Pokazywanie postów oznaczonych etykietą do rymu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą do rymu. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 31 grudnia 2015

Sylwester


A tymczasem w mediach w ruch
Jak se włożyć w oko tusz
Jak się ubrać,
Jak uczesać,
Jak ze szmat
cud suknie wskrzeszać???

W którą stronę loki kręcić,
By do siebie kogoś znęcić?

Jak z lodówki coś wyskrobać,
By na stół bez wstydu podać?

Jak się giąć i jak obracać,
By ze sprawnym grzbietem wracać?

Czym strzelamy
(I do kogo?)
I …. czy toast można
nogą?
.
.
.

Od tych rad i petard z rana
jestem już nieco pijana.

:) 

środa, 30 kwietnia 2014

Glejt


 z serii przychodzi osiołek i …

- czy pani może opieczętować ten druk?
- tak, o ile ma pan wszystkie podpisy …
- proszę

I w tym momencie na moje ręce złożony zostaje papier przypominający szmatę. Znać po jego zmasakrowanym ciele, że biedak po drodze przygód miał wiele; że przeszedł nieszczęśnik w życiu niemało, że nieźle mu się od osła dostało… Jest brudny i niemiłosiernie wymięty, przez kubek herbaty wyraźnie kopnięty…

Chwytam wymownie w dwa palce ten świstek,
ten dokumentu wrak,
ten niezbity dowód,
że osłu taktu brak: 

- ten druk wygląda, jakby szedł do mnie kilka lat, wzdłuż i wszerz, przez cały świat.
- tak. Wiem, że termin minął, ale nie mogłem być wcześniej.

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Bezwstydna



Źródłosłów: tutajtutaj


To wyróżnienie  ją zaskoczyło
 - JA MIANOWANA MAKABR()Ą ?!
Ja -  taka potężna, MO NU MEN TAL NA?
Dla mnie ta nagroda ze wszech miar koszmarna?

- Jak tak można? Kobiecie?! Co z tego, żem z betonu?!
– łkała Pani Galeria cichutko, po kryjomu
i silnymi strumieniami lała się z niej woda,
aż sufit się zawalił!
Lecz szkody tej nie szkoda.

Choć zniesławionej serce się złamało,
To tutaj - Nikomu nic się nie stało
oświadczył kapitan straży pożarnej,
nie widząc Galerii rozpaczy czarnej.

A i żałoby nikt nie ogłasza, tylko pretensje,
bo dlaczego zniszczenia  JEDYNIE na drugim piętrze?
bo dlaczego nie zapadła się pod ziemię cała?
Wstydu nie ma!
Ta nie warta Poznania zakała!

piątek, 25 kwietnia 2014

Pospolite ruszenie


Dokument
Fabuła
Ku pamięci kamienie  
Pielgrzymki
obrazki
Uroczyste  apele
Podniosłe wernisaże
Koncerty
Pomniki
Znaczki pocztowe
Monety
Guziki

Wkładki do gazet
Albumy i książki
Pamiątkowe krzyże
Tablice, wstążki
Ulice  i skwery
Aleje i place
Gdzie okiem nie sięgnąć
Papież, papież, papież

A do tego jeszcze Jan Paweł II z kielichem
białym i smukłym
Ze złocistym dnem
Jest to, jak informuje dostawca: tulipan – piękny kwiat
„Walor dekoracyjny traci dopiero po 7 dniach”

Lekko licząc
nie na więcej, bo na tyle samo,
Wyceniam wszechobecnej admiracji trwałość.

piątek, 21 marca 2014

Pod jabłonią


- czyli że nie dostanę jabłka?

- nie

- ALE DLACZEGO?!

- znał pan zasady

- no i naprawdę nie ma dla mnie ratunku?

- nie. Boś nie spełnił najmniejszego warunku!

- Toż ja bez błonnika zginę w agonii! Na kolana padam i o szansę błagam!

- niech pan z klęczek wstanie! Jabłka pan i tak nie dostanie. Szansę pan tu już niejedną miałeś i co do jednej nie skorzystałeś. Ja podsadzałem pana, podawałem drabinę - a pan żeś jedynie robił durną minę. Koledzy pańscy na drzewo się wdrapali, po jabłku sobie bez pośpiechu zerwali. Ambitniejsi nawet z samego czubka! A pan niezmiennie strugasz z siebie głupka i nie sięgasz ni najniższych gałęzi, jakby ci ktoś nogę w sidłach uwięził; ani, co gorsza!, nie schylasz się pan po spady. Co tam schylać! Pan nawet nie patrzysz pod nogi! I nie łudź się, że owoc sam spadnie ci na głowę, bo mimo, że to jabłoń -pan nie jesteś Newtonem.

- gdybyś pan tylko, tak jak nie chcesz,  chciał, to byś pan jabłko mi po prostu dał! Wąż z drzewa poznania nie robił Ewie problemów…

- …i doprowadził nieszczęsną do eksmisji z Edenu!

- bym wszedł do sadu, ojciec słono zapłacił! A teraz PRZEZ PANA całą kasę traci…

- wszakże, a nawet przecie!, my za cenę wejściówki - nie gwarantowaliśmy nikomu papierówki

- … tyle pieniędzy pójdzie prosto w błoto…

- Sam żeś je tam wrzucił, leniwa niecnoto.

No i tak dalej,
i et cetera

Takie oto właśnie ciekawe rozmowy
Toczą się w cieniu mej służbowej jabłoni


piątek, 14 marca 2014

tytuł posta - rzecz nie prosta!



………………………………………..
(tytuł posta)


Często jestem zmuszana zalewać służbowy zespół ankietami.
Ślę te pliki nieustannie z żądaniem ich wypełnienia na czas. Wszystko pod szyldem prośby;  prośby tak uprzejmej, że odpowiedzią nań zazwyczaj jest milczenie. 

Długie i sążniste milczenie.

I gdy już mi się zdaje, że utopię się w tej ciszy
nagle i naraz
dzwoni telefon
jeden, drugi, trzeci …
a każdy rozbija się wciąż o to samo
Nie chce mi się, nie umiem
Zrób to za mnie
….mamo?


- dzień dobry okrutna Modigliani, dostałem ten formularz od pani. Bardzo serdecznie dziękuję, właśnie nad nim lamentuję. A czując w głowie silną blokadę, dzwonię, by spytać o twoją radę.  Powiedz mi pani, wszak jam nie twój wróg, jak inni koledzy wypełniają ten druk?

- ?

- bo kropki zajmują tu wszystkie luki; Roją się tak, aż poczułem się głupi. Na tekst mój przez te kropki jest miejsca za mało! Już biedronki na grzbiecie więcej luzu mają! 

- jeśli pan się zmieści na skrzydłach owada, to ja bardzo proszę. Wielce będę rada.

- … pani się śmieje, a to nie do pojęcia! Jak mam tu wyliczyć swoje osiągnięcia? Czy każdy szczegół trzeba mi wprowadzić, czy może tylko ogólniki sadzić? No i czy od A do Zet być to ma? Czy też może jednak od Zet do A? Zresztą… to i tak się tutaj mi nie zmieści….zdaje się, że będę musiał całość streścić…. 
Ech, no przyznaj! To wszystko jest do bani!

- bani?! …To taka miska z mydlinami?

- z mydlinami to jest balia! (ależ trudna ta batalia!)  A tu czasu jest tak mało. Przyznasz, więcej by się zdało!

- … (gdyby nie te farmazony, druk już miałbyś wypełniony)

- moja pani, co za bieda! 

- … (ten telefon nic ci nie da)

- halo. Jest tam pani?

- …

- Pani Modigliani?

- tak?

- co pani radzi?

- ZJEŚĆ MIÓD ZE SPADZI!!!..................................
.................................................................................
..…..…………………………………………………………………
…………………………………………………………
…………………………………………………………
(treść notki)



Pani Modigliani
…………………………….
(autor)


piątek, 7 marca 2014

statystyka


ilu ludzi długowłosych
a ilu łysych twą firmę zaszczyca
ilu leworęcznych pracuje
u ilu zaś działa ino prawica

ilu  na stojąco haruje
a ilu zaś tylko siedzi
ilu przy taśmie w fartuchu
a ilu za biurkiem się biedzi

ilu ma pełne uzębienie
ilu sztuczne szczęki
ilu na etacie brzydkich
a ilu jak wiosna pięknych

kto, jako kto, i za ile
kto, jako kto, i co zrobił
kto wziął manele i odszedł
a kto się awansu dorobił

ilu klientów tutejszych
a ilu zza granicy
czy bardzo dobrze ci płacą
czy może bida aż kwiczy

?

A wszystkie dane ogółem
A potem z podziałem na wiek
no i też nic nie zaszkodzi
W rozdziale uwzględnić i płeć. 

I nie ma zmiłuj, mój bracie drogi,
bo w pokoju szefa, każdy tu to wie
GUS sobie siedzi, cygaro pali,
na biurku trzymając
święte  nogi swe.

:)))))

NIE RYCZ!
tylko licz, mała licz!

Bo oto nadszedł post.
Czas rachunków
Nie tylko sumienia.

piątek, 6 grudnia 2013

Lodowisko - pośmiewisko


Mamy ostatnio znów mnóstwo radości
W centrum Poznania, na Placu Wolności.
Powstała tam w środę nieduża ślizgawka…
ścięte bajoro… zdjęta mrozem sadzawka. ..
Nowe lodowisko, pożal się Boże!
150 metrów liczy niebożę

- Więcej lodu mam w drinku - mówią szydercy
 (pięknych idei bezmyślni mordercy!)
A są też i tacy, co uważają,
że i kałuże znacznie większe znają.
Niejeden też dodał, że miast w takiej klatce
Woli się ślizgać po domowej posadzce. 

lecz to wszystek ludzie, których byle co zeźli;
ci co to na łyżwach nie dają rady jeździć!!!

bo i co z tego - mówi płyty adwokat -
że tafla faktycznie jest kieszonkowa,
skoro, od bandy do bandy - DARMOWA!

Się wie!
Darowanemu koniowi
NIE ZAGLĄDA SIĘ!

czwartek, 19 września 2013

HYDRAulika


w kuchni służbowej mamy wodospad,
taki tyci, choć na kilka kaskad.
umowne terrarium to szafka pod kranem.
Tam nasza Niagara od roku jest panem

lecz niedawno woda na sile przybrała
opuściła szafkę,
podłogę oblała.

Telefon wykonany ręką mej szefowej
przywołał dwóch panów w trybie
na tych mia sto wym.

Panów, wielce ze służbową kuchnią zgranych,
i tak,  jak jej posadzka – nieco zalanych.
Jednakowoż, oddać im to muszę!,
(by od kłamstwa ratować swą duszę!:)
mimo rauszu zawory zdiagnozowali
i wymianę rurek zaordynowali:

- to tera idziemy… (Na jednego?)
dokonać zakupu koniecznego!

I jako rzekli
Tak uczynili
lecz wpierw od wody nas odłączyli

Przemili fachowcy, choć straszne opoje,
W hydraulicznej kniei toczą chyba boje,
o te części, jak się zdaje – kruki białe,
gdyż panów już nie ma dwa tygodnie całe.

- możliwe, że wciąż przy pomocy dwururki
Łowią niezbędne zawory i kurki

lecz nim oni jaki celny strzał oddadzą
na naszych grobach już kwiatki posadzą.



_______________________________________
Wszelkie podobieństwo do osób i zdarzeń
umyślne i planowe.

 ps. dla niedowiarków (cześć B.:))),
jestem gotowa sporządzić inwentaryzację fotograficzną.
:))))

środa, 11 września 2013

Kupa śmiechu


Są wytworne, wykwintne, no i balowe
ślubne, poranne i wieczorowe…
są brzydkie i są śliczne,
i są, że się wyrażę,
toalety publiczne.

Na ścianach starego dworca w Poznaniu zawisły plakaty o treści:

Poznań NOWY Główny
Zaprasza do zaskakujących, pachnących,
wesołych toalet w budynku nowego dworca.

Tablice te każą mi przypuszczać, że intensywna reklama nowych kas nie podziałała.
Teraz Poznań NOWY- ziejący pustkami
Zaczyna nas kusić toaletami

WESOŁYMI

Czyli
wyposażonymi w urządzenia sanitarne służące rozrywce?

Takie Miasteczko Wesołe
T O A L E T O W E?

W pierwszej chwili liczyłam na wesołą babcię klozetową. Drobną panią chichoczącą serdecznie i raczącą klientów anegdotami lub ze swego życia radosnymi wyjątkami.
Przypuszczenie to spaliło jednak zaraz na wejściu, gdzie nie zastałam nikogo, prócz Pani Bramki Obrotowej, którą ewentualnie, przy sporej dozie poczucia humoru, można by wziąć za karuzelę. Ale ponieważ podczas przekraczania progu wesołego przybytku, byłam wielce zaaferowana obsługą nieznanego mi mechanizmu, które opróżniało mi kiesę - nie bardzo się ubawiłam. 
Brnęłam jednak dalej.
Czystość i brak zniechęcających woni – to raczej rzecz oczywista w nowych, świeżo powstałych pomieszczeniach. Tego oczekujemy i się spodziewamy, więc nie byłam zaskoczona zastanym ładem i wszechobecnym automatyzmem. Aczkolwiek zdziwiło mnie, że w tych tak nowoczesnych przestrzeniach papier toaletowy - wciąż ten sam. W ogóle nie okazały. Zwykły i szary. I wciąż naszej ręki wymaga (łamaga!). W przeciwieństwie do nadpobudliwej spłuczki, która aktywnie odwraca uwagę od bierności papieru i ochoczo wyręcza klienta (nawet w czczych momentach!).
Zawitałam w kabinie nie tyle z potrzeby fizjologicznej, co garderobianej (powiedzmy, że musiałam zmienić imidż). Zatem choć sedesu, klnę się!, nie tknęłam, to i tak woda, jak szalona, brzeg jego rwała i regularnie (co pół minuty, panie!) silnym strumieniem obmywała.
Pobudziło mnie to do rozważań ekologicznych i ekonomicznych.
W żadnej mierze nie optymistycznych.
I choć, obok wody, w tle leciała też i muzyka, nie pamiętam ni nuty z otrzymanego w pakiecie akompaniamentu. 

Oj dana, dana.
byłam ciągle NIE-ROZ-RA-DO-WA-NA.

Nastroju nie poprawił mi też automatyczny kran i samoczynny dozownik mydła (choć zazwyczaj, zaprawdę!, boki zrywam, jak widzę tak inteligentne baterie!;)
Na tym etapie wycieczki po toaletowym lunaparku jeszcze miałam nadzieję, że  może … rollercoaster?
Wolno góra -ostro dół- i -do góry nogami,
wywiedzie mnie do wyjścia zakrętasami.

Albo dajmy na to, choć gabinet śmiechu. Tak,  na do widzenia. 

To byłoby uczciwe. Humanitarne. Zro-zu-mia-łe.
Że rozśmieszają, jak już z sanitariatu skorzystałeś! 
Ale niestety lustra wszystkie jak od linijki,
bez fałdki i zmazy,
a w nich me odbicie -
ponurość bez skazy!!!
Ale chwila…proszę Państwa!
Nim zanotuję deficyt podniety
Rzut oka jeszcze nafototapety!

…no i cóż

Wprawdzie mężczyzna z wieszakiem w sutku
Nie budzi we mnie głębokiego smutku
Ale i wcale nie śmieję się w głos
Wpatrzona w metal wbity w męski tors.

:)

Ps.: wszystkich, którzy po tytule sądzili, że będzie o meczu z San Marino
najserdeczniej przepraszam.
  

piątek, 6 września 2013

Ogłoszenie


W ręce pełne okrutnych zamiarów
Oddam chmarę dorodnych komarów!
Na dłonie od mokrej roboty nieschnące
Złożę w ofierze te roje brzęczące.

Bo na owadów tych ogrom cały
Mój domek na wsi jest ciut za mały
Ażeby starczyło tam dla mnie przestrzeni
Muszę ja mieć się z kim nimi podzielić

Jesteś myśliwym i celnie strzelasz?
To bardzo proszę! Zwierzynę już masz!
Weź ją! I usuń w moim imieniu!
Bierz! Bo mieć będziesz mnie na sumieniu!

Gdyż całe lato znosiłam ja dzielnie
Nocne naloty tej zgrai natrętnej,
lecz dalszej krwi i ciszy grabieży,
proszę ja Ciebie, mogę nie przeżyć!

wtorek, 27 sierpnia 2013

Dzień dobry


Dzień dobry powakacyjne
takie nieco pijane.
kawy konewką podlane,
a jednak ciągle zaspane
               
Dzień dobry, które marzy o byciu dobrym wieczorem
Dzień dobry, co przed biurkiem z mozołem się kłania,
jakby ono było
najgorszym ugorem.
:)

czas mi na siebie ukręcić bata,
by koniec urlopu
nie stał się końcem świata!


BUM
TRA
TA
TA
TA

wtorek, 23 lipca 2013

Kup pan kozę!


Pragnę obwieścić Panu, Drogi Sąsiedzie, żeś Pan się wczoraj otarł o śmierć.

Bo już bielały me kłykcie na nożu
purpura falą lico zalała
Krwią napłynęły oczy łagodne
A z nozdrzy moich furia buchała

zaprawdę w prawdziwe szaleństwo ja wpadłam,
gdy mą biedną głowę,
do snu wcześniej złożoną, 
Twa wstrętna kosiarka znienacka napadła.


Przyzwyczaiłam się do tego, że pies sąsiadów w tajemniczy sposób sprzężony jest z moim oknem. I jak tylko ośmielę się je uchylić - on zaczyna ostro szczekać.
Ale kosiarce mówię VETO!
Weź to Pan pod uwagę nim następnym razem, tuż przed 22gą, zaczniesz żąć murawę.

Jak Pan długiej trawy wytrzymać nie możesz
to rżnij Pan ją wcześniej
albo kup Pan kozę.

środa, 24 kwietnia 2013

Klucz sukcesu


Kolega pobrał klucz
od służbowego pokoju
po czym spokojnie poszedł do domu.

Klucz ma ponoć wciąż przy sobie
Ja otworzyć drzwi nie mogę

Portier ręce załamuje
Co to będzie, co to będzie?
Jak ten klucz się nie odnejdzie?

(rany, z rana taka męka!)
Niech mi pan tu tak nie kwęka
Jakbyś wczoraj pan nie chrapał
Dziś za kluczem byś nie płakał
Szczęściem jest klucz zapasowy
Drzwi otworzyć mi gotowy

Gdy substytut ręką sięgam
Portier staje mi na drodze
(Stróż obudził się w nim nagle
Nagle nabrał wiatru w żagle!)

A jak on się zapodzieje?
Niech się pani tak nie śmieje!
Klucz ten jest zakodowany
Nie tak łatwo dorabiany.
Dam go pani pod warunkiem
Że zadzwonisz dziś do niego -
Pana ZA PO MI NAL SKIE GO
By się stawił tu naprędce
Na kolanach
z kluczem w gębie

Trochę pan rzecz wyolbrzymia
Klucz był zwykły, bez przesady
A telefon nie pomoże
Ten pan często zapomina
nawet jak się sam nazywa
Zatem muszę pana dobić:
KLUCZA NIE DA SIĘ WYDOBYĆ
To już łatwiej w stogu siana
igłę znaleźć, proszę pana.

Igieł nie chcę!!!! tylko nie TO!
Siedzę na nich już od rana
Tyłek mam już jak rzeszoto
Więc mi pomóż, o kochana!


A co na to Mistrz Tracenia,
co się gubi w swych kieszeniach?

  
Tak, faktycznie
Nie wypieram się w ogóle

Od konsjerża klucz dostałem
Tak więc w ręku mieć go miałem
Miałem go przez chwilę krótką
I to krótką niesłychanie
Lecz co dalej?

ZAPOMNIAŁEM

::

Oto jaką mamy chryję
Portier do księżyca wyje.

wtorek, 19 marca 2013

Kropka


Ponoć centrum handlowe plaza jest blisko. Ponoć.
Trudno mi to orzec na pewno, gdyż nigdy nie miałyśmy przyjemności.
Zresztą fakt, iż nie złożyłam jeszcze tej pani konwencjonalnej wizyty, wg moich znajomych, jest karygodnym zaniedbaniem, a może i nawet obyczajowym skandalem.

Choć
gdyby plaza miała kropkę nad zet
a nie tyko nad „i” (co się zdarza w dwóch przypadkach!),
To już dawno byłybyśmy w zażyłych kontaktach
A tak:

- fajnie, masz teraz plazę na wyciągnięcie ręki.
- noooo….
*
- i co, byłaś już w plazie?
- nie
*
- byłaś w końcu w tej plazie?
- nie
*
- i co? Pewnie jeszcze nie byłaś w plazie?
- jakoś nie ma okazji.
- przecież ona jest tak blisko
- no nie wiem, czy tak blisko. Jakoś mi się w oczy nie rzuciła
- na pewno widać ją z twojego okna
- nie, nie widać
*
I tak by to pewnie trwało
ale oto wczoraj
jestem podwożona.
Jedziemy.
- no dobra, to co robimy? Do ciebie się skręca? Czy prosto?
- nie wiem. Nie wiem, gdzie jesteśmy. Od tej strony nigdy jeszcze nie jechałam.
- a nie widzisz stąd czegoś charakterystycznego?
- nie, niczego nie rozpoznaję.
.
.
.
- to ostatni moment, kiedy mogę skręcić. Więc jak?
- nie wiem, nie wiem, nie wiem…
- no proszę cię!
- naprawdę nie wiem, ciągle nie wiem gdzie jesteśmy…
- rany! przecież TO rozpoznawalny punkt!
- tak? ja go nie znam
- jak to nie?! Przecież TO JEST PLAZA.
- O zaraza! (ekhm .... dzień dobry, bardzo mi miło) ALE MNIE TU NAPRAWDĘ JESZCZE NIE BYŁO.
-?!

Zatem uścisk dłoni już za nami.
I choć nadal o sobie powiedzieć możemy niewiele
to ośmielę się wyrazić nadzieję, że skoro
znam już z widzenia tę iskrzącą się boję -
w betonie miasta tego już chyba nie utonę.
:)

środa, 13 marca 2013

Absynt. Absurd. co za różnica?!


jestem giętka i gibka 
przyjmuję kształt naczynia
poddaję się jak plastelina
rezonuję
i z innymi się zgrywam

Ale w pewnych kwestiach jestem nieugięta.
W pewnych kwestiach stal i diament.

Załóżmy, że akcja toczy się w malutkiej gorzelni, którą rozsławiła na świat cały produkowana przezeń wyjątkowa wódka; prawdziwie unikalna gorzałka, którą zdobyć można tylko tam właśnie i tylko wg określonych procedur.  Algorytm postępowania, celem uzyskania owego wytrawnego trunku, jest prosty i powszechnie znany, 
JEDNAKOWOŻ nie raz zdarza się, że… o! BARDZO PROSZĘ spójrzmy na scenę:
oto właśnie obmierzły opój wali pięścią w ladę:   

- dzień dobry, poproszę wódkę
- niestety, wydaję tylko po okazaniu talonu
- ale ja talon dostanę dopiero jutro
- to jutro upijesz się pan wódką
- naprawdę nie da pani rady?
- dobrze pan zna zasady
- ale ja upić się chcę dziś!
- tak nie załatwi pan tu nic
- ja muszę wpaść w zamroczenie!
- ja nie ulegnę! Nie-nie-nie-nie!
- błagam! jutro mi się nie opłaca.
- dlaczego…?
- bo jutro to mam w planach kaca!

Niestety, jako się rzekło, czasem asertywność to moje drugie imię, dlatego

- naprawdę niczego pan u mnie nie zdziała.
- ACHA, takaś nieprzejednana?!!!
- wyjątków w tym temacie nie robię
- To ja SAM TĘ WÓDKĘ SOBIE ZROBIĘ!
- ?!
Trzask drzwi
Odgrażanie się rozpoczęciem niecnego procederu powielania mego, powtarzam!, ABSOLUTNIE WYJĄTKOWEGO towaru to dla mnie nowość. Podobną świeżością zresztą tchnie prawdziwy finał tej scenki   
gdyż
po dwóch minutach plagiator-buc wraca

i łomem zamierza się na ust mych kłódkę
- to ja poproszę
O PRZEPIS NA TĘ WÓDKĘ!

środa, 16 stycznia 2013

Klasyka na zimę


Lekarze alarmują: nie wolno leczyć grypy na własną rękę!!!

Dla mnie to już spóźnione przestrogi.
Przepraszam wszystkich lekarzy,
ale jestem w trakcie stosowania mej autorskiej kuracji. 
Powoli dochodzę do zdrowia, jak i też do wniosku, że nos -
ów skromny narząd powonienia,
to wzniesienie malowniczo położone na środku mej twarzy,
ta kolebka oddechu,
ten niepozorny instrument dęty z dwiema zaledwie dziurkami…

właśnie

a’propos

bo dajmy na to: taki katar Mozarta…
To być musiała rzecz wiele warta!!!

gdy Mozart smarkał, to nikt nie sarkał
I nie patrzył nań z ukosa,
kiedy go nękał nieżyt nosa.
Zapewne
swoim siąkaniem podbijał salony
a za kichanie był wielce chwalony,
tak że, niejeden!, żarliwy meloman
wiele by oddał,
by Mozart chorował.
:)
Niestety moje przeziębienie takiego aplauzu nie wzbudza.
Mój nos podczas przeziębienia zmienia się w zwykły klakson.

A że mej ręce daleko do ręki Mozarta
muzyka, która ze mnie wychodzi
Zaprawdę niewiele jest warta.

środa, 14 listopada 2012

EXIT, czyli wyjście po angielsku


Czuję przemożną chęć obgadania sąsiadów. Zwłaszcza, że mam o nich dość mgliste pojęcie, co obmowie wspaniałomyślnie sprzyja.

Sąsiadów rzadko widuję, jednakowoż wiem, że są.
A są niczym prezenterzy radiowi.
Niewidoczni i wyraźnie słyszalni.
Z tym, że 
radio w swej łaskawości daje opcję ustawiania natężenia dźwięku.
Co się zaś tyczy pokrętła do ściszania sąsiedztwa -
poszukiwania wciąż trwają.

Dwoję się i troję w tym śledztwie,
zwłaszcza wówczas, gdy boczną klatkę schodową (która bardzo szczęśliwie sąsiaduje z moją ścianą) pokonuje w dół olbrzymia istota radosnego usposobienia (które wróżę z jej niezwykłej i niegasnącej skoczności). Sadzi ci ona, przez parę dobrych pięter!, gromkie susy długości kilku stopni, zamykając całą tę dudniącą kompozycję dobitnym trzaskiem drzwi. Ten ostatni akcent zawsze stawia na nogi me kruche serce, bo niezmiennie brzmi, jak strzał z pistoletu. I TO TAK WIERNIE, 
że kiedy potem na klatkę schodową wychodzę ja, 
robię to bezszelestnie i tak szybko, jak tylko się da

Zapis nutowy mojego wyjścia
To pusta pięciolinia

Cicho i w mig daję w świeże powietrze nura,
By przypadkiem
w kącie klatki
nie ujrzeć
zabitego kangura.
:)

piątek, 6 lipca 2012

Życzenie


Nie marzy mi się bukiet róż
Tylko przepiękna noc bez burz
Nocka jasna i gwiaździsta
Bez skowytu psiego pyska
Bez opadu
Deszczu
Gradu

taka noc w głębokim zen,
co pozwoli mi na sen

bo mam dość już tej wariatki,
co złym okiem na mnie błyska,
co to szumi i się sroży,
piorunami mnie batoży

Przez furiatkę tę, do diaska!,
wciąż coś praska, wciąż coś trzaska
i by na śnie móc się skupić
trzeba oko se wyłupić,
a za okiem zaraz ucho,
żeby także było głucho

okaleczać tak się boję
to już rękę oddać wolę,
(co tam rękę!) dam dwie ręce!,
temu kto dźgnie burzę w serce,
kto mi rzuci wprost do stóp
burzy pierś
a w niej zaś nóż.

środa, 27 czerwca 2012

Biuro rzeczy zapomnianych


- Dzień dobry, czy ja mogę zostawić u pani liść? Listek właściwie… no może małą liści kiść?
Niechże pani będzie taka kochana i przetrzyma ją do rana. Jutro, o świcie!, ktoś się zjawi i tejże kiści pani pozbawi. Więc jakże będzie? o pani złota! – pyta osiołek z oczami kota.
I gnie się, i kręci, i miauczy straszliwie
kopytkiem skrzypiąc, wnętrzności me wije
w gniazdko tak ciasne i pełne boleści,
że to się w pale po prostu nie mieści
więc, koniec końców, ulegam - słaba
I koniec końców przyjmuję tę kiść
lecz kiść się do kiści stale dokłada
że czasem aż trudno spod kiści mi wyjść

gdzieś ktoś tam pewnie w liściach debet ma
a u mnie hossa niestety wciąż trwa:))))

grzeczność uczynność usłużność - stale powracają na listę moich służbowych grzechów głównych.