Pokazywanie postów oznaczonych etykietą buty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą buty. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 22 marca 2015

Niejedno ma imię

- tego odcinka jeszcze nie widziałam. Ta dziewczyna właśnie znalazła zakrwawioną szpilkę.
- ale jak?
- przeskoczyła przez płot i znalazła.
- to przecież niemożliwe!
- no ale znalazła!
- Przeskakując przez płot, zauważyła zakrwawioną szpilkę? ZA U WA ŻY ŁA?!
- mhm…
- Jak? To jest absolutnie niemożliwe!
- dlaczego?
- Wykluczone. TAKĄ MAŁĄ SZPILKĘ!

- ale but! BUT!
:)


Niektórym pod stopami but, ot tak!, się ściele
A inni zaś szukają i tracą nadzieję :)


Takie wiosenne przyjemności. Niestety, gdyż i bo myśliwy ze mnie żaden. I choć poluję na (parę!) zwierza większego niż szpilka, to wciąż me oko chybia, i wciąż: co sklep -  to pomyłka:/

But
I still haven't found
What I'm looking for



wtorek, 25 czerwca 2013

The Winner


Dzisiejszy wpis zasponsoruje nam Abba

The winner takes it all
The loser standing small
Beside the victory
That's a destiny

Leżę sobie pod podium, na którym medale i kwiaty suchą nogą odbierają posiadacze ohydnych, nieforemnych, śmierdzących gumiaków. To oni dziś tryumfują. Kurka tfu, tfu, tfu wodna. Oczywiście gratulujemy im, bo przecież umiemy przegrywać. Niech to szlag!

Tymczasem wkładki do moich butów wiszą na zimnym kaloryferze skręcone jak precle, a buty spite jak bąki leżą pod nim wypchane gazetami i napisałabym Wam do czego są podobne, gdyby nie to, że są podobne zupełnie do niczego i podobnie do niczego się nie nadają. Kompletnie straciły fason. Prawdę mówiąc, jak tak na nie patrzę, lękam się, że blask, którym jaśniały jeszcze zaledwie kilka godzin temu, został ugaszony deszczem na amen.   

Ale tego nie dało się uniknąć, gdyż i bo ulicami płyną rzeki.
Mijanie kałuż i szukanie płytszej wody jest bezcelowe; nawet jeśli wyszło się w czółenkach woda Was dopadnie. W zimnym jej chlupocie, można odkryć, iż wspomniana wyżej nazwa pantofli funkcjonuje zupełnie na darmo, proszę ja Was, bo niby czółenka, a pociągnęły mnie na dno pierwszej lepszej głębszej kałuży.    

Na tym świecie roi się od takich półprawd i kłamstw. A najgorsze jest, że szydło z worka wychodzi dopiero w praniu.   

Chyba zaraz wyjdę na zewnątrz i utopię w kałuży swe merkantylne smutki i gorycz przegranej, coby ta brzydka pogoda się nie zmarnowała.

Pływajcie…. ekhm…hm…  Bywajcie zdrowi!   

Ps.:
Całusy przesyłam mym butom służbowym -
pod biurkiem zawsze zwartym i gotowym


piątek, 26 listopada 2010

Ekshumacja trepów

Przyparta do muru pierwszymi jesiennymi przymrozkami wygrzebałam z szafy zimowe trepy. Czas zgonu: kwiecień 2010. Dawno się nie widzieliśmy. Być może dlatego wydają mi się za duże, za szerokie i za ciężkie. I do końca nie jestem przekonana, że naprawdę są moje. Podejrzliwie obarczam nimi stopy i spoglądam z góry i niedowierzaniem. Nie uśmiecha mi się perspektywa spędzenia w nich najbliższego półrocza.

czwartek, 9 września 2010

Czasem polityka mnie dotyka

I to często zły dotyk jest:) i czuję się obmacana, sponiewierana i nieczysta. Ale czasem polityka otwiera mi oczy na pewne ważkie sprawy. Czasem - tak jak wczoraj. A co wczoraj?

Są paski, które kolorem niebieskim komunikują kobiecie, że jest w ciąży, ale są też takie telewizyjne, które skwapliwie doniosą jej, że oto właśnie została zawieszona w prawach członka PiS.
I wczoraj ja - beztroski motylek, który z polityki jest kompletną nogą (motylą, jako się rzekło:) i nie do końca odróżnia prawo od lewa - przysiadłam na poręczy fotela i zastygłam, słuchając wywiadu z ową niespodzianie wyklętą Panią. Wywiad był kompletnie o niczym, gdyż Pani nie miała pojęcia po co? na co? w jakim celu? to, co się stało, się stało, i czy to, co się ponoć stało, stało się na pewno. Twardo jednak siedziałam, obserwując, jak ta potępiona kobieta z gracją omija wnyki, z uśmiechem przeskakuje wilcze doły i toczy po blacie do Pani Moniki Olejnik odpowiedzi krągłe, gładkie i bez żadnej skazy.
Ale przejdźmy do meritum.
Po pół godzinie seansu ja już wiem. TAK. WIEM. Pewna jestem,
że Monika Olejnik swoje buty (wczoraj - krwista czerwień zamontowana na 20 centymetrach srebrzącego się pręta) zakłada tylko na czas rozmowy celem ekspozycji. Zaprawdę na takiej konstrukcji daleko zajść nie można, powiem więcej – powątpiewam w możliwość przyjęcia w niej postawy stojącej. Dlatego niniejszym pragnę zdemaskować Kropkę nad i.
To żaden program publicystyczny. To tylko takie małe, fetyszystyczne biennale.
Howgh!
;)