Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czas. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czas. Pokaż wszystkie posty

sobota, 28 marca 2015

Lato, lato, lato czeka

W minionym tygodniu wszyscy tak intensywnie mówili o zmianie czasu zimowego na letni, że to już, że teraz, że ….w niedzielę o mały włos nie przesunęłam wskazówek zegara.
Uczyniłabym to pilnie, gdybym tylko wiedziała na pewno, w którą stronę teraz skręcamy.
Na szczęście każdego roku ten wymuszany niecierpliwy gest głęboko mnie zastanawia. I tak jak na szkolnym boisku hamowałam z piskiem trampek pod koszem, tak i teraz wstrzymałam oddech i pogrążyłam się w zadumie. Tik-tak. Dwutakt. Nie mogąc pojąć, jak można być tak nieludzkim i żądać ode mnie (zerwania się z łóżka godzinę wcześniej) podjęcia tylu ważkich decyzji w przeciągu kilku sekund, która  noga jest prawa, a która lewa (bo jeszcze tego brakuje bym wstała lewą), a tu jeszcze trzeba określić położenie geograficzne na boisku względem kosza (czy na pewno teraz wskazówka w przód?) i połączyć całość akcji z odpowiednią ręką. Prawdę mówiąc tam, na lekcji, modliłam się, by wybito mi piłkę z rąk, szczędząc udręki kompletowania tej nienaturalnej akrobacji. 
Niestety, tak jak na boisku mogłam liczyć na wybawienie (szanse na to zawsze były dość spore ze względu na mą skromną sprawność), tak teraz nie ma zmiłuj. Wprawdzie w miniony weekend znalazłam odroczenie w internecie, ale jutro nieodwołalnie zmuszeni będziemy poddać się corocznej grabieży.
Zwolennicy tego niecnego procederu krzyczą.
TO NIE JEST NAPAD! jednakowoż  RĘCE DO GÓRY! ZEGARKI NA STÓŁ!
I nie jęczeć mięczaki! Wszak w październiku znów mieć będziecie w kieszeni tę swoją godzinę.

Tyle tylko, UMÓWMY SIĘ, że miast wiosennej, zielonej i już jasnej godziny odda nam się szarobure zimne 60 minut.

CO?!

Nic, nic. Bierzcie, bierzcie

ino życia oszczędźcie! 

piątek, 26 października 2012

Za oknem


liście butwieją, a ja piszę dzień dobry, coby nie wyglądało, że zmarło mi się na katar. Chociaż w sumie to nie zauważyłam żadnych oznak niepokoju z Waszej strony, wielkie dzięki!;)

A ja nie dość, że ozdrowiałam, to po długiej przerwie powróciłam na blokowisko. I oto znów z obcymi ludźmi dzielę drzwi, klatkę schodową, ściany i sufit.
Poza wsłuchiwaniem się w odgłosy wieżowca, który wzdycha, gra na fortepianie, gada, szczeka, szumi i trzaska drzwiami…  sprawdzam, czy można wkupić się w łaski czasu. Czy można nałapać go, napchać nim po brzegi kabzę i zyskać co nieco rezygnując z dojazdów i zamieszkując w mieście, w którym się pracuje.
Wg wstępnych obliczeń zysk winien być spory i nie do przecenienia. Choć na razie, po dwutygodniowej obserwacji, żyły czasu nie odkryłam, ale cierpliwości! Mój eksperyment trwać będzie całą zimę. A potem zrobi się tabele, zestawienia i wykresy, podda się całość wnikliwej analizie i wyciągnie wnioski.
Najważniejszą, i już zauważalną!, korzyścią jest przyjemność niekorzystania ze zubożałej ostatnio oferty PKP.

A poza tym…
idzie zima.
Idzie!
Czyli, że się jej nie spieszy
I jest nadzieja, że się spóźni.

środa, 15 sierpnia 2012

Eureka


jutro nie będzie niedzieli
bo dziś nie ma soboty

święto w środku tygodnia jest naprawdę wspaniałym wynalazkiem,
który zgrabnie skraca tydzień pracy
JEDNAKOWOŻ
Przypomina mi coraz częściej małą przeszkodę na bieżni
Spowalnia mnie... zatrzymuje
a gdy łapię oddech, 
samo zaczyna usuwać się na pobocze
i tym manewrem tak zaprząta moją uwagę, 
że potem,
gdy trasa nagle czysta,
dalibóg! nie pamiętam już, w którym kierunku biegłam.

Za plecami wtorek
kolejny metr to czwartek
Co daje mi dzisiejszy świąteczny pępek

środę


piątek, 23 marca 2012

Bo to, co nas podnieca

to się nazywa czas

Temat zawsze aktualny na wiosnę.

Czy przesuwanie czasu ma sens? Wybija z rytmu i nadwątla nasze zdrowie? Czy daje wyraźne profity? Amerykańscy naukowcy mówią, że się opłaca. Japonia jednak widzi to zgoła inaczej. Uczeni z University of Alabama twierdzą, że zmiana czasu na letni może zwiększać ryzyko zawału nawet o 10 procent. Zaś psycholodzy (których pochodzenia skwapliwie nie podano), mówią, że bardziej depresyjnie (niż zmiana czasu) mogą na nas wpływać niektóre święta. Szczególnie te sprzyjające głębszej refleksji i zastanowieniu się nad hierarchią własnych potrzeb. (Zaprawdę powiadam Wam, strzeżcie się pobliskiej Wielkanocy!!!)

Ogólne zalecenie NIE ZAMARTWIAĆ SIĘ.

W końcu nic nie poradzimy na to, że większość ludzi wstaje późno i późno kładzie się spać. Większości trzeba dogadzać. Większość ma rację! Nie wiem, kto to powiedział, ale, dalibóg!, Pan M. Kopernik się z tą frazą nie zgadza, a ja zaraz za nim. No, ale co robić?!
Większość - to słowo klucz.
A kto rano wstaje temu Pan Bóg daje - to powiedzenie, które nigdy mnie nie przekonywało. Zbyt mętne. I ohydnie śliskie. Bo co konkretnie? i kiedy dokładnie? Ile świtów trzeba zaliczyć? W ilu brzaskach się skąpać, by sobie na tego kota w worku zasłużyć? I czy dostaje się go od razu całego, czy też w ratach regularnie? Wąs, włos, pazur... ? Do samodzielnego montażu?
Doprawdy szemrany zwrot. Zwłaszcza w obliczu tego, co nastąpi za chwilę, gdy oto, jak każdej wiosny, śpiochy po raz kolejny dostaną fory, a ranne ptaszki znów będą tułać się w ciemnościach mamione darami, które On trzyma za plecami z przekornym uśmiechem, który (coś tak czuję!) wróży finałową grę
ence pence, w której ręce
tak więc,
lucky me,
spodziewam się niewiele ponad symboliczny uścisk dłoni

:)

środa, 21 marca 2012

Wybiła godzina - w pół do komina

W Poznaniu niemożliwym jest wytypować dobrą godzinę na spotkanie. Nie ma dobrej godziny na narady, konferencje, zebrania, konsylia, kolegia, randki, schadzki… konkret tutaj? Nonsens. Godziny rozmyły się i tracą resztki konturów. Zegary nie wytrzymują napięcia. Ich tarcze omdlewają na każdym rogu. Nic nie jest na swoim miejscu. Señor Salvador Dali byłby zachwycony.

Zawsze mi mówiono, że Poznań to miasto ludzi bardzo akuratnych. Czy przed powołaniem 621 realizacji budowlanych NA RAZ ktoś choć przez chwilę o nich pomyślał? O tych solidnych i porządnych autochtonach? O tym, czy uda im się odnaleźć w nowej zagruzowanej rzeczywistości? I czy dysponują odpowiednią tężyzną fizyczną, by przyjąć na klatę niemożność utrzymania chwalebnej zalety punktualności?
Zastanawia mnie, czy ci ludzie odzyskają kiedyś nadwątlony robotami drogowymi szacunek? Czy po Euro2012 miasto ma zamiar ich zrehabilitować? Czy Pan Prezydent trzyma za pazuchą jakiś fundusz na rozwiązanie tej delikatnej sprawy?
:)
A tymczasem
Obok zegarów topnieje też i kultura.
Ludzie przestali sobie mówić dzień dobry
Powitaniem (tych szczęśliwców, którym uda się nie minąć) stają się naszpikowane przekleństwami historie drogowe
Życie toczy się w samochodach, z których kierowcy i pasażerowie wytrwale transmitują swoje aktualne położenie.
Dużo rozmawiają
Zawsze podniesionymi głosami
niestety nadal wątpliwe jest, czy się słyszą.

Ponoć operatorzy telefonii komórkowych w minionych miesiącach odnotowali spore zyski na swoich kontach
i nadal zacierają ręce.
Myślę, że miasto ich nie zawiedzie.
W końcu to solidna wielkopolska firma.
:)))))

czwartek, 27 stycznia 2011

Trochę oddechu

Muszę uważać z moim czasem. Ostatnio coraz częściej robi mnie w konia. Leci na łeb i szyję, bije rekord świata w pływaniu i biegach, po czym nagle hamuje i zostawia mnie ogłupioną w obłoku opadającego kurzu.
Dziś obudziło mnie radosne zdziwienie, że to już czwartek.
Chwilę później, czyli przed chwilą, idąc służbowymi schodami, przekonana byłam, że to nareszcie piątek.
I teraz sama już nie wiem, czy jestem rozczarowana, czy zadowolona?

środa, 17 listopada 2010

Bywa i tak (tik)

- O. Ale wcześnie przyjechałaś!!!!
- O już jesteś? Co tak wcześnie?!!!

A bo (czas to mój giermek, sługa wierny ziemię, po której stąpam całujący) pociąg wyjechał z Poznania punktualnie, a i na mą stację bez spóźnienia dojechał. To drugie nie zawsze z pierwszego wynika. Raz na pół roku się zdarza.
Mówi się trudno, dojeżdża dalej
weź do kielicha wódki mi nalej
tej
:))))

też się cieszę:)

wtorek, 27 lipca 2010

komu, komu, bo idę ...

Przed urlopem w pracy trwonię czas. Bez opanowania. Przepuszczam go w necie, topię w kolejnych kubkach wody, rozwieszam rozmarzonym wzrokiem na lipie za oknem oraz rozdaję sowicie znajomym przez maile i służbowe telefony.

Ostatni tydzień pracy przed urlopem to skarbiec po sufit pełen sztabek rozwlekłych południ i przydługich poranków. Jestem obrzydliwą milionerką bez hamulców. Śpię na czasie, a w kieszeniach (płaszcza z szynszyli;) brzęczą mi i ciążą minuty. O ma rozrzutności! Tik. Wypatrosz mi je. Tak. O ubodzy w czas, tylu przecie Was, pójdźcie za mną. Dam Wam ile chcecie. Powiedzcie tylko. Jestem szczodra i bez granic. Nie zamierzam ścibolić. Równanie jest proste:   

Im szybciej rozdam – tym szybciej pójdę

tam, gdzie tykają świerszcze 

i rytm wybija spokojne serce.    

Rozgrabcie mnie (niczym na wiosnę) bez ogródek:)