sobota, 28 marca 2015
Lato, lato, lato czeka
piątek, 26 października 2012
Za oknem
środa, 15 sierpnia 2012
Eureka
piątek, 23 marca 2012
Bo to, co nas podnieca
Temat zawsze aktualny na wiosnę.
Czy przesuwanie czasu ma sens? Wybija z rytmu i nadwątla nasze zdrowie? Czy daje wyraźne profity? Amerykańscy naukowcy mówią, że się opłaca. Japonia jednak widzi to zgoła inaczej. Uczeni z University of Alabama twierdzą, że zmiana czasu na letni może zwiększać ryzyko zawału nawet o 10 procent. Zaś psycholodzy (których pochodzenia skwapliwie nie podano), mówią, że bardziej depresyjnie (niż zmiana czasu) mogą na nas wpływać niektóre święta. Szczególnie te sprzyjające głębszej refleksji i zastanowieniu się nad hierarchią własnych potrzeb. (Zaprawdę powiadam Wam, strzeżcie się pobliskiej Wielkanocy!!!)
Ogólne zalecenie NIE ZAMARTWIAĆ SIĘ.
W końcu nic nie poradzimy na to, że większość ludzi wstaje późno i późno kładzie się spać. Większości trzeba dogadzać. Większość ma rację! Nie wiem, kto to powiedział, ale, dalibóg!, Pan M. Kopernik się z tą frazą nie zgadza, a ja zaraz za nim. No, ale co robić?!
Większość - to słowo klucz.
A kto rano wstaje temu Pan Bóg daje - to powiedzenie, które nigdy mnie nie przekonywało. Zbyt mętne. I ohydnie śliskie. Bo co konkretnie? i kiedy dokładnie? Ile świtów trzeba zaliczyć? W ilu brzaskach się skąpać, by sobie na tego kota w worku zasłużyć? I czy dostaje się go od razu całego, czy też w ratach regularnie? Wąs, włos, pazur... ? Do samodzielnego montażu?
Doprawdy szemrany zwrot. Zwłaszcza w obliczu tego, co nastąpi za chwilę, gdy oto, jak każdej wiosny, śpiochy po raz kolejny dostaną fory, a ranne ptaszki znów będą tułać się w ciemnościach mamione darami, które On trzyma za plecami z przekornym uśmiechem, który (coś tak czuję!) wróży finałową grę
ence pence, w której ręce
tak więc,
lucky me,
spodziewam się niewiele ponad symboliczny uścisk dłoni
:)
środa, 21 marca 2012
Wybiła godzina - w pół do komina
Zawsze mi mówiono, że Poznań to miasto ludzi bardzo akuratnych. Czy przed powołaniem 621 realizacji budowlanych NA RAZ ktoś choć przez chwilę o nich pomyślał? O tych solidnych i porządnych autochtonach? O tym, czy uda im się odnaleźć w nowej zagruzowanej rzeczywistości? I czy dysponują odpowiednią tężyzną fizyczną, by przyjąć na klatę niemożność utrzymania chwalebnej zalety punktualności?
Zastanawia mnie, czy ci ludzie odzyskają kiedyś nadwątlony robotami drogowymi szacunek? Czy po Euro2012 miasto ma zamiar ich zrehabilitować? Czy Pan Prezydent trzyma za pazuchą jakiś fundusz na rozwiązanie tej delikatnej sprawy?
:)
A tymczasem
Obok zegarów topnieje też i kultura.
Ludzie przestali sobie mówić dzień dobry
Powitaniem (tych szczęśliwców, którym uda się nie minąć) stają się naszpikowane przekleństwami historie drogowe
Życie toczy się w samochodach, z których kierowcy i pasażerowie wytrwale transmitują swoje aktualne położenie.
Dużo rozmawiają
Zawsze podniesionymi głosami
niestety nadal wątpliwe jest, czy się słyszą.
Ponoć operatorzy telefonii komórkowych w minionych miesiącach odnotowali spore zyski na swoich kontach
i nadal zacierają ręce.
Myślę, że miasto ich nie zawiedzie.
W końcu to solidna wielkopolska firma.
:)))))
czwartek, 27 stycznia 2011
Trochę oddechu
Dziś obudziło mnie radosne zdziwienie, że to już czwartek.
Chwilę później, czyli przed chwilą, idąc służbowymi schodami, przekonana byłam, że to nareszcie piątek.
I teraz sama już nie wiem, czy jestem rozczarowana, czy zadowolona?
środa, 17 listopada 2010
Bywa i tak (tik)
- O już jesteś? Co tak wcześnie?!!!
A bo (czas to mój giermek, sługa wierny ziemię, po której stąpam całujący) pociąg wyjechał z Poznania punktualnie, a i na mą stację bez spóźnienia dojechał. To drugie nie zawsze z pierwszego wynika. Raz na pół roku się zdarza.
Mówi się trudno, dojeżdża dalej
weź do kielicha wódki mi nalej
tej
:))))
też się cieszę:)
wtorek, 27 lipca 2010
komu, komu, bo idę ...
Przed urlopem w pracy trwonię czas. Bez opanowania. Przepuszczam go w necie, topię w kolejnych kubkach wody, rozwieszam rozmarzonym wzrokiem na lipie za oknem oraz rozdaję sowicie znajomym przez maile i służbowe telefony.
Ostatni tydzień pracy przed urlopem to skarbiec po sufit pełen sztabek rozwlekłych południ i przydługich poranków. Jestem obrzydliwą milionerką bez hamulców. Śpię na czasie, a w kieszeniach (płaszcza z szynszyli;) brzęczą mi i ciążą minuty. O ma rozrzutności! Tik. Wypatrosz mi je. Tak. O ubodzy w czas, tylu przecie Was, pójdźcie za mną. Dam Wam ile chcecie. Powiedzcie tylko. Jestem szczodra i bez granic. Nie zamierzam ścibolić. Równanie jest proste:
Im szybciej rozdam – tym szybciej pójdę
tam, gdzie tykają świerszcze
i rytm wybija spokojne serce.
Rozgrabcie mnie (niczym na wiosnę) bez ogródek:)