Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiosna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiosna. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 14 kwietnia 2015

Na rauszu


Niesie mnie ku ulicy. Chcąc nie chcąc, dryfuję na lewy brzeg chodnika. Potem ukosem, lekkim truchtem, wracam na prawe pobocze.
Nierównym krokiem, gwałtownymi zrywami, jakbym miała problemy z wewnętrznym sprzęgłem, jakbym brnęła po torze naszpikowanym niewidzialnymi przeszkodami, bujając się między krawężnikami – wczoraj dzielnie szłam na dworzec. 
Złapawszy równowagę, przystanęłam przy Akademii Muzycznej. Zakołysałam się w rytm nieznanej mi melodii, zdaje się, że przez chwilę wyglądałam, jakbym się wahała, czy wejść w progi tego pełnego brzmień przybytku. Po czym wolno, chyba nie do końca przekonana do porzucenia (możliwej!) kariery muzyka, pełna wątpliwości, znów ruszyłam koślawo do przodu, wkładając w ten manewr wszystkie swoje siły. Nieco na ukos, zgięta w pół, z ciężką torbą na ramieniu. Możliwe, że gdyby nie ten balast, dawno bym już lewitowała. A gdybym miała w podeszwach butów farbę, która sączyłaby się z każdym stąpnięciem, mój zwichrowany chód przyozdobiłby ul. Towarową w fantazyjne wzory; w wymykające się szablonom esy floresy. 

Ale jeszcze chwila. Jeszcze tylko parę szlaczków, kroków na szagę, w tył, do przodu i w bok. 
I już.
Dworzec.
A tam
wykolejony towarzysz niedoli

Ahoj Bracie!



Tylko nie myślcie, że i ja się staczam!
Żebyśmy się zrozumieli!

Jak żyję, wcale nie piję, 
to wiatr szarga mi opinię! 


wtorek, 31 marca 2015

Ostatni dzień marca

W ostatni dzień marca wieje silny wiatr
W ostatni dzień marca pada śnieg i grad
W ostatni dzień marca przejmuje mnie dreszcz
Bo w ten dzień ostatni siąpi też i deszcz

Czym jeszcze dziś niebo hojnie sypnie? Cóż tam jeszcze nas sowicie oprószy?  Żaby, szarańcza, komary, muchy… ? Bo manny to raczej bym się nie spodziewała.

W weekend, jako się rzekło, zbliżyliśmy się do lata o godzinę.
Zatem jeśli w tej chwili jesteśmy w przedsionku lata…
To zaprawdę Moi Mili

na jego salony już mi nie spieszno. 



sobota, 28 marca 2015

Lato, lato, lato czeka

W minionym tygodniu wszyscy tak intensywnie mówili o zmianie czasu zimowego na letni, że to już, że teraz, że ….w niedzielę o mały włos nie przesunęłam wskazówek zegara.
Uczyniłabym to pilnie, gdybym tylko wiedziała na pewno, w którą stronę teraz skręcamy.
Na szczęście każdego roku ten wymuszany niecierpliwy gest głęboko mnie zastanawia. I tak jak na szkolnym boisku hamowałam z piskiem trampek pod koszem, tak i teraz wstrzymałam oddech i pogrążyłam się w zadumie. Tik-tak. Dwutakt. Nie mogąc pojąć, jak można być tak nieludzkim i żądać ode mnie (zerwania się z łóżka godzinę wcześniej) podjęcia tylu ważkich decyzji w przeciągu kilku sekund, która  noga jest prawa, a która lewa (bo jeszcze tego brakuje bym wstała lewą), a tu jeszcze trzeba określić położenie geograficzne na boisku względem kosza (czy na pewno teraz wskazówka w przód?) i połączyć całość akcji z odpowiednią ręką. Prawdę mówiąc tam, na lekcji, modliłam się, by wybito mi piłkę z rąk, szczędząc udręki kompletowania tej nienaturalnej akrobacji. 
Niestety, tak jak na boisku mogłam liczyć na wybawienie (szanse na to zawsze były dość spore ze względu na mą skromną sprawność), tak teraz nie ma zmiłuj. Wprawdzie w miniony weekend znalazłam odroczenie w internecie, ale jutro nieodwołalnie zmuszeni będziemy poddać się corocznej grabieży.
Zwolennicy tego niecnego procederu krzyczą.
TO NIE JEST NAPAD! jednakowoż  RĘCE DO GÓRY! ZEGARKI NA STÓŁ!
I nie jęczeć mięczaki! Wszak w październiku znów mieć będziecie w kieszeni tę swoją godzinę.

Tyle tylko, UMÓWMY SIĘ, że miast wiosennej, zielonej i już jasnej godziny odda nam się szarobure zimne 60 minut.

CO?!

Nic, nic. Bierzcie, bierzcie

ino życia oszczędźcie! 

niedziela, 22 marca 2015

Niejedno ma imię

- tego odcinka jeszcze nie widziałam. Ta dziewczyna właśnie znalazła zakrwawioną szpilkę.
- ale jak?
- przeskoczyła przez płot i znalazła.
- to przecież niemożliwe!
- no ale znalazła!
- Przeskakując przez płot, zauważyła zakrwawioną szpilkę? ZA U WA ŻY ŁA?!
- mhm…
- Jak? To jest absolutnie niemożliwe!
- dlaczego?
- Wykluczone. TAKĄ MAŁĄ SZPILKĘ!

- ale but! BUT!
:)


Niektórym pod stopami but, ot tak!, się ściele
A inni zaś szukają i tracą nadzieję :)


Takie wiosenne przyjemności. Niestety, gdyż i bo myśliwy ze mnie żaden. I choć poluję na (parę!) zwierza większego niż szpilka, to wciąż me oko chybia, i wciąż: co sklep -  to pomyłka:/

But
I still haven't found
What I'm looking for



środa, 21 maja 2014

inauguracyjny atak



wczoraj w dusznym tramwaju
ostra woń potu
wbiła się w mój czuły narząd powonienia

więc nos mój bogato krwawi
co znaczy,
że lato już w mieście bawi
:)

Jak zwykle przyszło ni stąd ni zowąd. Po chłodach na miarę późnego listopada BUM od razu upał.
Zatem oczywiście czas na banał:
- czy jest pani zaskoczona?
- tak. jestem zaskoczona i nie mam się w co ubrać.
Choć paradoksalnie wczoraj na otwarciu gorąca bram ubrana byłam aż za bardzo.
Dlatego też, smutki na bok!, nadszedł czas się obnażania, a nie ubierania.
Czas wielkich oszczędności.

Ha, ha! 

wtorek, 11 marca 2014

Wyziębnięty za(ro)dek


Wczoraj ujrzałam Pana w krótkim rękawku i spodenkach również niedługich. Stał sobie na przystanku taki roznegliżowany i wyglądał, jakby ciepły wiatr owiewał mu ciało, a słońce promieniami swymi ściśle go otulało.

Stałam obok niego w ciążącej mi na grzbiecie, od południa mocno przeterminowanej, kurtce zimowej.
Wyglądałam malowniczo, niczym kosmonauta szykujący się do wizyty u Pana Twardowskiego. I czułam się obco - ja w swoim skafandrze kosmicznym - w  tłumie tak beztrosko oddającym swe ciała działaniu czynników zewnętrznych .

Dlatego dziś, w celach integracyjnych, postanowiłam na własnej skórze przetestować smak tej przedwczesnej wiosny. Najpierw delikatnie ją wzięłam na czubek języka. Rano, wyszłam w lżejszej kurtce do ogrodu (napaść kury:), i było chłodno… prawdę mówiąc było mroźno, ale znacie siłę (ludzkiej głupoty;) ciekawości badacza. To jest moc, której nie można się oprzeć, to kula tocząca się ze szczytu, woda zrywająca tamy, rozpędzony samochód bez hamulców, górski potok…  
Dzięki tej potędze koniec końców oparłam się swemu rozsądkowi i wyszłam w wiosennej kurtce do pracy.

I pozwólcie, że wyniki swych badań zawrę w lakonicznym raporcie:
DO-KROĆSET-FUR-BECZEK!
 
Jest cholernie zimno.
To nie jest wiosna.
To zaledwie jej zarodek.

Ona w ogóle nie dojrzała,
by ujrzeć rąbek mego ciała!:)

w związku z powyższym
negliż odkładam do szafy i czasu,
gdy na ulicy, zamiast nagiego pana,
ujrzę kobietę w japonkach,
I TO Z RANA!

Rzekłam

czwartek, 18 kwietnia 2013

(F)ach!


-Przydałby się tu zmysłowy fachowiec.
-Zmysłowy?
-No, taki co to wiesz, wszystko potrafi.
-Zmyślny chyba.
-A co ja powiedziałam?

No. Także ten.
Wiosna przyszła:)))

czwartek, 4 kwietnia 2013

Na pohybel!


Masowo odwoływane są imprezy plenerowe.
Żużlowcy odwołują swoje mecze.
Koledzy ogłaszają żałobę na sali z powodu odwołania strzelanki.  
A ptaki odwołują wiosnę i odlatują do ciepłych krajów.

I tylko mały punkt na mapie świata tego broni nie składa
(i nie jest to wcale mała wioska Galów!:)
Ulica Bułgarska w Poznaniu ponoć nie da się ostudzić.
I w najbliższy piątek Pan Trener Lecha ma zgotować drużynie przeciwnej piekło.
we'll see about that

nie bardzo uśmiecha mi się ganianie po stadionach, celem ogrzania zmarzniętych stóp w grzesznym ciepełku, które notabene wcale takim pewnym nie jest. Dlatego zastanawiam się, jakby tu samej dobrać się do kuszących czeluści piekielnych.

Otóż za-sa-dni-czo jestem przeciwna karze śmierci.
Nie przekona mnie żadne nawet gdyby.
Żadne.
Ale raz mogłabym zrobić wyłom w tym prawidle.
Jeśli na krześle siedziałaby ONA - wcisnęłabym guzik bez wahania.
I wydusiła z niej ostatnie tchnienie. 
I dalibóg z radością patrzyła jak kona.

Bo taka łapczywość winna być karana.
Bo trzeba znać umiar.
I za grzechy główne płacić słono.

Dlatego pierwsza ukręciłabym ZIMIE stryczek
I nabożnie skopnęła spod niej stołeczek. 

HOWGH

piątek, 22 marca 2013

wio, wio, wio! wiosna!


Dziś drugi albo trzeci dzień wiosny. Wszystko zależy od tego,  kto liczy.
Choć nie wiem kto i co liczy, bo wiosna na ten świat  jeszcze nie przyszła.
I w ogóle nie wiem, czy jest na co liczyć.

Tymczasem topnieją finanse przeznaczone na odśnieżanie.
Pustka w miejskich kasach niezbicie świadczy, że nie trzeba ciepła, by odtajać.
Śnieg jednakowoż zdecydowanie odrzuca ten materiał dowodowy i, spoglądając na rzedniejące zastępy sip, ostrzy pazura.

A ludzie się gryzą.
I ludzi gryzą wątpliwości,
bo czy wielki tydzień przeznaczyć na jaj malowanie,
czy na choinki ubieranie?

Ze swej strony
Apeluję o zachowanie ostrożności i dostosowanie świątecznego nastroju do warunków atmosferycznych panujących za oknem.  
Zbyt duże rozdźwięki
są źródłami męki!

A gdyby tak wiosna urodziła się 19tego marca?
Piotr Reiss wręczyłby jej dożywotni karnet na mecze Lecha!  
Ale nic z tego. Na murawie przy Bułgarskiej żaden pierwiosnek ni stokrotka nie wzejdzie.
Karnet przypadł już Wojtusiowi.
Niestety Panowie Piłkarze, ktoś musi Wam to powiedzieć:  KIEPSKO TO ŻEŚCIE ROZEGRALI. Nie pierwszy raz, dobrze wiemy.
Ale teraz konsekwencje chybionego czynu marketingowego będą srogie:
Wszystkie mecze na lodzie
i w zimowym chłodzie.

Wojtuś to Wam jeno mrugnięcie iskierki załatwić może.

Strategia Panowie!
Strategia i taktyka,
Jak zwykle Wam to umyka!

piątek, 8 marca 2013

o zimie


Bo ja wiedziałam, że tak będzie!
WIEDZIAŁAM, że ona wróci, ale
nic Wam nie mówiłam,
bo wiem jak bardzo jesteście wrażliwi
i jak bardzo Was razi bezduszność zimy:)
która to, BARDZO PROSZĘ,
Dała nam się sztachnąć zapachem ziemi, 
zabawiła oko nasze odkrytymi trawnikami,
Po czym
Szczebiocąc do ucha
rozbudzonymi ptakami
Odjęła nam tę namiastkę wiosny od ust
I teraz NA NASZYCH OCZACH mściwie ją zjada
I mlaszcze! i chrupie!
(śnieg pod butami:)


Instytut meteo anonsuje na przyszły tydzień
kilkanaście stopni mrozu.
Nie wiem jak Wy
Ale ja zwalniam tego kamerdynera
i zatrzaskuję drzwi:)))))

HOWGH!

środa, 20 lutego 2013

W poczekalni


No dobrze.
Zima nie popuszcza.
A ja i owszem.
Znów mam katar.

Chyba jestem uczulona na śnieg, zimno, spóźniające się lodowate autobusy, śliskie chodniki, wszechobecną glajdę… 

Poza tym zżera mnie (i to łapczywymi kęsami!!!) tęsknota za ciepłem wytwarzanym hen, hen, za granicą wełny, bawełny, kaloryferów, farelek i innych pieców. Wiem, jestem nudna i wybredna (co to za przebieranie w dostawcach, paniusiu??!!!). Ale. Ciepło. Gdy na dworze nos nie zamarza, stopom nie ciążą buty, a tułów odzyskuje suwerenność po skruszeniu odzieżowej skorupy. 

Czekam, czekam i nogami za Tobą przebieram
O wiosenna lekkości!
:)

piątek, 23 marca 2012

Bo to, co nas podnieca

to się nazywa czas

Temat zawsze aktualny na wiosnę.

Czy przesuwanie czasu ma sens? Wybija z rytmu i nadwątla nasze zdrowie? Czy daje wyraźne profity? Amerykańscy naukowcy mówią, że się opłaca. Japonia jednak widzi to zgoła inaczej. Uczeni z University of Alabama twierdzą, że zmiana czasu na letni może zwiększać ryzyko zawału nawet o 10 procent. Zaś psycholodzy (których pochodzenia skwapliwie nie podano), mówią, że bardziej depresyjnie (niż zmiana czasu) mogą na nas wpływać niektóre święta. Szczególnie te sprzyjające głębszej refleksji i zastanowieniu się nad hierarchią własnych potrzeb. (Zaprawdę powiadam Wam, strzeżcie się pobliskiej Wielkanocy!!!)

Ogólne zalecenie NIE ZAMARTWIAĆ SIĘ.

W końcu nic nie poradzimy na to, że większość ludzi wstaje późno i późno kładzie się spać. Większości trzeba dogadzać. Większość ma rację! Nie wiem, kto to powiedział, ale, dalibóg!, Pan M. Kopernik się z tą frazą nie zgadza, a ja zaraz za nim. No, ale co robić?!
Większość - to słowo klucz.
A kto rano wstaje temu Pan Bóg daje - to powiedzenie, które nigdy mnie nie przekonywało. Zbyt mętne. I ohydnie śliskie. Bo co konkretnie? i kiedy dokładnie? Ile świtów trzeba zaliczyć? W ilu brzaskach się skąpać, by sobie na tego kota w worku zasłużyć? I czy dostaje się go od razu całego, czy też w ratach regularnie? Wąs, włos, pazur... ? Do samodzielnego montażu?
Doprawdy szemrany zwrot. Zwłaszcza w obliczu tego, co nastąpi za chwilę, gdy oto, jak każdej wiosny, śpiochy po raz kolejny dostaną fory, a ranne ptaszki znów będą tułać się w ciemnościach mamione darami, które On trzyma za plecami z przekornym uśmiechem, który (coś tak czuję!) wróży finałową grę
ence pence, w której ręce
tak więc,
lucky me,
spodziewam się niewiele ponad symboliczny uścisk dłoni

:)

wtorek, 20 marca 2012

Imieniny Eufemii

Pierwszy ciepły wiatr zdmuchnął czapki z głów i teraz wiosna ma używanie, dmąc zimnem w nagie łepetyny. Myślę, że ją to bawi. Jest jak kot. Pewna naszego uczucia. Pewna, że, cokolwiek zrobi, wszystko ujdzie jej na sucho. I niech mnie kule biją, jeśli nie ma racji:)
Dziś jej pierwszy dzień.
Jest astronomiczna, zadziorna, lekko zmrożona.
Ale jest.

Ściskam, o Wiosno!, Twą zimną dłoń (notabene to też i moja wizytówka:)

środa, 29 lutego 2012

Dzień dobry

Chyba powinnam zapukać przed wejściem:) Tak dawno mnie tu nie było, że czuję się nieco onieśmielona. Nie bardzo pamiętam, co się wydarzyło w minionym, niezaksięgowanym tu, czasie. Wiem tylko, że jeździło po mnie coś wielkiego, zimnego i ciemnego. Tam i z powrotem. W- te- i- na- zad. Z zawrotną prędkością. Nie byłam w stanie nawet na chwilę podnieść głowy, bo już wracało, napierało, przygważdżało i bezlitośnie walcowało (co doprawdy nic nie szkodzi, bo zawsze byłam płaska jak deska;))). No ale, voilà!, teraz jest ze mnie jeszcze równiejsza babka:)

A tymczasem, bardzo proszę, w kalendarzu luty już finiszuje. I nie trzeba być Indianinem tropicielem, by wyniuchać wiosnę; bez wytężania słuchu można wyłowić jej pierwsze eteryczne kroki. W każdym razie po mnie - zrównanej z ziemią, gładkiej, wyglansowanej… dźwięk ten toczy się lekko i bez fałszu:)))
Słyszycie?
Nie? No to co tam u Was?
Brzmi chrząszcz w trzcinie?
:)

czwartek, 9 czerwca 2011

Jak burza przeszła burza

Wczoraj w godzinach popołudniowych spadły na mnie 4 deszczowe krople, słownie cztery. Parasol wierzgnął radośnie szprychami, zadrżał podniecony i już miała go ma ręka wyprowadzić na spacer, już zamek torby uchyliła, gdy zapowiadana od tygodnia burza, doliczywszy do czterech, wyczerpała zapas wilgoci. Jest też inna opcja, mianowicie, o meteorolodzy!, jakże trudno w obfitym strumieniu promieni słonecznych dostrzec te uparcie przez was anonsowane strugi deszczu:)))
A dziś, jak zapowiedział radiowy pan, odpoczywamy od upałów. No ja nie wiem, jakoś się jeszcze nie zdążyłam zmęczyć.
Ale ok.
odpoczywajcie,
byle migiem.

piątek, 3 czerwca 2011

Wiosną

Uwielbiam jak wstajesz wcześniej ode mnie…
Przepadam za tymi chwilami kiedy jesteś bezapelacyjnie pierwszym, którego widzę, pierwszym, który mnie wita natychmiast po przebudzeniu …

wprawdzie mógłbyś jeszcze przygotować mi śniadanie, wycisnąć pastę na szczoteczkę do zębów, wyczyścić buty, zaparzyć herbatę, a potem pościelić łóżko,
NO ALE
nie będę grymasić
o Mój Ty Ulubiony Dniu Czerwcowy:))))

środa, 27 kwietnia 2011

Nie każdemu dane jest być bohaterem

Wystarczy, że na tym małym skrawku ziemi, pięknie zwanym Polską, spocznie o kilka promieni słonecznych więcej, że słońce łaskawie trochę dłużej popieści ten klinik ciepłem i chwilę dłużej uraczy go bezchmurną pogodą – a jego mieszkanki już, zaraz i na gwałt się rozbierają.
To jest niesamowite.
No, Panie Einstein, wiem, względność, no ale, umówmy się Szanowny Panie, upału nie ma. A po poznańskich ulicach, niczym rozpalonym brzegiem plaży, od brzasku popylają panie w przezroczystych sukienkach na ramiączkach, w krótkich spodenkach, w japonkach lub (te nieco mniej odporne) w sandałach.
Jak co roku patrzę na to pole walki z podziwem. Te kobiety są takie heroiczne. Bez owijania w bawełnę stają do boju. Bez żadnych osłonek codziennie meldują się na froncie. Ileż samozaparcia trzeba, by śmiałym negliżem splunąć rankiem oziębłej wiośnie w twarz? Ileż hartu, by szpadą nagości błyskać i fechtować już od zamglonego świtu? Nikt im nie będzie dyktował warunków! Nawet drastyczny spadek temperatury nie ochłodzi ich entuzjazmu i nie zmusi do włożenia czegoś przytulniejszego od topu i klapka. Wełniane pancerze w marcu pogrzebane na dnie ich szaf przez najbliższe pół roku z martwych nie powstaną. NO WAY!!!

Podziwiam ich bitność zza swej watowanej zbroi, która kryje me drżące zajęcze serce.
:)