Pokazywanie postów oznaczonych etykietą katar. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą katar. Pokaż wszystkie posty

środa, 16 stycznia 2013

Klasyka na zimę


Lekarze alarmują: nie wolno leczyć grypy na własną rękę!!!

Dla mnie to już spóźnione przestrogi.
Przepraszam wszystkich lekarzy,
ale jestem w trakcie stosowania mej autorskiej kuracji. 
Powoli dochodzę do zdrowia, jak i też do wniosku, że nos -
ów skromny narząd powonienia,
to wzniesienie malowniczo położone na środku mej twarzy,
ta kolebka oddechu,
ten niepozorny instrument dęty z dwiema zaledwie dziurkami…

właśnie

a’propos

bo dajmy na to: taki katar Mozarta…
To być musiała rzecz wiele warta!!!

gdy Mozart smarkał, to nikt nie sarkał
I nie patrzył nań z ukosa,
kiedy go nękał nieżyt nosa.
Zapewne
swoim siąkaniem podbijał salony
a za kichanie był wielce chwalony,
tak że, niejeden!, żarliwy meloman
wiele by oddał,
by Mozart chorował.
:)
Niestety moje przeziębienie takiego aplauzu nie wzbudza.
Mój nos podczas przeziębienia zmienia się w zwykły klakson.

A że mej ręce daleko do ręki Mozarta
muzyka, która ze mnie wychodzi
Zaprawdę niewiele jest warta.

środa, 19 grudnia 2012

Exodus


Chusteczki higieniczne.
Ciekawa rzecz.
Od jakiegoś czasu mi się zapodziewają. Niczym skarpetki w praniu. Choć to porównanie w pełni nie oddaje mej zgryzoty. Bo mi nie przepadają stopniowo jednostki, tylko od razu całe zastępy. Giną na potęgę. Niczym wojska Napoleona w Moskwie.
A trzeba Wam wiedzieć, że tych celulozowych żołnierzyków wystawiam bez liku i wszędzie. Pełnią warty w kieszeniach spodni, kurtki i swetra. Obsadzam też nimi gęsto torebkę. Słowem: z domu wychodzę z pełną obstawą. Niestety, gdy tylko nadchodzi krytyczny moment, ta cudowna chwila, w której przeczuwam rychły atak nosa - nie mogę znaleźć ni rąbka wsparcia. Nerwowe poszukiwania oręża i gorączkowe wezwania do natarcia wroga pozostają bez odzewu.

Podejrzewam, że te bezczelne dezercje przeszłyby bez echa, gdyby nie to, że UMÓWMY SIĘ, mamy właśnie porę roku, w czasie której nos staje się wielce wymowny. Porę, która budzi w nim takiego oratora, że po prostu człowiek ulicy nie przejdzie, żeby ten nie zechciał wyrazić swego zdania.

Wiedziona ciekawością i zaintrygowana wielce - zaczęłam studiować właśnie nabyte kolejne opakowanie chusteczek higienicznych, które (jak już zaczęłam przypuszczać) być może mają trwałość śniegu i niknięcie w określonych warunkach jest ich cechą naturalną. Ale zamiast uwag: przechowywać w temperaturze powyżej …, albo składować tylko w miejscach chłodnych i suchych  - znalazłam ostrzeżenie:

„Aby uniknąć ryzyka uduszenia – opakowanie przechowuj z dala od dziecka.”

Bo dziecko gdy ledwo ujrzy chusteczkę
To ma ochotę udusić mateczkę
A gdy już będzie po mamusi
To zdusić ojca się pokusi

Przez głowę przeleciał mi tłum nieodpowiedzialnych matek i lekkomyślnych ojców konających u boku swych pociech w stosie beztrosko porzuconych, źle przechowywanych chusteczek. 

Nie mam wprawdzie dzieci, ale mało ich tu czyha wokoło?

Niewykluczone, że zniknięciom chusteczek, które w swym bycie nie zdążyły być nawet jednorazowe
zawdzięczam życie swoje

Zasmarkane co prawda,
ale nie bądźmy drobiazgowi.

piątek, 5 października 2012

Kat(ar)


Mój nos utracił licencję na oddychanie i wąchanie, ale za to w zamian zyskał darmowy, i zdaje mi się nieograniczony, karnet na kichanie. Oczywiście dostęp do powietrza odcięto mi nagle, bez najmniejszego ostrzeżenia, ni jednego choć monitu o nieopłaconym abonamencie.

Przeziębienie jest fascynującą dolegliwością. Znajomą. Prostą. Zwykłą. Uleczalną. W porównaniu z innymi przypadłościami jest banałem, jednakowoż mistrzowsko potrafi uprzykrzyć człowiekowi życie.

Więc jest mi przykro:) Mój świat od tygodnia leży u podnóża masywu z chusteczek higienicznych i widoki mam dość ubogie. A na to, by się wspinać po tym zasmarkanym wzgórzu jeszcze wciąż za słaba jestem…
A co tam u Was?
Zdrowiście?

niedziela, 1 stycznia 2012

Dwa zero jeden dwa zgłoś się!

Skończyła się doroczna zabawa w wojnę i nastała cisza. Wyczerpani żołnierze jeszcze śpią, a nad nimi unosi się zapach prochu i muzyka Straussa:)))) Jak miło.

Nowy rok to dobry czas, by odkryć, że się nigdy nie widziało „Supermana”, i że całą swoją wiedzę o nim czerpało się tylko z drugiej części tego filmu. Pierwsza zaś cierpliwie czekała na mnie do dziś. Albo. Z moją pamięcią naprawdę jest słabo.
Ciekawe, czy taki Superman umiałby pokonać mój katar? Czy dałby radę udrożnić mój nos, gdzieś pomiędzy schwytaniem rakiety, wstrzymaniem trzęsienia ziemi, a uratowaniem kotka uwięzionego na drzewie? Czy też wykonanie tego zadania jest poza jego zasięgiem? Bo, że moje ku temu zdolności są zbyt liche, to i owszem, wiadomo już prawie-że-na-pewno. Niestety. Trochę podupadam na duchu. W przeciwieństwie do infekcji, która zdaje się wykorzystała wczorajsze zamieszanie, przeszeregowała swe oddziały i teraz atakuje mnie ze zdwojoną siłą. Czuję wyraźnie, że niedługo miast po raz 354657 unieść chusteczkę do nosa, zamacham nią w geście poddania. Kto wie? Być może polegnę zaraz, już za chwilę, nad pięknym modrym Dunajem…? Ponieść klęskę w tak malowniczych okolicznościach to doprawdy zaszczyt… do kroćset fur beczek!!!! kicham na takie zaszczyty!

- cześć smarkaczu!
- i nawzajem - odparł nowonarodzony rok.
- obyś był dla mnie łaskawszy przez resztę swoich dni, Ty Mały Bezczelny Draniu!