czwartek, 27 stycznia 2011

Trochę oddechu

Muszę uważać z moim czasem. Ostatnio coraz częściej robi mnie w konia. Leci na łeb i szyję, bije rekord świata w pływaniu i biegach, po czym nagle hamuje i zostawia mnie ogłupioną w obłoku opadającego kurzu.
Dziś obudziło mnie radosne zdziwienie, że to już czwartek.
Chwilę później, czyli przed chwilą, idąc służbowymi schodami, przekonana byłam, że to nareszcie piątek.
I teraz sama już nie wiem, czy jestem rozczarowana, czy zadowolona?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz