wtorek, 28 maja 2013
Gadka – szmatka - sklep odzieżowy
piątek, 20 stycznia 2012
Zakusy
- a w co grałeś?
- w lotto.
. . .
- eeej, a jakbyś tak wygrał, to coś byś mi odpalił?
- …ekhm… no…
- tak? A CO?
- PAPIEROSA.
środa, 14 grudnia 2011
Kameleon ma głos
- dzień dobry, ekhm…mhm… czy ja mogę mówić z Panią Modigliani?
- dzień dobry, tak, to ja, słucham pana.
- tak? acha… nie poznałem pani głosu.
- to dlatego, że czasem go zmieniam.
- TAK?
:)
Tak. Tak, jak ubrania.
Niektórzy rano stroją się przy lustrze, ja przy kamertonie się stroję:) Raz, dwa. Raz, dwa. Do re mi fa so la. Próba mikrofonu. W którym dźwięku mi dziś do twarzy, który lepiej w uchu leży: tubalny, delikatny, smutny, wesoły, gromki, senny…, który kolorem lepiej pasuje do ubioru, cery, atmosfery?
Szczęściem, cały asortyment tonów zawsze noszę przy sobie, więc ewentualny poranny zły wybór nie ciąży mi cały dzień. W każdej chwili struny głosowe mogę oblec w barwy nowe.
Nowy rejestr
nowa skala
i już jestem
nie ta sama.
Szczerze, gdybym za każde telefoniczne „nie poznałem pani”, albo „dziwny dziś ma pani głos” dostawała złotówkę (albo tylko grosz! nie bądźmy pazerni:), nie byłoby mnie widać spod hałdy bilonu.
Podobnie zresztą rzecz ma się z całą resztą:)
Wystarczy, że założę czapkę i już widzą we mnie kogoś innego. Czasem tylko wyjdę zza biurka i od razu jestem podobna zupełnie do nikogo i każdym być mogę. Dowód? Bardzo proszę. Kiedyś pewna pani opisywała mnie (stojącą obok!!!) mojemu koledze z pytaniem kiedy będzie można mnie zastać.
Niewidzialność mam w małym palcu (przetestowano także na kanarach. Z sukcesem (sic!))
Jeśli ktoś coś wie o wolnym etacie dla szpiega – to bardzo proszę:)
Jestem idealnym materiałem.
--------------------------
*) taka sobie onomatopeja:)))
wtorek, 8 listopada 2011
CO?!
jakim więc cudem – zapytuję -
mam go ciągle pod stopami?)
Potknąwszy się o kierownika budynku, spełniłam swą zachciankę i poruszyłam dręczącą mnie od miesiąca kwestię:
- proszę pana za chwilę połowa listopada, a my wciąż mamy zimno w pokoju. Pod 879 kaloryfery ciągle są lodowate. W tamtym roku chociaż od czasu do czasu grzały, ale teraz? Kiedy…
- z tym nic się nie da zrobić…
- jak to się nie da? A co będzie w zimie, gdy…?
- no nie wiem…. hm… No tak. No mógłbym spróbować TEGO I TAMEGO… potem koniecznie musiałbym zrobić TO, a jak TO nie zadziała, to może nawet i SIAMTO…
- to dlaczego pan nie spróbuje?
- ekhm… bo tak w ogóle, TAK MIĘDZY NAMI, to całą tę instalację trzeba wymienić… taaaak OD PODSTAW!!! To wszystko nie jest takie proste, jak sobie pani myśli…
- acha…
- e, ale niech się pani tak tym nie martwi! W końcu nie tylko wy marzniecie. Tym na dole też jest zimno, hehehheh
- ?!
super.
uwielbiam te nasze coroczne pogawędki.
Zamiast chwycić go za klapy marynarki, przygwoździć do ściany i krzykiem żądać natychmiastowej (SŁYSZYSZ PAN?!!! NA-TYCH-MIA-STO-WEJ!!! do cholery jasnej!!) poprawy sytuacji, to ja co roku skamlam o kilka stopni ciepła… matko, i z kogo tu jest straszny cieć? pfff…
ALE- to –wszystko- bo ON NIE NOSI MARYNARKI… heh Wysoki Sądzie proszę o łagodny wymiar kary i ogrzewaną celę.
wtorek, 14 grudnia 2010
W gęstwinie zagajenia
- co słychać?
- jest dobrze, dziękuję.
- a co, że tak zapytam, u rodziny?
- (?) dziękuję wszyscy zdrowi.
- a dzieci?
- jakie dzieci?
- pani
- ja nie mam dzieci.
- nie?
- NIE
- hm… ale chciałaby pani?
- nie myślę o tym (przepadnij i zgiń!!!)
- nie?
- NIE (Ole!)
- ale miło by było je mieć…
- SŁUCHAM?
- miło by było je mieć, nie myśli pani?
- jednym byłoby miło, INNYM MNIEJ
- aha…. To może ja już pójdę
- mhm… (wtedy na pewno byłoby miło!!!)
Otóż myślę, że do tej głowy nawet przeciąg rzadko wpada z wizytą.
czwartek, 29 lipca 2010
Dziewczyna przodem ***
- dzień dobry. A co dziewczyna dziś taka smutna?
- o (cholera!) dzień dobry. Trochę niewyspana jestem. - Złapana w pułapkę przystanku wyjmuję z ucha muzykę, co Pan natychmiast wykorzystuje, moszcząc się wygodnie w zwolnionej przestrzeni.
- jak to? Taki piękny poranek, ciepły i słoneczny, a dziewczyna niewyspana i smutna?
- tak bywa.
- czyżby ktoś w nocy dziewczynie przeszkadzał?
- (?!) – Pytanie ma wyraźne, po uszach bijące, zabarwienie. Kawalarz z Pana , proszę Pana.
- …wtedy wszystko byłoby jasne.
- acha…
- tramwaj zamówiony?
- tak. O (gloria i chwała!) właśnie podjeżdża. - Jak to człowiekowi czasem szczęście sprzyja!
- hm… to nie mój. Szkoda… Ale w sumie, co tam! PODJADĘ Z DZIEWCZYNĄ!
Jak to czasem człowiekowi szczęście od ust odejmują!
- dziewczyna pierwsza, bo jedzie dalej. - Pan z galanterią przepuszcza mnie w otwierających się drzwiach.
A dziewczyna, jak to dziewczyna,
wstępując na drogę męki,
mówi cicho,
że serdeczne dzięki.
:)