sobota, 16 listopada 2013

Sąsiad w futrze

Poniósłszy klęskę na poziomie parteru, myszy uniosły się (honorem) i przeniosły do apartamentu piętro wyżej. Niskie poddasze, przez nas wzgardzone, bez oporu przyjęło je w swe szerokie i ciepłe przestrzenie. 

Nowe sąsiedztwo nie robi tajemnicy z nieprawnego zajęcia lokalu. Bezczelnie kłuje nasze uszy swą obecnością i gromko się urządza. Urządza się nieustająco. I urządzić się nie może. Zdaje się, że panuje wśród nich dość głęboki rozłam i daleko im do porozumienia w sprawie wystroju zawłaszczonego wnętrza.

Szurgotaniu końca nie ma.

Meblowanie rozpoczynają zazwyczaj w godzinach wieczornych i jeszcze dobrze po północy dręczą nas swoimi energicznymi działaniami. 

Dochodzące z góry dźwięki dały mi już dość dokładnie poznać ich gusta. Otóż szemrani sąsiedzi zdają się stawiać na solidną formę. Donośne drapanie i szuranie dowodzi niezbicie, że lubują się w ciężkich kredensach, masywnych stołach i pokaźnych komodach…więc sami rozumiecie, jak bardzo moją bezsenność karmi ich nieumiejętność zainstalowania się i brak jednomyszlności:), co do aranżacji lokum.
Na domiar złego moja wyobraźnia też się rzuca na te odgłosy, jakby z dawien dawna nic w ustach nie miała.
I zdarza się, że tymi dźwiękami tak brzuch sobie wymości,
Że ma biedna głowa do rana miast snu 
tylko myszy gości! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz