Poniósłszy
klęskę na poziomie parteru, myszy uniosły się (honorem) i przeniosły do
apartamentu piętro wyżej. Niskie poddasze, przez nas wzgardzone, bez oporu
przyjęło je w swe szerokie i ciepłe przestrzenie.
Nowe
sąsiedztwo nie robi tajemnicy z nieprawnego zajęcia lokalu. Bezczelnie kłuje
nasze uszy swą obecnością i gromko się urządza. Urządza się nieustająco. I
urządzić się nie może. Zdaje się, że panuje wśród nich dość głęboki rozłam i
daleko im do porozumienia w sprawie wystroju zawłaszczonego wnętrza.
Szurgotaniu
końca nie ma.
Meblowanie
rozpoczynają zazwyczaj w godzinach wieczornych i jeszcze dobrze po północy
dręczą nas swoimi energicznymi działaniami.
Dochodzące
z góry dźwięki dały mi już dość dokładnie poznać ich gusta. Otóż szemrani
sąsiedzi zdają się stawiać na solidną formę. Donośne drapanie i szuranie
dowodzi niezbicie, że lubują się w ciężkich kredensach, masywnych stołach i
pokaźnych komodach…więc sami rozumiecie, jak bardzo moją bezsenność karmi ich
nieumiejętność zainstalowania się i brak jednomyszlności:), co do aranżacji
lokum.
Na
domiar złego moja wyobraźnia też się rzuca na te odgłosy, jakby z dawien dawna
nic w ustach nie miała.
I zdarza się,
że tymi dźwiękami tak brzuch sobie wymości,
Że ma biedna głowa do rana miast snu
tylko myszy gości!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sąsiedzkie stosunki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sąsiedzkie stosunki. Pokaż wszystkie posty
sobota, 16 listopada 2013
wtorek, 23 lipca 2013
Kup pan kozę!
Pragnę obwieścić Panu, Drogi
Sąsiedzie, żeś Pan się wczoraj otarł o śmierć.
Bo już bielały me kłykcie na
nożu
purpura falą lico zalała
Krwią napłynęły oczy łagodne
A z nozdrzy moich furia
buchała
zaprawdę w prawdziwe
szaleństwo ja wpadłam,
gdy mą biedną głowę,
do snu wcześniej złożoną,
Twa wstrętna kosiarka
znienacka napadła.
Przyzwyczaiłam się do tego,
że pies sąsiadów w tajemniczy sposób sprzężony jest z moim oknem. I jak tylko ośmielę
się je uchylić - on zaczyna ostro szczekać.
Ale kosiarce mówię VETO!
Weź to Pan pod uwagę nim
następnym razem, tuż przed 22gą, zaczniesz żąć murawę.
Jak Pan długiej
trawy
wytrzymać
nie możesz
to rżnij Pan ją wcześniej
albo kup Pan kozę.
środa, 14 listopada 2012
EXIT, czyli wyjście po angielsku
Czuję przemożną chęć obgadania sąsiadów. Zwłaszcza, że mam o
nich dość mgliste pojęcie, co obmowie wspaniałomyślnie sprzyja.
Sąsiadów rzadko widuję, jednakowoż wiem, że są.
A są niczym prezenterzy radiowi.
Niewidoczni i wyraźnie słyszalni.
radio w swej łaskawości daje opcję ustawiania natężenia
dźwięku.
Co się zaś tyczy pokrętła do ściszania sąsiedztwa -
poszukiwania wciąż trwają.
Dwoję się i troję w tym śledztwie,
zwłaszcza wówczas, gdy boczną klatkę schodową (która bardzo szczęśliwie sąsiaduje z moją
ścianą) pokonuje w dół olbrzymia istota radosnego usposobienia (które wróżę z jej
niezwykłej i niegasnącej skoczności). Sadzi ci ona, przez parę dobrych pięter!,
gromkie susy długości kilku stopni, zamykając całą tę dudniącą kompozycję
dobitnym trzaskiem drzwi. Ten ostatni akcent zawsze stawia na nogi me kruche
serce, bo niezmiennie brzmi, jak strzał z pistoletu. I TO TAK WIERNIE,
że kiedy potem na klatkę schodową wychodzę
ja,
robię to bezszelestnie i tak szybko, jak tylko się da
Zapis nutowy mojego wyjścia
To pusta pięciolinia
Cicho i w mig daję w świeże powietrze nura,
By przypadkiem
w kącie klatki
nie ujrzeć
zabitego kangura.
:)
piątek, 16 września 2011
Hrabia Fredro wiedział niejedno
Niedawno obdarowano nas służbowym sąsiadem. Pewien Dział (niech on się tak tutaj zwie) wprowadził się piętro niżej.
Niestety zamiast rzucić mu się na szyję i tradycyjnie powitać chlebem i solą, od progu zaczęłam psuć nasze sąsiedzkie stosunki. Chyba nie nadaję się na sąsiada, choć, dalibóg!!!, jestem jednostką grzeczną, miłą i kulturalną (uprasza się o nie zaprzeczanie tej oczywistej prawdzie!).
Ale naprawdę ILE MOŻNA? NAWET moja legendarna spolegliwość ma swoje granice.
Rozumiem szklanka mąki. Szklanka cukru. Raz na jakiś czas. Ale te Gawły jeszcze się na dobre nie zagnieździły, a już swawole zaczęły. Na wysokich obrotach. Co kilka minut. A to ksero potrzebujemy skopiować tylko kilka stron!!! pilnie, a to telefon to naprawdę pilne, a to płyn do zmywania oddamy wam z nawiązką, a to zszywacz, dziurkacz, gumka do mazania...
Przy 65748 razie, a konkretnie, przy prośbie o ryzę papieru, bo musimy coś wydrukować KONIECZNIE wyczerpała się miłość do bliźniego. Odmówiłam.
Od tamtej słodkiej chwili,
uwieńczonej trzaskiem drzwi,
ten dział, co ciągle coś chciał
niepokojąco milczy.
Myślę, że w tej ciszy między piętrami
rodzi się odwet, co do krwi mnie zrani
i czuję, że będę pluć w brodę sobie
bo przecie „Jak ty komu,
tak on tobie”
Niestety zamiast rzucić mu się na szyję i tradycyjnie powitać chlebem i solą, od progu zaczęłam psuć nasze sąsiedzkie stosunki. Chyba nie nadaję się na sąsiada, choć, dalibóg!!!, jestem jednostką grzeczną, miłą i kulturalną (uprasza się o nie zaprzeczanie tej oczywistej prawdzie!).
Ale naprawdę ILE MOŻNA? NAWET moja legendarna spolegliwość ma swoje granice.
Rozumiem szklanka mąki. Szklanka cukru. Raz na jakiś czas. Ale te Gawły jeszcze się na dobre nie zagnieździły, a już swawole zaczęły. Na wysokich obrotach. Co kilka minut. A to ksero potrzebujemy skopiować tylko kilka stron!!! pilnie, a to telefon to naprawdę pilne, a to płyn do zmywania oddamy wam z nawiązką, a to zszywacz, dziurkacz, gumka do mazania...
Przy 65748 razie, a konkretnie, przy prośbie o ryzę papieru, bo musimy coś wydrukować KONIECZNIE wyczerpała się miłość do bliźniego. Odmówiłam.
Od tamtej słodkiej chwili,
uwieńczonej trzaskiem drzwi,
ten dział, co ciągle coś chciał
niepokojąco milczy.
Myślę, że w tej ciszy między piętrami
rodzi się odwet, co do krwi mnie zrani
i czuję, że będę pluć w brodę sobie
bo przecie „Jak ty komu,
tak on tobie”
Subskrybuj:
Posty (Atom)