało.

Lecz był i głos nieufny, dający do myślenia,
bo - coś widzę, że się lękasz.
CZYŻBYŚ JEDNAK NIE MIAŁA

CZYSTEGO SUMIENIA?!


oj no!



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz