Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dialogi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dialogi. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 22 marca 2015

Niejedno ma imię

- tego odcinka jeszcze nie widziałam. Ta dziewczyna właśnie znalazła zakrwawioną szpilkę.
- ale jak?
- przeskoczyła przez płot i znalazła.
- to przecież niemożliwe!
- no ale znalazła!
- Przeskakując przez płot, zauważyła zakrwawioną szpilkę? ZA U WA ŻY ŁA?!
- mhm…
- Jak? To jest absolutnie niemożliwe!
- dlaczego?
- Wykluczone. TAKĄ MAŁĄ SZPILKĘ!

- ale but! BUT!
:)


Niektórym pod stopami but, ot tak!, się ściele
A inni zaś szukają i tracą nadzieję :)


Takie wiosenne przyjemności. Niestety, gdyż i bo myśliwy ze mnie żaden. I choć poluję na (parę!) zwierza większego niż szpilka, to wciąż me oko chybia, i wciąż: co sklep -  to pomyłka:/

But
I still haven't found
What I'm looking for



środa, 30 kwietnia 2014

Glejt


 z serii przychodzi osiołek i …

- czy pani może opieczętować ten druk?
- tak, o ile ma pan wszystkie podpisy …
- proszę

I w tym momencie na moje ręce złożony zostaje papier przypominający szmatę. Znać po jego zmasakrowanym ciele, że biedak po drodze przygód miał wiele; że przeszedł nieszczęśnik w życiu niemało, że nieźle mu się od osła dostało… Jest brudny i niemiłosiernie wymięty, przez kubek herbaty wyraźnie kopnięty…

Chwytam wymownie w dwa palce ten świstek,
ten dokumentu wrak,
ten niezbity dowód,
że osłu taktu brak: 

- ten druk wygląda, jakby szedł do mnie kilka lat, wzdłuż i wszerz, przez cały świat.
- tak. Wiem, że termin minął, ale nie mogłem być wcześniej.

wtorek, 18 marca 2014

Geografia


- w czwartek muszę jechać do Szczecina.
- fajnie! Zobaczy pani morze.
- Tam nie ma morza.
- jak to?
- Szczecin leży na zalewem.
- tylko nad zalewem… ?
   no nie wiem…
:)

Nie wiem w czym tkwi ten myk. Może w nazwie, która w ustach tak kusicielsko szeleści i szumi…  ? 
Bo nie tylko ja tak mam, że to miasto widzę w bliskim sąsiedztwie Świnoujścia. 

Szczecin? To tam, gdzie Międzyzdroje  
– nie tylko ja tak sobie roję:) 

czwartek, 13 marca 2014

Zawód

- mam przesyłkę dla pana.
- a fajną chociaż? na przykład z czekoladkami?
- niestety to książka.
Tylko z literkami.


piątek, 15 listopada 2013

Matuzalem


- z seriali to ja oglądam tylko „Czas honoru”, ale chyba to rzucę.
- dlaczego?
- a bo się tak ciągnie… Wojna się już dawno skończyła, a Adamczyk wciąż żyje…
- a czy on nie grał tam złego Niemca?
- no grał i gra. Teraz współpracuje z Amerykanami i wciąż żyje …
- no tak, a tego życia tak szybko nie zakończy, bo przecież już wiemy, że dożyje on do roku 2012, kiedy to mocno zaangażuje się w reklamę banku… he he he
- CO?!!! To akcja tego serialu rozgrywać się będzie aż do 2012 roku?!!!!!!

:)

sobota, 21 września 2013

Królewska odmiana


- czytam właśnie, że HBO chce nakręcić serial o Jagiellonach…

-…

- hm… a wyszukiwarka na hasło Jagielloni, wypluwa mi 5467890 stron o Jagiellonii Białystok. Ani słowa o dynastii…

- to może wpisz Jagiellonowie.

O yeah!



czwartek, 18 kwietnia 2013

(F)ach!


-Przydałby się tu zmysłowy fachowiec.
-Zmysłowy?
-No, taki co to wiesz, wszystko potrafi.
-Zmyślny chyba.
-A co ja powiedziałam?

No. Także ten.
Wiosna przyszła:)))

piątek, 20 stycznia 2012

Zakusy

- NO NIE!!! Znowu nic nie wygrałem.
- a w co grałeś?
- w lotto.
. . .
- eeej, a jakbyś tak wygrał, to coś byś mi odpalił?
- …ekhm… no…
- tak? A CO?
- PAPIEROSA.

wtorek, 3 stycznia 2012

Historia jednej znajomości

Morza szum, ptaków śpiew
Złota plaża pośród drzew


A tu w międzyczasie
do mnie, stojącej na światłach, odezwał się nieznajomy chłopak. Wstęp naszego spotkania trochę mi umknął, gdyż i bo uszy miałam szczelnie zatkane muzyką. I nie wiedziałam, czy po prostu zagaił, czy rozpoznał we mnie koleżankę. Zorientowałam się, że „rozmawiamy” w chwili, gdy on wygodnie rozgaszczał się pod moim parasolem.

- A ty już do domu?
- mhm…
- ech…ty to masz dobrze. Ja dopiero do szkoły.

Potem opowiedział mi historię o zepsutym tramwaju, rzucił kilka uwag o kierowcy, który właśnie łamał jakiś przepis prawa drogowego… Aż w końcu, wróżąc nam rychłą rozłąkę, rozbłysło zielone światło. Ramię w ramię zdobyliśmy grzbiet zebry i oto rozstać musieliśmy się, rozstać musieliśmy się … W zamyśle miałam już przygotowane zdawkowe cześć, ale okazało się, że z tym kolegą łączy mnie bardziej zażyła relacja. Chłopak wyciągnął do mnie dłoń, którą ja (posłuszna wszelkim grzecznościowym gestom) z uśmiechem uścisnęłam, a on, mając mnie już w swoim ręku, przyciągnął do siebie i mocno przytulił, klepiąc po plecach obietnicą kolejnego szybkiego spotkania. (SIC!)

Doprawdy, lada chwila osiągnę plastyczność „Człowieka, którego brano za kogoś innego” J.Egloffa.
:)
To było niesamowite.

czwartek, 17 listopada 2011

Kapitu-pitulacja

Jestem zmuszona złożyć mą służbową broń w kąt zbrojowni. Ładowane drwiną rewolwery, karabinki i pistolety - wszystko na zmarnowanie, na pożarcie pająkom i z kurzu kotom. Bo niestety osiołków słowo zgryźliwe już się nie ima.

- dzień dobry, chciałbym złożyć podanie w takiej-to-a-takiej sprawie.
- dzień dobry. Świetnie (podania zjadam na śniadanie). To gdzie ono?
- jeszcze nie mam. Chciałbym najpierw zapytać, czy są jakieś wzory?
- niestety (kratka, paseczki i kropki już wyszły) nie mam żadnych na stanie.
- acha… szkoda. A czy mogłaby mi pani poradzić, co ja powinienem w tym podaniu umieścić?
- myślę, że warto tam wtrącić choćby jedno słowo o takiej-to-a-takiej sprawie.
- mhm… A imię? nazwisko? dane adresowe TEŻ?
- tylko jeśli zależy panu na otrzymaniu odpowiedzi.
- acha… A czy… No, czy w takim razie mogę zabrać z pani faksu kartkę, bo ja przy sobie nie mam takiej czystej i ładnej.
- ależ oczywiście (Kochany! czym chata bogata!)! Czy długopisem też mogę panu służyć?
- a nie dziękuję bardzo. Długopis mam swój. To ja za chwilę do pani wrócę.

Bardzo proszę.
A ja magazynek mam pusty,
więc białą flagę na maszt wrzucę.

czwartek, 13 października 2011

Bo listonosz czasem nie dzwoni

- cześć Kolego, słuchaj podaj mi proszę swój adres korespondencyjny, bo muszę ci coś podesłać…
- kolega@....
- NIE TEN… korespondencyjny.
- no, ale ja używam tylko tego.
- ale podaj mi korespondencyjny, żebym mogła przesłać ci coś namacalnego.
- no to prześlij mi na ten, ja z niego odbieram…
- ale ja potrzebuję KORESPONDENCYJNY. Taki pocztowy.
- nie korzystam z innego.
- do kroćset fur beczek, jak to nie korzystasz??? KAŻDY KORZYSTA
- odbieram tylko z tego, co ci go przed chwilą podałem.
- matko... Nie dogadamy się… pas
powiedz mi po prostu, gdzie mieszkasz.

środa, 20 lipca 2011

zdrastwujtie

czyli pogadanka o festiwalu w Jarocinie:

M: no i tam grał facet z Moskwy.
ja: z Moskwy? To to nie był polski zespół?
M: polski, polski...
ja: no jak? Z solistą z Moskwy???
M: No tak.
ja: no jak?
M: Pani Modigliani, jak rany! Moskwa to taki polski zespół.
ja: AHA!

a-ha to też taki zespół.
norweski.
:)

daswidanja

wtorek, 14 grudnia 2010

W gęstwinie zagajenia

Co ma w głowie gość, który wchodzi do mnie służbowo i zagaja w te oto słowa???

- co słychać?
- jest dobrze, dziękuję.
- a co, że tak zapytam, u rodziny?
- (?) dziękuję wszyscy zdrowi.
- a dzieci?
- jakie dzieci?
- pani
- ja nie mam dzieci.
- nie?
- NIE
- hm… ale chciałaby pani?
- nie myślę o tym (przepadnij i zgiń!!!)
- nie?
- NIE (Ole!)
- ale miło by było je mieć…
- SŁUCHAM?
- miło by było je mieć, nie myśli pani?
- jednym byłoby miło, INNYM MNIEJ
- aha…. To może ja już pójdę
- mhm… (wtedy na pewno byłoby miło!!!)

Otóż myślę, że do tej głowy nawet przeciąg rzadko wpada z wizytą.

czwartek, 25 listopada 2010

Miła inwektywa

- Czy mógłbyś zobaczyć, co się dzieje z tym monitorem? W końcu jesteś informatykiem.
- JA NIE JESTEM INFORMATYKIEM!!!
- Nie? A kim?
- PROGRAMISTĄ.
- Acha…
*
- O! Właśnie przyszedł pan od komputerów.
- OD AUDYTU.
- słucham?
- od audytu. NIE JESTEM INFORMATYKIEM!!!
- acha… przepraszam.

Te scenki są dla Was, ku uświadomieniu.
Jeśli chcecie kogoś obrazić – wiedzcie, iż informatyk znajduje się w rankingu obelg wyżej od idioty i safanduły.

- Ty informatyku, ty!!!!!!! – starczy, wierzcie mi, by zabrakło kreseczek na skali oburzenia. Tą sentencją sięgnięcie adwersarzowi do prawej komory serca, a i nerw jego przy okazji fantazyjnie postrzępicie.

HOWGH:)

środa, 27 października 2010

Rozmówki nieprzytomne

- ja chciałbym rozmawiać z panem XYZ, czy byłaby taka możliwość?
- niestety Pan XYZ nie żyje…
- acha…
- …W ZWIĄZKU Z CZYM już u nas nie pracuje.

Naprawdę to powiedziałam:) rany.
Bo kurna w naszej firmie pracują tylko żywi!
Weźcie kopnijcie mnie i poślijcie do bramki, może być na rzecz Lecha, przynajmniej jakiś pożytek ze mnie będzie…
:)

czwartek, 21 października 2010

Dziewczyna przodem *

No i się stało.
Szłam sobie wczoraj na dworzec. Beztrosko. Słońce świeciło, liście opadały, jak gdyby nigdy nic, a ptaki śpiewały i nawet jednym marnym świergotem się nie zająknęły o tym, co za chwilę nastąpić miało (oby im wszystkie, nie tylko z dupy!, pióra powyrywało!!!!:)).
Z podziemnego przejścia wychynęłam na peron i podniosłam głowę. Tylko ja i on. Spojrzeliśmy sobie w oczy. Nie wiem, co on miał w spojrzeniu, ale moje źrenice kipiały zniechęceniem i rozdrażnieniem. Stanęłam w rozkroku. Niebo i moje czoło zasnuły chmury. Gołębie z głośnym furkotem poderwały się do lotu. Wiatr przegonił po torach kilka suchych krzaków pustynnych i zatrzepotał groźnie połami naszych płaszczy. Zapadła cisza i klamka, bo WTEDY (sięgnęłam do kabury:)) moja pięta dokonała zwrotu, bezwstydnie okręciła się, pociągając za sobą całe ciało, które posłuszne, bez gestu sprzeciwu, nadany piętą ruch kontynuowało.
Uciekłam. TAK. Powiało tchórzostwem i teraz Pan nie ma wątpliwości.
Wprawdzie mógł sobie głupio pomyśleć, że w pracy zostawiłam włączone żelazko i pobiegłam wyciągnąć kabel z gniazda. Ale mam nadzieję, że wysnuł to, co winien, czyli, że nie chce mi się z nim gawędzić.
No way.
No i tyle.
Kije i badyle.
:)

piątek, 15 października 2010

Sanepid

- dzień dobry, moje nazwisko Inspekcja Sanitarna, wpadłam na kontrolę.
- Ach… dzień dobry Waszmość Pani, proszę spocząć między nami. My w zgodzie z prawem stoimy …
- tjaaaa. Pozwoli pani, że my TO zbadamy i ostatecznie ustalimy.
- tak czy inaczej, my się kontroli nie boimy, choć teraz trochę chojraka stroimy. Warunki higieniczne mamy na poziomie, badania epidemiologiczne cyklicznie prowadzone. Bardzo proszę oto zestawienia, nie ma w nich ani jednego uchybienia…
- och, to świetnie proszę pani, zatem zajmę się protokołami.
- .. ależ oczywiście, proszę pisać. Byle dobrze.
- hahahahah... Będzie zgodnie z prawdą, nie ma bata.
- hahahahah (tam-do kata!)

Pani siedzi, meldunki płodzi,
gdy nagle do biura koleżanka wchodzi
wchodzi i rzecze
- w sali obok leży chyba zdechła mysz… (sic!)
-?
- to co robimy?

Nie wiem. A kysz?!!!!!
:)

piątek, 8 października 2010

Dziewczyna przodem *

Wpadam biegiem na przystanek tramwajowy, chowam się pod wiatę, wciskam głęboko i cała przyklejam do szyby. Czekam aż przysypie mnie idący tu z dworca tłum, aż otuli i otoczy murem grubym i mocnym. I gdy ściana rośnie w siłę, i gdy wydaje mi się, że niebezpieczeństwo zostało zażegnane, i gdy już oddycham z ulgą, świętując swój spryt, kątem oka dostrzegam rysę; Początkowo udaję, że jej nie widzę, ale mała szczelina w mgnieniu oka, pod naporem znajomego „PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM”, staje się wielką dziurą, a potem mur zdradliwie się rozstępuje i pan mnie definitywnie wyłuskuje.
- DZIEŃ DOBRY DZIEWCZYNIE
- dzień dobry
- COŚ TRUDNO SIĘ DZIŚ DO DZIEWCZYNY DOSTAĆ

ech…ale jednak wciąż za łatwo:)

(straciłam rachubę w gwiazdkach!:)))

wtorek, 5 października 2010

Ślub, ślump, ślump, ślump…

- JAK JA DAWNO PANI NIE WIDZIAŁEM!!! – powitał mnie głośno portier z budynku, o który byłam zmuszona wyjątkowo zahaczyć.
- tak?
- OSTATNI RAZ CHYBA W CZERWCU!!! – krzyczy dalej.
- no widzi pan.
- NO WIDZĘ. A ŻE TAK ZAPYTAM. STAN PANI JESZCZE WOLNY, CZY JUŻ NIE WOLNY?
- ?
o-borze-tucholski-daj-mi-świeżego-powietrza-łyk-bo-padnę

To, że moja babcia liczy mi czas, że robią to rodzice, no i, o mój jeżuniu, ciocie moje – jestem w stanie przyjąć na swą wątłą klatę, ale troska portiera o mój stan to dla mnie za dużo. Jego tkliwa dbałość rzuciła mną o ziemię, a potem całym swym ciężarem (w tony lekko idącym:) zwaliła się na mnie, wbijając w posadzkę cementową.

wpis ten zawdzięczacie prostemu faktowi, że w owej, dzisiejszej porannej żałosnej, chwili nie miałam w kieszeni ciężkiego kamienia, w ręku sznurka, a po drodze żadnego głębokiego zbiornika wodnego.
:))))

czwartek, 23 września 2010

Dziewczyna przodem*****

Przodem i z prądem:)
Bo prąd już jest. Szparę blogową, jam sama, nie chwaląc się, uczyniła :) paluszkiem wywierciłam i paznokietkiem wydłubałam:))
Z rzeczy godnych odnotowania - rozpoczął się u mnie w pracy ….- kocioł! Tak to też, ale głownie chodzi mi o - OKRES GRZEWCZY. Alleluja.
Ale nie można mieć wszystkiego. Na przystanku tramwajowym rano jest zimno. Więc stoję ci ja pod wiatą tęsknie wpatrzona w zasłany torami horyzont, oczekując środka transportu, gdy nagle…

- A CO DZIEWCZYNA TAK W DAL PATRZY? CO TAM WIDZI?
- ano nic właśnie…
- TRAMWAJ ZAMÓWIONY?
- tak
- A WAKACJE BYŁY UDANE?
- bardzo. Pogoda sprzyjała, więc nie narzekam.
- NO, A PRZECHODZĄC NA BARDZIEJ NIEDYSKRETNE TEMATY….TO RANDKA ROZBIERANA NA URLOPIE BYŁA?
- ?!
- HEHE… BO PONOĆ BEZ TEGO TRUDNO WAKACJE ZALICZYĆ DO UDANYCH.
- ?!
- NO… (rzecze dalej Pan, ważąc uważnie moją minę) ALE W SUMIE RANDKI TAKIE BYWAJĄ NIEBEZPIECZNE. LEPIEJ UWAŻAĆ.

Słabooooooooooo?
To ja może wsiądę do tramwaju.
Alleluja. Dzyń, dzyń, i do przodu:)