Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obserwacje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obserwacje. Pokaż wszystkie posty

środa, 9 września 2015

Na ulicy


Ogłoszenie z progu salonu fryzjerskiego:

„Keratynowe prostowanie włosów!
Emeryci i renciści 50% zniżki”


Dentysto,
nie wahaj się
i Ty skorzystaj z pomysłu!

Protezy zębowe!
Uczniowie do lat 18
50 % zniżki


czwartek, 6 listopada 2014

Ko(sz)mary listopadowej nocy


Pławiąc się w ciepłym powietrzu napływającym z zachodu,
tęsknię za mrozem. Nie, nie za morzem.
Marzy mi się MRÓZ; mróz, który odejmie wreszcie od moich nocy komary
Marzy mi się mróz, bo bez odpowiedniego minusa nigdy nie uzyskam w powyższym równaniu satysfakcjonującego mnie wyniku zerowego.

Wróg czai się wszędzie. W niestandardowych miejscach. Nie zaszczyca obecnością ścian, czy sufitu, jako drzewiej bywało. Zaszywa się wszędzie tam, gdzie zmęczony narząd wzroku mego nie sięga. Brzeg książki, kant szafy lub spodni, kabelek, sznureczek, kąt, rant, margines… to jego, rozproszone po mej sypialni, schrony. Opuszcza je, gdy tylko znużone oko w ciemności przymknę i z daleka anonsuje się nieznośnym bzykiem.
Więź łącząca mnie z tym odgłosem przypomina relację (niejednego z Was) z piskiem styropianu sunącego po szybie. To, żebyśmy się dobrze zrozumieli, mniej więcej ten sam stopień zażyłości. Dlatego całe noce nerwowo czuwam. Jednakże brak zmiany warty sprawia, że i tak z każdej z nich wychodzę poraniona.

Obrażenia są dotkliwe. Naprawdę. Komar nie tnie delikatnie, jak dawniej.  Ostatnie ślady, jakie raczył na mnie zostawić, zdają się dowodzić, że należy wprowadzić zmiany w nomenklaturze zoologicznej. Komarom dziś bliżej do gadów niż do owadów.  

Ten drapieżnik, nie brudząc się krwią, pod osłoną mroku zapełnia sobie nią żołądek i zapełniać będzie, póki nie wyssie mnie do dna, albo wcześniej wykończy, zagarniając swą aktywnością mój życiodajny sen. Drugi scenariusz nie jest mu w smak. Dlatego tak bez opamiętania drinkuje noc w noc, ile wlezie!, pókim żywa.  Martwa jestem mu dokładnie po nic, gdyż w zimnych trunkach ten pasożyt nie gustuje.

Tak jak mój pokój od komarów, świat cały od nieszczęść się roi, JEDNAKOWOŻ poprzez zapuchnięte powieki nie znajduję wśród nich tragedii potężniejszej od mojej.
Umówmy się. Dramat mój niepokoi, najciemniejszym z ciemnych!, odcieniem czerni  (pod oczami)
W konkursie KTO MA NAJGORZEJ jury przyznaje mi I miejsce przez aklamację. Za co ja dziękuję i w nagrodę poproszę

Małe kije samobije
Na zaklęcie:
tłucz komara
Niech nie żyje!



A tak w ogóle to
cześć!

piątek, 25 kwietnia 2014

Pospolite ruszenie


Dokument
Fabuła
Ku pamięci kamienie  
Pielgrzymki
obrazki
Uroczyste  apele
Podniosłe wernisaże
Koncerty
Pomniki
Znaczki pocztowe
Monety
Guziki

Wkładki do gazet
Albumy i książki
Pamiątkowe krzyże
Tablice, wstążki
Ulice  i skwery
Aleje i place
Gdzie okiem nie sięgnąć
Papież, papież, papież

A do tego jeszcze Jan Paweł II z kielichem
białym i smukłym
Ze złocistym dnem
Jest to, jak informuje dostawca: tulipan – piękny kwiat
„Walor dekoracyjny traci dopiero po 7 dniach”

Lekko licząc
nie na więcej, bo na tyle samo,
Wyceniam wszechobecnej admiracji trwałość.

niedziela, 3 listopada 2013

Amory na cmentarzu


W Lizbonie władze samorządowe zorganizowały akcję oprowadzania po cmentarzu w Dzień Zakochanych. Inicjatywa otrzymała tytuł "I nie opuszczę Cię aż do śmierci" i obejmowała zwiedzanie cmentarza w towarzystwie przewodnika snującego opowieści o lizbońskich romansach przy grobach głównych bohaterów tychże… 
[źródło na Wprost]

Ale nie, nie, nie. Nie będzie o miłości w katakumbach, a o pladze, o sekretnym najeździe na ziemię poświęconą.

Na cmentarzu, który odwiedziłam w miniony piątek, rozpleniły się anioły.
Z gliny, gipsu, betonu… niektóre wielkie, jak krasnale ogrodowe, stoją przy nagrobkach, niczym straż poboczna, inne władczo zalegają na płytach.  

Anioły w pozycji śpiącej, aniołki odpoczywające, drzemiące słodko we własnych skrzydłach, aniołki zaspane, przecierające oczka, aniołki zamyślone i rozmarzone, anioły w pozycjach zalotnych, jakby prosto z reklamy bielizny, anioły z trąbkami… wszędzie, gdzie spojrzałam, wszędzie dokąd wzrokiem zawędrowałam -  krągłe, nagie cherubinki …
Oblegają groby, jakby od niechcenia. A jednak to okupacja. One tylko wyglądają, jakby przysiadły i zaraz miały odlecieć. Tak naprawdę jednak cmentarz to pole walki. Wprawdzie chryzantemy nie oddają pola, a i znicze (małe, duże, średnie; białe, żółte i czerwone) wciąż w przewadze i ogień walki w nich płonie:), ALE, nie dajcie się zwieść!, anielska ekspansja trwa. Za rok szala zwycięstwa może się przechylić. Zwłaszcza, że napotkanym przeze mnie aniołom blisko i bliżej do kupidynów. Ani jednego postawnego, surowego anioła. Żadnego rosłego stróża świadomego swych obowiązków …TYLKO tłuściutkie, figlujące dzieciątka ze skrzydełkami i wypiętymi pośladkami. Rzymskie amorki. I gdyby tylko zapalczywy organista nie wyciskał tak energicznie z organów wciąż nowych,ostatnich nut, z pewnością by było słychać ich chichot…(aniołków, nie klawiszy!)
   
Niewątpliwie urosły w siłę. Brakuje im tylko łuku. 
Łuk, załadowany kołczan i, Moi Mili, za rok wróżę im pełny tryumf.
Rzec by można:
Udany podbój
Republiki rzymskiej,
zza grobu.

wtorek, 26 lutego 2013

Z kim przystajesz takim się stajesz


Podczas zimy w nasze serca wkrada się chłód.
Stajemy się oschli, nieczuli.
OZIĘBLI.

1.
W drodze do pracy zaczepia mnie przechodzień
- przepraszam bardzo, Ulica Łęczycka?
- nie, Pani Modigliani.
- a to przepraszam
- bardzo proszę
:)
chyba jednak na tej ulicy bardzo mu nie zależało.

2.
A w pracy:
Służbowym sąsiadom z dołu popsuło się ksero.
Odwiedzają więc nas co chwila i tłumacząc się zawile i gęsto, kserują na potęgę swoje materiały.

Podczas, gdy oni wpadają do nas, my wpadamy na genialny pomysł użyczenia im naszego starego, zapajęczonego (aczkolwiek całkiem jeszcze do rzeczy) sprzętu:
- Pożyczymy je wam! (bo trochę mamy już dość waszych ciągłych wizyt)
- o byłoby super!
- tylko trzeba je do was znieść.
- no tak. A ono w ogóle jest sprawne? Chodzi?
- owszem, ale pomimo to SAMO DO WAS NIE ZEJDZIE.
 :)
Chyba też im nie zależy.

3.
- Przepraszam, czy ja mógłbym pani skraść kilka kartek papieru A3
- złodziej zazwyczaj sam szuka łupu, więc jak pan tutaj coś znajdzie, to bardzo proszę sobie wziąć.
- acha…to w takim razie ekhm..  mógłbym tan papier dostać?

----
Marazm, bierność, beznamiętność.
Oto, Proszę Państwa, co zrobiła z nami ta przeklęta zima.

Ale jak podaje wielce omylny i niewiarygodny instytut meteo
już wkrótce przywita nas 15 stopni ciepła.

Tonący brzytwy się chwyta
Więc-że-tak-powiem
OBY!

środa, 19 grudnia 2012

Exodus


Chusteczki higieniczne.
Ciekawa rzecz.
Od jakiegoś czasu mi się zapodziewają. Niczym skarpetki w praniu. Choć to porównanie w pełni nie oddaje mej zgryzoty. Bo mi nie przepadają stopniowo jednostki, tylko od razu całe zastępy. Giną na potęgę. Niczym wojska Napoleona w Moskwie.
A trzeba Wam wiedzieć, że tych celulozowych żołnierzyków wystawiam bez liku i wszędzie. Pełnią warty w kieszeniach spodni, kurtki i swetra. Obsadzam też nimi gęsto torebkę. Słowem: z domu wychodzę z pełną obstawą. Niestety, gdy tylko nadchodzi krytyczny moment, ta cudowna chwila, w której przeczuwam rychły atak nosa - nie mogę znaleźć ni rąbka wsparcia. Nerwowe poszukiwania oręża i gorączkowe wezwania do natarcia wroga pozostają bez odzewu.

Podejrzewam, że te bezczelne dezercje przeszłyby bez echa, gdyby nie to, że UMÓWMY SIĘ, mamy właśnie porę roku, w czasie której nos staje się wielce wymowny. Porę, która budzi w nim takiego oratora, że po prostu człowiek ulicy nie przejdzie, żeby ten nie zechciał wyrazić swego zdania.

Wiedziona ciekawością i zaintrygowana wielce - zaczęłam studiować właśnie nabyte kolejne opakowanie chusteczek higienicznych, które (jak już zaczęłam przypuszczać) być może mają trwałość śniegu i niknięcie w określonych warunkach jest ich cechą naturalną. Ale zamiast uwag: przechowywać w temperaturze powyżej …, albo składować tylko w miejscach chłodnych i suchych  - znalazłam ostrzeżenie:

„Aby uniknąć ryzyka uduszenia – opakowanie przechowuj z dala od dziecka.”

Bo dziecko gdy ledwo ujrzy chusteczkę
To ma ochotę udusić mateczkę
A gdy już będzie po mamusi
To zdusić ojca się pokusi

Przez głowę przeleciał mi tłum nieodpowiedzialnych matek i lekkomyślnych ojców konających u boku swych pociech w stosie beztrosko porzuconych, źle przechowywanych chusteczek. 

Nie mam wprawdzie dzieci, ale mało ich tu czyha wokoło?

Niewykluczone, że zniknięciom chusteczek, które w swym bycie nie zdążyły być nawet jednorazowe
zawdzięczam życie swoje

Zasmarkane co prawda,
ale nie bądźmy drobiazgowi.

środa, 21 listopada 2012

Interferencja


Nigdy nie wybierałam imienia dla dziecka, ale jestem w stanie wyobrazić sobie stopień trudności tego zadania: presję otoczenia, poczucie odpowiedzialności i księgę imion szczerząca groźnie swe niezliczone strony.
Wyobrażam to sobie, wiedząc jakie problemy stają człowiekowi na drodze, gdy chce nazwać zwierzę. Zdawać by się mogło, że to dalece prostszy zabieg. A JEDNAK, Proszę Państwa, jest i presja otoczenia, poczucie odpowiedzialności i tryliard pomysłów, których nie ogranicza żadna księga, ni USC. 

Wczoraj zostałam poproszona o zaprojektowanie imienia dla pewnego kota.

Sezon grzewczy w pełni, Barbórka tuż za rogiem, a umaszczenie kota czarne – więc szybko podsunęłam, że może: Koks? Niestety ta genialna propozycja długo życiem się nie cieszyła zbita przez argument, że właściciela tak nazwanego pupila można dlań zgubnie powiązać z rynkiem dopalaczy. Ta błyskawiczna dezaprobata nieco mnie zdziwiła, choć potem a i owszem, przemówiła dość wyraźnie, gdy wyobraziłam sobie, jak
pewnego ciemnego wieczoru
pan będzie szukał zagubionego kotka
gdzieś między blokami
w najgłębszych zakamarkach osiedla Lecha
z konspiracyjnym i wabiącym szeptem na ustach:
koks, koks, koks, koksik…
:))))

Zrobiłam małe badanie.
Wszyscy respondenci (z wielce reprezentatywnej grupy 5osobowej) mieli identyczne dopingujące skojarzenia. 

Doprawdy nie wiem, dokąd zmierza ten świat, skoro nikt już nie pamięta o zwykłym czarnym koksie o dużej wartości opałowej.  

Dalibóg
Narkotyki zabijają
polskie górnictwo

piątek, 30 marca 2012

Na bank

Mogłabym przekładać oszczędnościami wykrochmalone pościele, comiesięczną wypłatą szpikować tajne skrytki, nadziewać kasą skarpety, zaprawiać pieniądze w puszkach po herbacie, albo sadzić gotówkę w ogrodzie...

Jest mnóstwo możliwości (bez zbędnych formalności) i całe mrowie kryjówek (w których mamona będzie goszczona a nie łupiona).
Zatem GDYBYM-CI-JA
to naprawdę nie wiem, co mogłoby mnie zniechęcić do kultywowania tych romantycznych zwyczajów; co dałoby mi dość silny impuls do przeprowadzenia żniw w domowych zakamarkach i złożenia zebranych plonów w banku.
ALE JEDNEGO JESTEM PEWNA.
Ani Chuck Norris , ani wiewiórki nie dostarczają ku temu wystarczającej inspiracji.
Będę bezlitosna:)
Te filmy są dla mnie dość krzepką podnietą do likwidacji konta.
taki fak
t.

piątek, 23 marca 2012

Bo to, co nas podnieca

to się nazywa czas

Temat zawsze aktualny na wiosnę.

Czy przesuwanie czasu ma sens? Wybija z rytmu i nadwątla nasze zdrowie? Czy daje wyraźne profity? Amerykańscy naukowcy mówią, że się opłaca. Japonia jednak widzi to zgoła inaczej. Uczeni z University of Alabama twierdzą, że zmiana czasu na letni może zwiększać ryzyko zawału nawet o 10 procent. Zaś psycholodzy (których pochodzenia skwapliwie nie podano), mówią, że bardziej depresyjnie (niż zmiana czasu) mogą na nas wpływać niektóre święta. Szczególnie te sprzyjające głębszej refleksji i zastanowieniu się nad hierarchią własnych potrzeb. (Zaprawdę powiadam Wam, strzeżcie się pobliskiej Wielkanocy!!!)

Ogólne zalecenie NIE ZAMARTWIAĆ SIĘ.

W końcu nic nie poradzimy na to, że większość ludzi wstaje późno i późno kładzie się spać. Większości trzeba dogadzać. Większość ma rację! Nie wiem, kto to powiedział, ale, dalibóg!, Pan M. Kopernik się z tą frazą nie zgadza, a ja zaraz za nim. No, ale co robić?!
Większość - to słowo klucz.
A kto rano wstaje temu Pan Bóg daje - to powiedzenie, które nigdy mnie nie przekonywało. Zbyt mętne. I ohydnie śliskie. Bo co konkretnie? i kiedy dokładnie? Ile świtów trzeba zaliczyć? W ilu brzaskach się skąpać, by sobie na tego kota w worku zasłużyć? I czy dostaje się go od razu całego, czy też w ratach regularnie? Wąs, włos, pazur... ? Do samodzielnego montażu?
Doprawdy szemrany zwrot. Zwłaszcza w obliczu tego, co nastąpi za chwilę, gdy oto, jak każdej wiosny, śpiochy po raz kolejny dostaną fory, a ranne ptaszki znów będą tułać się w ciemnościach mamione darami, które On trzyma za plecami z przekornym uśmiechem, który (coś tak czuję!) wróży finałową grę
ence pence, w której ręce
tak więc,
lucky me,
spodziewam się niewiele ponad symboliczny uścisk dłoni

:)

środa, 21 marca 2012

Wybiła godzina - w pół do komina

W Poznaniu niemożliwym jest wytypować dobrą godzinę na spotkanie. Nie ma dobrej godziny na narady, konferencje, zebrania, konsylia, kolegia, randki, schadzki… konkret tutaj? Nonsens. Godziny rozmyły się i tracą resztki konturów. Zegary nie wytrzymują napięcia. Ich tarcze omdlewają na każdym rogu. Nic nie jest na swoim miejscu. Señor Salvador Dali byłby zachwycony.

Zawsze mi mówiono, że Poznań to miasto ludzi bardzo akuratnych. Czy przed powołaniem 621 realizacji budowlanych NA RAZ ktoś choć przez chwilę o nich pomyślał? O tych solidnych i porządnych autochtonach? O tym, czy uda im się odnaleźć w nowej zagruzowanej rzeczywistości? I czy dysponują odpowiednią tężyzną fizyczną, by przyjąć na klatę niemożność utrzymania chwalebnej zalety punktualności?
Zastanawia mnie, czy ci ludzie odzyskają kiedyś nadwątlony robotami drogowymi szacunek? Czy po Euro2012 miasto ma zamiar ich zrehabilitować? Czy Pan Prezydent trzyma za pazuchą jakiś fundusz na rozwiązanie tej delikatnej sprawy?
:)
A tymczasem
Obok zegarów topnieje też i kultura.
Ludzie przestali sobie mówić dzień dobry
Powitaniem (tych szczęśliwców, którym uda się nie minąć) stają się naszpikowane przekleństwami historie drogowe
Życie toczy się w samochodach, z których kierowcy i pasażerowie wytrwale transmitują swoje aktualne położenie.
Dużo rozmawiają
Zawsze podniesionymi głosami
niestety nadal wątpliwe jest, czy się słyszą.

Ponoć operatorzy telefonii komórkowych w minionych miesiącach odnotowali spore zyski na swoich kontach
i nadal zacierają ręce.
Myślę, że miasto ich nie zawiedzie.
W końcu to solidna wielkopolska firma.
:)))))

wtorek, 20 marca 2012

Imieniny Eufemii

Pierwszy ciepły wiatr zdmuchnął czapki z głów i teraz wiosna ma używanie, dmąc zimnem w nagie łepetyny. Myślę, że ją to bawi. Jest jak kot. Pewna naszego uczucia. Pewna, że, cokolwiek zrobi, wszystko ujdzie jej na sucho. I niech mnie kule biją, jeśli nie ma racji:)
Dziś jej pierwszy dzień.
Jest astronomiczna, zadziorna, lekko zmrożona.
Ale jest.

Ściskam, o Wiosno!, Twą zimną dłoń (notabene to też i moja wizytówka:)

piątek, 16 marca 2012

Stopniowanie

Czy pizzeria, która entuzjastycznie głosi:
DRUGA PIZZA GRATIS
za zjedzenie trzeciej dopłaca?

Czy to już nadinterpretacja reklamy?
:)

środa, 14 marca 2012

O jednym herosie i jego trudnym losie

Rzadko ktoś ze służbowego koleżeństwa decyduje się umyć wykorzystywane przez siebie w ciągu dnia naczynia. Wprawdzie każdy, kto pił kawę/herbatę/wodę/sok, dociera z brudnym kubkiem do kuchni ALE tam, w kulminacyjnym momencie, gdy już, już, już osiąga zlewozmywak, dopada go okrutna słabość. Jakieś siły, nomen omen!, nieczyste biorą go we władanie:))) I ręce nagle mdleją, i podłoga spod stóp umyka, a droga do zmywania na zawsze się zamyka…
I tylko ja (nie chwaląc:) się nie daję. Ha! Potrafię zdominować tę potęgę obezwładniającą prawie cały zespół. I co rano owoce ich koszmarnej niemocy - zaschnięte, mimo że blisko wodopoju i brudne, choć tak blisko kranu - bezwzględnie niszczę. Gąbka w dłoń i na koń!:)
I choć blask chwały jest ciepły i uwielbiam się w nim wygrzewać, to jednak doskwiera mi samotność. Rada bym była pławić się w glorii wraz z dzielnymi towarzyszami broni u boku. Niestety nie wiem jeszcze, jak ich wszystkich wyzwolić, jak zdjąć zły urok i tchnąć w nich ducha walki, by zapomnieli o walkowerze i by, jako i ja i przy mym boku, zakosztowali w końcu zwycięstwa nad niechlujstwem.

Kiedyś miałam koncepcję:
niech stoi, niech pleśnieje, niech sczeźnie
– może kogoś to w końcu weźmie,
ale niestety
brało zazwyczaj tylko mnie.

Wyeksploatowane,
raz odłożone naczynia stają się po prostu niewidzialne.

czwartek, 15 grudnia 2011

A sio!

Pytanie, które właśnie nachalnie wykorzystuje swoje pięć minut, brzmi:
CZY MASZ JUŻ WSZYSTKIE PREZENTY?
Pytanie zręczne, zwinne i wysportowane. Dosięga mnie każdego dnia, dochodzi zewsząd i o każdej porze dobiega.
Najczęściej rodzi się w ustach tych, którzy już wszystko mają zakupione, albo prawie finiszują. Ale też pada rzęsiście ze strony tych, którzy nieprzygotowani do świąt, wlokąc się w ogonie, szukają towarzystwa.


- Czy masz już wszystkie prezenty?
- Nie, no coś ty! Ja dostaję je dopiero w wigilię.
Pfffff Właśnie TAK!

Oczywiście dni tego pytania są już policzone. Jego kariera za tydzień się kończy.
Wtedy na podium w laurach stanie: Jak spędzasz sylwestra?

- Jak spędzasz Sylwestra?
- Po prostu i bez ogródek, ZWALAM GO Z KANAPY.

środa, 23 listopada 2011

Na gwałt

13:45 wychodzę z pokoju na korytarz dwa piętra niżej
13:46 na tymże korytarzu rozmawiam z szefem
13:50 pani X wtrąca się z informacją, że jestem PILNIE poszukiwana przez pana Y
13:52 zaczepia mnie pani z portierni i mówi, że dzwoniła do niej pani Z, która nie może się do mnie dodzwonić i która prosi, bym koniecznie skontaktowała się z panem Y, który mnie potrzebuje. Zaraz. I migiem.
13:55 nie zawahano się użyć mej znajomej (w pracy jedynej właścicielki mego absolutnie NIE SŁU ŻBO WE GO numeru)
14:00 wracam do pokoju poganiana nieznośnym uczuciem, że już wszyscy mi mówią, że mnie ktoś …

W końcu dobijam
Kontaktuję się z panem Y i ...
tym telefonem w ostatniej chwili ratuję planetę Ziemia przed zagładą, a może i nawet życie samego prezydenta USA?
It's a bird? It's a plane? superman?
Nie, to tylko ja.
Ta, której nie było za biurkiem 15 minut. I niestety był to akurat TEN kwadrans, w którym pan Y się obudził i po miesiącu zwlekania zdecydował się nareszcie zainstalować mi nowy komputer. Tak. To była ta priorytetowa sprawa.

Pozdrawiam wszystkich w gorącej wodzie kąpanych, tych wszystkich wspaniałych, którzy zawsze tupią nóżką, bębnią paluszkami po blatach i przeżywają niewysłowione katusze, gdy ktoś ich telefonu nie odbiera i gdy - gdy oni są - tego kogoś - kogo potrzebują - nie ma.

Dobrze żebyście zapamiętali:
GWAŁT JEST KARANY

czwartek, 17 listopada 2011

Kapitu-pitulacja

Jestem zmuszona złożyć mą służbową broń w kąt zbrojowni. Ładowane drwiną rewolwery, karabinki i pistolety - wszystko na zmarnowanie, na pożarcie pająkom i z kurzu kotom. Bo niestety osiołków słowo zgryźliwe już się nie ima.

- dzień dobry, chciałbym złożyć podanie w takiej-to-a-takiej sprawie.
- dzień dobry. Świetnie (podania zjadam na śniadanie). To gdzie ono?
- jeszcze nie mam. Chciałbym najpierw zapytać, czy są jakieś wzory?
- niestety (kratka, paseczki i kropki już wyszły) nie mam żadnych na stanie.
- acha… szkoda. A czy mogłaby mi pani poradzić, co ja powinienem w tym podaniu umieścić?
- myślę, że warto tam wtrącić choćby jedno słowo o takiej-to-a-takiej sprawie.
- mhm… A imię? nazwisko? dane adresowe TEŻ?
- tylko jeśli zależy panu na otrzymaniu odpowiedzi.
- acha… A czy… No, czy w takim razie mogę zabrać z pani faksu kartkę, bo ja przy sobie nie mam takiej czystej i ładnej.
- ależ oczywiście (Kochany! czym chata bogata!)! Czy długopisem też mogę panu służyć?
- a nie dziękuję bardzo. Długopis mam swój. To ja za chwilę do pani wrócę.

Bardzo proszę.
A ja magazynek mam pusty,
więc białą flagę na maszt wrzucę.

wtorek, 8 listopada 2011

CO?!

(Temat zjechany i wyślizgany,
jakim więc cudem – zapytuję -
mam go ciągle pod stopami?)

Potknąwszy się o kierownika budynku, spełniłam swą zachciankę i poruszyłam dręczącą mnie od miesiąca kwestię:

- proszę pana za chwilę połowa listopada, a my wciąż mamy zimno w pokoju. Pod 879 kaloryfery ciągle są lodowate. W tamtym roku chociaż od czasu do czasu grzały, ale teraz? Kiedy…
- z tym nic się nie da zrobić…
- jak to się nie da? A co będzie w zimie, gdy…?
- no nie wiem…. hm… No tak. No mógłbym spróbować TEGO I TAMEGO… potem koniecznie musiałbym zrobić TO, a jak TO nie zadziała, to może nawet i SIAMTO…
- to dlaczego pan nie spróbuje?
- ekhm… bo tak w ogóle, TAK MIĘDZY NAMI, to całą tę instalację trzeba wymienić… taaaak OD PODSTAW!!! To wszystko nie jest takie proste, jak sobie pani myśli…
- acha…
- e, ale niech się pani tak tym nie martwi! W końcu nie tylko wy marzniecie. Tym na dole też jest zimno, hehehheh
- ?!

super.
uwielbiam te nasze coroczne pogawędki.
Zamiast chwycić go za klapy marynarki, przygwoździć do ściany i krzykiem żądać natychmiastowej (SŁYSZYSZ PAN?!!! NA-TYCH-MIA-STO-WEJ!!! do cholery jasnej!!) poprawy sytuacji, to ja co roku skamlam o kilka stopni ciepła… matko, i z kogo tu jest straszny cieć? pfff…
ALE- to –wszystko- bo ON NIE NOSI MARYNARKI… heh Wysoki Sądzie proszę o łagodny wymiar kary i ogrzewaną celę.

poniedziałek, 7 listopada 2011

Bodyguarda dla pani?

a nie, dziekuję, mam siostrę.

z moją siostrą nie straszne mi żadne zaułki, kąty mroczne, czy uliczki boczne:)
z moją siostrą to ja pójdę w ciemno wszędzie.
Bo moja siostra
ma teorie…

Idziemy sobie. Wieczór. Ulica. Idziemy. Nieuchronnie zbliżamy się do bramy ziejącej najczarniejszą z czarnych czernią. Brama dyszy. My idziemy. Naraz brama wypluwa kilka smolistych postaci. Cienie są łyse, mieszkają w dresach i głośno dyskutują kurwami.
- Ej – zagajam – co robimy? Boję się…
- e no co ty…oni tylko tak groźnie wyglądają.
- no weź… się nie wygłupiaj, co robimy? Może przejdziemy na drugą stronę? …chociaż nie! Lepiej NIE!!! Jak my przejdziemy na drugą stronę, to oni się zorientują, że to przez nich, że się strachamy, i to ich rozjuszy, i wtedy z jeszcze większą pasją nas zaatakują, zgwałcą i zeżrą na kolację…
- e …nic nam nie zrobią…przestań, ONI TYLKO TAK WYGLADAJĄ.
- no weź… jak to nic nam nie zrobią? Tyś jeszcze wyszła w spódnicy. Bez sensu. Pójdziesz na pierwszy ogień. Wspomnisz moje słowa. O ile oczywiście zdążysz… TO CO? może wcześniej skręcimy? O rany, oni są już tuż, tuż… już widzę jak jeden z nich sięga po nóż i w mroku uśmiecha się szyderczo, już widzę jak płata nasze serca…
i tu UWAGA główny punkt programu
mijamy bramę, a oni…

…ONI TAK TYLKO WYGLĄDALI

i przeszłyśmy
nietknięte i nie zbrukane
Pfff …
Bo strachy duże oczy mają
a moja siostra ma teorie,
które się w praktyce sprawdzają :)))

piątek, 4 listopada 2011

Baczność!

Dobra kolejowa passa trwa, JEDNAKOWOŻ pasażerowie wciąż są nieufni. Nadal tłumnie obsiadają pierwszy skład zamiast rozprzestrzenić i rozwłóczyć się na podarowanej dodatkowej długości. Nadliczbowe wagony traktują jak fatamorganę, oazę pełną życiodajnych siedzeń, która na pewno rozwieje się jak mgła, gdy tylko do niej dotrą … Nie chcą ryzykować.
Zostać na pustyni peronu z pręgą toru boleśnie odciśniętą na pośladkach i patrzeć jak ta prawdziwa, trzywagonowa bana uchodzi w siną dal… - któżby tak chciał…?
:)
dlatego jesteśmy głusi na komendę spocznij,
i nieufni, i podejrzliwi, i wątpiący wielce w swe szczęście
uparcie trzymamy się czoła pociągu:)

piątek, 28 października 2011

Zagadki

jeśli na peron, na którym stoi, dajmy na to, setka ludzi, wtoczy się lekko zawiany i nieco przykurzony pan, TO PROSZĘ ZGADNĄĆ, w czyim kierunku zacznie się on kulać? Kogo zaczepi? W kim będzie szukał oparcia? Kogo w końcu wyłowi swym rozbieganym nieprzytomnym wzrokiem i żywcem pożre?

Albo ta starsza, sympatyczna, ale zabójczo gadulska, pani. Z kimże zapragnie nawiązać znajomość? Z kim zechce się zaprzyjaźnić? Z CAŁEJ SETKI PASAŻERÓW, powtarzam!!! Kogo sobie wybierze na powiernika i kogo w trupa zaleje potokiem słów?????

Że już nie wspomnę o zagubionym panu posługującym się jedynie językiem angielskim. Bo przecież chyba wiadomo na czyją głowę spadnie ciężar wyjaśnienia what’s going on? To już oczywiste. Kto z kłębiącego się wokół niego tłumu będzie tym szczęściarzem?

Dzień dobry. Tak to ja.
Ta sama, która ma problemy z trafieniem na dogodne miejsce w dowolnym środku transportu, gdyż i bo za każdym razem upolowana przeze mnie wygoda okazuje się być wygodą tylko pozorną. Bo zaraz, ledwo gdy zadowolona przycupnę na obranym siedzeniu, wychodzi na jaw, że pan obok wypił na śniadanie piwo i teraz usiłuje złożyć ciężką głowę na mym ramieniu; a pani naprzeciw, nie szczędząc detali, zaczyna głośno przeprowadzać telefoniczną relację z przebytego zabiegu chirurgicznego… zaś kobieta z prawej, właścicielka uporczywego kaszlu i topiącego się nosa, bez umiaru rozsiewa wokół posiadane dobra …

… a jeśli jakimś fartem trafiam w towarzystwo czyste, trzeźwe, zdrowe i nie narzucające się, TO NIC STRACONEGO. Na następnym przystanku na pewno wejdzie do tramwaju/autobusu/pociągu ktoś o śmiercionośnym oddechu, a wtedy…
no bardzo proszę…
Zgadnijmy przy kim on stanie i w czyje nozdrza bez pudła wpadnie jego zabójczy chuch .

Dziękuję bardzo.