Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zima. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zima. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 11 marca 2014

Wyziębnięty za(ro)dek


Wczoraj ujrzałam Pana w krótkim rękawku i spodenkach również niedługich. Stał sobie na przystanku taki roznegliżowany i wyglądał, jakby ciepły wiatr owiewał mu ciało, a słońce promieniami swymi ściśle go otulało.

Stałam obok niego w ciążącej mi na grzbiecie, od południa mocno przeterminowanej, kurtce zimowej.
Wyglądałam malowniczo, niczym kosmonauta szykujący się do wizyty u Pana Twardowskiego. I czułam się obco - ja w swoim skafandrze kosmicznym - w  tłumie tak beztrosko oddającym swe ciała działaniu czynników zewnętrznych .

Dlatego dziś, w celach integracyjnych, postanowiłam na własnej skórze przetestować smak tej przedwczesnej wiosny. Najpierw delikatnie ją wzięłam na czubek języka. Rano, wyszłam w lżejszej kurtce do ogrodu (napaść kury:), i było chłodno… prawdę mówiąc było mroźno, ale znacie siłę (ludzkiej głupoty;) ciekawości badacza. To jest moc, której nie można się oprzeć, to kula tocząca się ze szczytu, woda zrywająca tamy, rozpędzony samochód bez hamulców, górski potok…  
Dzięki tej potędze koniec końców oparłam się swemu rozsądkowi i wyszłam w wiosennej kurtce do pracy.

I pozwólcie, że wyniki swych badań zawrę w lakonicznym raporcie:
DO-KROĆSET-FUR-BECZEK!
 
Jest cholernie zimno.
To nie jest wiosna.
To zaledwie jej zarodek.

Ona w ogóle nie dojrzała,
by ujrzeć rąbek mego ciała!:)

w związku z powyższym
negliż odkładam do szafy i czasu,
gdy na ulicy, zamiast nagiego pana,
ujrzę kobietę w japonkach,
I TO Z RANA!

Rzekłam

czwartek, 11 kwietnia 2013

Jurassic Park


Radio to jedyny termometr jaki mam pod ręką, a ponieważ od rana deklamuje ody do pogody, opuszczam mieszkanie w radosnym przekonaniu, że oto za chwilę wpadnę w miarę ciepłe objęcia poranka.
A tu za drzwiami na dzień dobry srogi kopniak
ZIMNO. HA! Cieszysz się? to znowu ja!
Nie, NIE ZACHWYCA MNIE TA MONOGAMIA
może i rzeczywiście temperatura kolebała się w okolicach zera, ale trudno mi to było odczuć, gdyż wiatr ciskał we mnie ładunki ujemne.

A tu jeszcze głos z portierni,
- dzień dobry
- dzień dobry
- przyjemnie dziś rano, prawda?
- ?! NIEPRAWDA!

Albo ta pani dorabia sobie w radiu, albo ja faktycznie mam zbyt wysokie wymagania.

Szczęście w nieszczęściu, że garderoby zimowej tak łatwo i na pierwsze zawołanie rozentuzjazmowanego tłumu z grzbietu nie zrzucam. Choć bardzo bym chciała. Choć mi to po nocach się śni i marzę o tym nieustannie.
Wciąż nie stać mnie na striptiz wiosenny .
I teraz przez kliniczną bezsenność zdrowego rozsądku i kompletny brak zaufania do świata nie mogę już patrzeć na wierzchni mój przyodziewek. 
i co dzień z obrzydzeniem go na siebie naciągam 
i co dzień z ulgą wielką z siebie zdzieram.
I naprawdę żadnego dobrego słowa dla niego już nie mam.

A tu ostatnie wieści niosą, że w najbliższych latach będę musiała spuścić z tonu i do ciepłej odzieży nabrać więcej sympatii i szacunku. Płaszcz bowiem niedługo awansuje na odzienie całoroczne.
Tak zawrotną karierę prognozuje mu Pan dr Chabibullo Abdusamatow z Rosyjskiej Akademii Nauk – który głosi, iż nadchodzi mała epoka lodowcowa.

Ziemia przez najbliższe kilkadziesiąt lat zamierza stygnąć.
Kilkadziesiąt lat!
Filiżance kawy wystarcza kilkanaście minut.
Mi oka mgnienie.
A ta sobie daje kilkadziesiąt lat!

KILKADZIESIĄT LAT.

Także ten
Wyrok zapadł.

Barchanowe ciuchy są skazane na sukces
- ja na wyginięcie.

czwartek, 4 kwietnia 2013

Na pohybel!


Masowo odwoływane są imprezy plenerowe.
Żużlowcy odwołują swoje mecze.
Koledzy ogłaszają żałobę na sali z powodu odwołania strzelanki.  
A ptaki odwołują wiosnę i odlatują do ciepłych krajów.

I tylko mały punkt na mapie świata tego broni nie składa
(i nie jest to wcale mała wioska Galów!:)
Ulica Bułgarska w Poznaniu ponoć nie da się ostudzić.
I w najbliższy piątek Pan Trener Lecha ma zgotować drużynie przeciwnej piekło.
we'll see about that

nie bardzo uśmiecha mi się ganianie po stadionach, celem ogrzania zmarzniętych stóp w grzesznym ciepełku, które notabene wcale takim pewnym nie jest. Dlatego zastanawiam się, jakby tu samej dobrać się do kuszących czeluści piekielnych.

Otóż za-sa-dni-czo jestem przeciwna karze śmierci.
Nie przekona mnie żadne nawet gdyby.
Żadne.
Ale raz mogłabym zrobić wyłom w tym prawidle.
Jeśli na krześle siedziałaby ONA - wcisnęłabym guzik bez wahania.
I wydusiła z niej ostatnie tchnienie. 
I dalibóg z radością patrzyła jak kona.

Bo taka łapczywość winna być karana.
Bo trzeba znać umiar.
I za grzechy główne płacić słono.

Dlatego pierwsza ukręciłabym ZIMIE stryczek
I nabożnie skopnęła spod niej stołeczek. 

HOWGH

piątek, 22 marca 2013

wio, wio, wio! wiosna!


Dziś drugi albo trzeci dzień wiosny. Wszystko zależy od tego,  kto liczy.
Choć nie wiem kto i co liczy, bo wiosna na ten świat  jeszcze nie przyszła.
I w ogóle nie wiem, czy jest na co liczyć.

Tymczasem topnieją finanse przeznaczone na odśnieżanie.
Pustka w miejskich kasach niezbicie świadczy, że nie trzeba ciepła, by odtajać.
Śnieg jednakowoż zdecydowanie odrzuca ten materiał dowodowy i, spoglądając na rzedniejące zastępy sip, ostrzy pazura.

A ludzie się gryzą.
I ludzi gryzą wątpliwości,
bo czy wielki tydzień przeznaczyć na jaj malowanie,
czy na choinki ubieranie?

Ze swej strony
Apeluję o zachowanie ostrożności i dostosowanie świątecznego nastroju do warunków atmosferycznych panujących za oknem.  
Zbyt duże rozdźwięki
są źródłami męki!

A gdyby tak wiosna urodziła się 19tego marca?
Piotr Reiss wręczyłby jej dożywotni karnet na mecze Lecha!  
Ale nic z tego. Na murawie przy Bułgarskiej żaden pierwiosnek ni stokrotka nie wzejdzie.
Karnet przypadł już Wojtusiowi.
Niestety Panowie Piłkarze, ktoś musi Wam to powiedzieć:  KIEPSKO TO ŻEŚCIE ROZEGRALI. Nie pierwszy raz, dobrze wiemy.
Ale teraz konsekwencje chybionego czynu marketingowego będą srogie:
Wszystkie mecze na lodzie
i w zimowym chłodzie.

Wojtuś to Wam jeno mrugnięcie iskierki załatwić może.

Strategia Panowie!
Strategia i taktyka,
Jak zwykle Wam to umyka!

piątek, 15 marca 2013

Gwiazda biznesu


Głos ma synoptyk:

- no niestety, proszę państwa, ale jeśli chcemy słońca - musi być mróz.

A więc za tych kilka bladych promieni słonecznych, ja płacę taką cenę?!!!
To ja przepraszam, ale mnie nie stać na takie wydatki pod koniec zimy.
To ja rewiduję moje burżujskie preferencje.
I ciepły półmrok – poproszę

Ponadto mam pytanie do Pana, Panie Synoptyku, czy ta sama waluta obowiązywać będzie w miesiącach letnich?
Rada bym była otrzymać rychłą odpowiedź.
Bo przez Pana nie mogłam dziś spać.
Więc niech mi Pan łaskawie powie,
Po czemu słońce będzie latem stać?

piątek, 8 marca 2013

o zimie


Bo ja wiedziałam, że tak będzie!
WIEDZIAŁAM, że ona wróci, ale
nic Wam nie mówiłam,
bo wiem jak bardzo jesteście wrażliwi
i jak bardzo Was razi bezduszność zimy:)
która to, BARDZO PROSZĘ,
Dała nam się sztachnąć zapachem ziemi, 
zabawiła oko nasze odkrytymi trawnikami,
Po czym
Szczebiocąc do ucha
rozbudzonymi ptakami
Odjęła nam tę namiastkę wiosny od ust
I teraz NA NASZYCH OCZACH mściwie ją zjada
I mlaszcze! i chrupie!
(śnieg pod butami:)


Instytut meteo anonsuje na przyszły tydzień
kilkanaście stopni mrozu.
Nie wiem jak Wy
Ale ja zwalniam tego kamerdynera
i zatrzaskuję drzwi:)))))

HOWGH!

wtorek, 26 lutego 2013

Z kim przystajesz takim się stajesz


Podczas zimy w nasze serca wkrada się chłód.
Stajemy się oschli, nieczuli.
OZIĘBLI.

1.
W drodze do pracy zaczepia mnie przechodzień
- przepraszam bardzo, Ulica Łęczycka?
- nie, Pani Modigliani.
- a to przepraszam
- bardzo proszę
:)
chyba jednak na tej ulicy bardzo mu nie zależało.

2.
A w pracy:
Służbowym sąsiadom z dołu popsuło się ksero.
Odwiedzają więc nas co chwila i tłumacząc się zawile i gęsto, kserują na potęgę swoje materiały.

Podczas, gdy oni wpadają do nas, my wpadamy na genialny pomysł użyczenia im naszego starego, zapajęczonego (aczkolwiek całkiem jeszcze do rzeczy) sprzętu:
- Pożyczymy je wam! (bo trochę mamy już dość waszych ciągłych wizyt)
- o byłoby super!
- tylko trzeba je do was znieść.
- no tak. A ono w ogóle jest sprawne? Chodzi?
- owszem, ale pomimo to SAMO DO WAS NIE ZEJDZIE.
 :)
Chyba też im nie zależy.

3.
- Przepraszam, czy ja mógłbym pani skraść kilka kartek papieru A3
- złodziej zazwyczaj sam szuka łupu, więc jak pan tutaj coś znajdzie, to bardzo proszę sobie wziąć.
- acha…to w takim razie ekhm..  mógłbym tan papier dostać?

----
Marazm, bierność, beznamiętność.
Oto, Proszę Państwa, co zrobiła z nami ta przeklęta zima.

Ale jak podaje wielce omylny i niewiarygodny instytut meteo
już wkrótce przywita nas 15 stopni ciepła.

Tonący brzytwy się chwyta
Więc-że-tak-powiem
OBY!

środa, 20 lutego 2013

W poczekalni


No dobrze.
Zima nie popuszcza.
A ja i owszem.
Znów mam katar.

Chyba jestem uczulona na śnieg, zimno, spóźniające się lodowate autobusy, śliskie chodniki, wszechobecną glajdę… 

Poza tym zżera mnie (i to łapczywymi kęsami!!!) tęsknota za ciepłem wytwarzanym hen, hen, za granicą wełny, bawełny, kaloryferów, farelek i innych pieców. Wiem, jestem nudna i wybredna (co to za przebieranie w dostawcach, paniusiu??!!!). Ale. Ciepło. Gdy na dworze nos nie zamarza, stopom nie ciążą buty, a tułów odzyskuje suwerenność po skruszeniu odzieżowej skorupy. 

Czekam, czekam i nogami za Tobą przebieram
O wiosenna lekkości!
:)

środa, 30 stycznia 2013

Słońce


Zaszło całe tygodnie temu i do tej pory nie wróciło.

Lękam się niemało
Że ktoś nań z motyką się porwał
I mu się udało.

wtorek, 22 stycznia 2013

Dane


827 km ulic mają do odśnieżenia poznańscy drogowcy

Gepard potrafi osiągać prędkość do100 km/h.  Choć na zasnutej śniegiem drodze, pełnej zasp, bez żadnej przynęty  i do tego z sipą w łapach nie pyszniłby się takimi wynikami.

Poznańskim drogowcom daleko do geparda.
Tak na oko dzieli ich 14 tys. km.

Byłoby genialnie, gdyby ktoś nagle odkrył (niczym astronom planetę) takiego dajmy na to: Żarłacza Zimowego - pogodne bydlątko żywiące się śniegiem. Nie dość, że niedrogim utrzymaniem przebiłoby ono kozę, to korzyści płynące z hodowli tego zwierza byłyby nie do oszacowania.

Każdej zimy poznańscy drogowcy, niczym juhasi, wypasaliby stadka żarłaczów na ulicach miasta. 

Z pozytywnych liczb, to mam dla Was
48
o 48 minut jest już dłuższy dzień.

Ponoć ten, kto jest w stanie skupić na czymś swoją uwagę przez 48 minut
- dostąpi oświecenia.
Tak rzekł Mistrz Dżainów Mahawira
Skoro był Mistrzem - WIEDZIAŁ.
Więc nie traćcie dnia!
Połączcie przyjemne z pożytecznym
I skupcie się na odśnieżaniu.

środa, 5 grudnia 2012

Czerń


Od jakiegoś czasu czuję się częścią bogatego życia wewnętrznego tej planety.

Za oknem panuje jak nie wieczór, to mroczne popołudnie lub noc.
Poprzez szarówkę czuję wyraźnie, że tworzą się nowe układy planetarne.
Ziemia, krążąc po omacku, daremnie szuka słońca
Pytanie,
co jeśli własna oś nie zaspokoi jej tanecznych ambicji?

W międzyczasie ludzie przepoczwarzają się w ćmy.
Na razie oszczędzono nam drastycznych metamorfoz.
Na razie tylko lep sztucznego światła i dziki pląs wokół żarówek .
ACZKOLWIEK

mały krok za (tanecznym) krokiem,
aż w końcu,
dnia pewnego,
zbudzisz się z odwłokiem.
:))))


PS. Dla zainteresowanych imieniem znajomego czarnego kota: donoszę, iż stworzenie od tygodnia wabi się Nero (Nero wlazł na drzewo! Nero, ty cholero!). Jak można się domyślić z niewybrednych rymów, godność owa nie została wybrana z długiej listy mych prześwietnych  propozycji :)))))

środa, 28 listopada 2012

Pożegnania


Do wykończenia mego swetra, który dziś na granatowo zdobi mój korpus, potrzeba było 6 guzików.
Aby doprowadzić do końca telewizję analogową wystarczył guzik jeden.

W tym miejscu pragnę ogłosić, że (przepraszam co wrażliwszych za swą gruboskórność JEDNAKOWOŻ) śmierć ta, tak głośno odtrąbiona przez media, niewiele mnie obchodzi.

Za to strasznie mi smutno z innego powodu.
Za chwil parę do historii przejdzie Listopad.
Pan Listopad, który w tym roku tak wspaniałomyślnie dwoi się i troi, by zrobić dobre wrażenie; ten który od miesiąca jest wobec mnie tak ujmujący i ciepły; ten który codziennie raczy mnie tajemniczą mgłą, którą po prostu uwielbiam (bo wobec spaceru we mgle - romantyczne kolacje przy świecach mogą się schować); i w końcu – ten, któremu uwieść się dałam i uległam. Naprawdę.
This Girl Is In Love With You
Mój Drogi Panie, jeszcze Pan nie odszedł, a ja już za Panem tęsknię. Nawet dziś, gdy Pan tak nade mną cicho łka. A co mi tam! Dziś - TYM BARDZIEJ. Proszę mi wierzyć, że wiele bym dała za całą taką listopadową zimę. Byłoby cudownie mieć Pana u boku, zamiast Grudnia i tej całej zimowej zgrai, którą za sobą bez wątpienia przyciągnie ten (ponoć wielce czarowny) gość…

Ech…
Serce Ty Moje…Listopadowe :)
:
:
:
I oto, proszę ja Was, są dramaty warte pierwszych stron gazet!
Oto historie tragiczne, które fale radiowe pieszczotliwie nieść winny!
A nie egzekucja telewizji! 
Ta idiotyczna bezkrwawa rozprawa,
LEDWO JEDNEGO GUZIKA WARTA! 

Dziennikarstwo doprawdy na psy schodzi.
:)

piątek, 26 października 2012

Za oknem


liście butwieją, a ja piszę dzień dobry, coby nie wyglądało, że zmarło mi się na katar. Chociaż w sumie to nie zauważyłam żadnych oznak niepokoju z Waszej strony, wielkie dzięki!;)

A ja nie dość, że ozdrowiałam, to po długiej przerwie powróciłam na blokowisko. I oto znów z obcymi ludźmi dzielę drzwi, klatkę schodową, ściany i sufit.
Poza wsłuchiwaniem się w odgłosy wieżowca, który wzdycha, gra na fortepianie, gada, szczeka, szumi i trzaska drzwiami…  sprawdzam, czy można wkupić się w łaski czasu. Czy można nałapać go, napchać nim po brzegi kabzę i zyskać co nieco rezygnując z dojazdów i zamieszkując w mieście, w którym się pracuje.
Wg wstępnych obliczeń zysk winien być spory i nie do przecenienia. Choć na razie, po dwutygodniowej obserwacji, żyły czasu nie odkryłam, ale cierpliwości! Mój eksperyment trwać będzie całą zimę. A potem zrobi się tabele, zestawienia i wykresy, podda się całość wnikliwej analizie i wyciągnie wnioski.
Najważniejszą, i już zauważalną!, korzyścią jest przyjemność niekorzystania ze zubożałej ostatnio oferty PKP.

A poza tym…
idzie zima.
Idzie!
Czyli, że się jej nie spieszy
I jest nadzieja, że się spóźni.

poniedziałek, 2 stycznia 2012

Będzie długo. Będę truć.

Tak. Owszem. To przeciągające się zimowe ciepło jest nieco zadziwiające.
Nie tak dawno zresztą, bo DZIŚ (gdy, po tygodniu kamiennej obecności w domu, obowiązki służbowe wyciągnęły mnie na świeże powietrze) poranna temperatura zaskoczyła mnie, że ojej. Ojej! Jak ciepło!

Tak. I owszem. To ciepło może zastanawiać. Hm. JEDNAKOWOŻ wysoki, jak na te miesiące, słupek rtęci nie spędza mi snu z powiek. Zaprząta wprawdzie głowę codziennie, ale tylko chwilę niezbędną do wymyślenia kreacji adekwatnej do panującej aury.

Tak. Jest styczeń, a mimo to wciąż jest ciepło. Rozumiem. Można sobie czasem podumać nad tą obserwacją, ale, dalibóg, irytuje mnie NIEMOŻEBNIE całodobowe roztrząsanie tego tematu w mediach, i nie tylko. Czy już naprawdę nie można podać prognozy pogody treściwie i konkretnie? Będzie tak, siak i owak. Do widzenia. Bez kwękania o aberracjach, anomaliach i wynaturzeniach, a zwłaszcza bez regularnego skomlenia o mróz i śnieg. Te ostatnie jęki uderzają w najczulszą strunę mego nerwu. A najgorsze jest to, że niełatwo przed tym umknąć. Bo jeśli nie pan synoptyk, to pan dziennikarz, jeśli nie pan dziennikarz, to sąsiadka, jeśli nie sąsiadka, to kolega z pracy, jeśli nie kolega z pracy, to siedzący obok podróżny…

Wszystkich dręczy okrutna tęsknica za prawdziwą zimą, taką z krwi (ściętej mrozem) i kości (z lodu).

Tymczasem dla mnie to, co za oknem, jest inne, ale zdecydowanie lepsze. Każdy kolejny ciepły dzień daje mi w prezencie w-miarę-sprawną komunikację, która w tym pięknym kraju jest darem nie do przecenienia. Dlatego jestem wdzięczna tegorocznej zimie za egzotyczne oblicze i raduje mnie wielce jej ekstrawagancja. I uważam, TERAZ BĘDZIE APEL, że jeśli kogoś naprawdę uwiera i do krwi rani ta poczciwa pogoda, to niech jedzie odwiedzić śnieg w miejscu jego zamieszkania, miast wysyłać doń rozliczne błagania i zaproszenia. Bo za chwilę on rzeczywiście zdecyduje się łaskawie zstąpić do nas z wizytą. A przecież znamy go nie od dziś i wiemy, że jak już się zwali tu ze swymi tobołami, to gościć się będzie bez umiaru, jak to ma w swym niegrzecznym zwyczaju… Tak. A wtedy to ja zacznę dokuczliwie marudzić i biadolić:)))). Tak. Wiem.

Na razie jednak, zaprawdę powiadam Wam, to Wy się miarkujcie i przestańcie w końcu miauczeć o ten parszywy opad.
Nie bądźcie dziećmi:)
Teraz jest mój czas i mi go nie psujcie.
A jak w końcu spadnie Wasz ukochany,
to obiecuję:
postaram się hamować z inwektywami.

środa, 21 grudnia 2011

Puch

Drogowcy nadal czekają na doroczną niespodziankę. Jak donosi ich rzecznik prasowy są zaistniałą sytuacją nieco zmieszani, ale jeszcze nie zawiedzeni. Wciąż wierzą. Może w tym roku zaspy i ślizgawice wyskoczą dopiero spod ubranej choinki…? – przemyśliwują. Tak czy inaczej. Są gotowi w każdej chwili okazać im godziwe zaskoczenie - zapewnia gromko ich przedstawiciel.
A i nogi są markotne. Tej zimy nie poczuły jeszcze ni grama adrenaliny. Na ulicach i chodnikach sucho, pusto, żadnych przeszkód i utrudnień. Nie licząc robót drogowych. Można się załamać, acz wciąż nie złamać – chlipią girki i z zazdrością popatrują na opłatek, który (może i trochę się zeszmacił, ale za to) jest w centrum zainteresowania i łamie się bez końca i wszędzie już od dobrego tygodnia.
Szufle w kącie cierpliwie znoszą przedłużające się bezrobocie, podczas, gdy ich właściciele chodzą od okna do okna, dręczeni pragnieniem wykonania pożytecznej pracy fizycznej na świeżym powietrzu.
A krzyk nienarodzonych bałwanów? Tak!!!, podnieśmy ten delikatny temat!, ten niemy krzyk porusza niejedno sumienie…

Nie będzie białych świąt załkał przed chwilą na antenie radia pewien synoptyk.

Naprawdę kogoś martwi bezśnieżny krajobraz?
Bo mnie na razie przygnębia fakt, że ten tak niewinnie wyglądający o poranku opad, trochę się rozbestwił.

wtorek, 22 listopada 2011

W kółko Macieju

Obwarowana miękkim murem wełny, w polarowych okopach codziennie odpieram jego napaści. Schemat wciąż ten sam. Pierwsze umocnienia kruszeją po dwóch godzinach. Najpierw ustępują mu bose dłonie, uszy i nos. Potem powoli słabną i za wygraną dają stopy. Tułów najdłużej trzyma fason. Ale i on, pomimo solidnego opancerzenia, w końcu kapituluje. Po ośmiu godzinach sztywna osuwam się ze służbowego pola bitwy. Do dnia zmartwychwstania. Do dnia następnego, po którym kolejne z zimnem zmagania. I szczęk oręża w surowych ścianach.
I me oddziały
w zbrojach jak durszlaki
do szpiku przemarznięte wszystkie gnaty

środa, 16 listopada 2011

Niecka

Mam lekką depresję. W trzeźwej wycenie: dół do połowy uda i wokół głowy lekka szaruga, w której gdzieś błądzą moje cele. Taś, taś, taś… Wczoraj dotarło do mnie w końcu, niestety i nagle, że JEDNAK. Nieodwołalnie zima. Tak. Wiem. Był prawdziwy pochód zwiastunów z moim parszywym służbowym kaloryferem na czele, ale. Nim się spostrzegałam. BACH (acz nie Sebastian, lecz) egipskie ciemności i mróz.
Teraz wskazane jest, by czytelnik usłyszał głos Krystyny Czubówny: mroczne środowisko niskich temperatur hamuje prawidłowy rozwój Pani Modigliani (jeśli oczywiście optymistycznie założymy, że w rozwoju do tej pory nie ustałam).
W tak przykrych okolicznościach przyrody (tu zaleca się, by czytelnik smętnie spojrzał w okno!) nic nie jest ważne. Wykonuję niezbędne minimum. Czyli łykam powietrze i mimochodem jedzenie, wszystko inne odkładając na potem. Potem list napiszę i potem kartkę włożę dwie półki wyżej i zadzwonię na pewno, ale raczej potem i w ogóle zrobię niejedno, ale nie teraz - POTEM… a potem myślę o tym wszystkim, co odłożyłam na potem, i ponownie po kolei wszystko odkładam, i tak w kółko, tam i z powrotem.
Samą siebie też bym odstawiła na potem. W jakiejś spiżarce, w wyściełanym słoiku z naklejką: do spożycia wiosną 2012. Ale zanim. To. Poproszę z karty dań to samo, co ta sówka:)))
Jejku

wtorek, 8 listopada 2011

CO?!

(Temat zjechany i wyślizgany,
jakim więc cudem – zapytuję -
mam go ciągle pod stopami?)

Potknąwszy się o kierownika budynku, spełniłam swą zachciankę i poruszyłam dręczącą mnie od miesiąca kwestię:

- proszę pana za chwilę połowa listopada, a my wciąż mamy zimno w pokoju. Pod 879 kaloryfery ciągle są lodowate. W tamtym roku chociaż od czasu do czasu grzały, ale teraz? Kiedy…
- z tym nic się nie da zrobić…
- jak to się nie da? A co będzie w zimie, gdy…?
- no nie wiem…. hm… No tak. No mógłbym spróbować TEGO I TAMEGO… potem koniecznie musiałbym zrobić TO, a jak TO nie zadziała, to może nawet i SIAMTO…
- to dlaczego pan nie spróbuje?
- ekhm… bo tak w ogóle, TAK MIĘDZY NAMI, to całą tę instalację trzeba wymienić… taaaak OD PODSTAW!!! To wszystko nie jest takie proste, jak sobie pani myśli…
- acha…
- e, ale niech się pani tak tym nie martwi! W końcu nie tylko wy marzniecie. Tym na dole też jest zimno, hehehheh
- ?!

super.
uwielbiam te nasze coroczne pogawędki.
Zamiast chwycić go za klapy marynarki, przygwoździć do ściany i krzykiem żądać natychmiastowej (SŁYSZYSZ PAN?!!! NA-TYCH-MIA-STO-WEJ!!! do cholery jasnej!!) poprawy sytuacji, to ja co roku skamlam o kilka stopni ciepła… matko, i z kogo tu jest straszny cieć? pfff…
ALE- to –wszystko- bo ON NIE NOSI MARYNARKI… heh Wysoki Sądzie proszę o łagodny wymiar kary i ogrzewaną celę.

poniedziałek, 17 października 2011

Szanowna Zimo,

Nie myśl łajzo, że tak łatwo się poddam.
Wprawdzie, szczerze przyznaję,
dałam skuć sobie stopy ciężkimi butami,
schyliłam głowę i czapką ją przed Tobą nakryłam,
sprezentowałam Ci mą szyję z kokardką szala
i ręce do góry w wełnianych kajdanach,
ALE ZAPRAWDĘ, Wiedźmo Ty Moja,
te gesty poddania
to "fraszka, igraszka, zabawka blaszana"
niewiele znaczą
są niczym
bez ostatniego przyczółku,
bez mego grzbietu,
ostatniego punktu, którego walkowerem nie oddam.

Wiem, że klęska ma przesądzona,
acz opóźnić się ją postaram
(kolczugą - me podkoszulki,
a tarczą - swetrów para:)
i zrobię wszystko,
by nie przyznać Ci racji bytu,
dalibóg!, nie dziś,
nie w października połowie!
Dlatego jeszcze nie,
NIE ZAŁOŻĘ MEJ KURTKI ZIMOWEJ!
:)
HOWGH

środa, 27 kwietnia 2011

Nie każdemu dane jest być bohaterem

Wystarczy, że na tym małym skrawku ziemi, pięknie zwanym Polską, spocznie o kilka promieni słonecznych więcej, że słońce łaskawie trochę dłużej popieści ten klinik ciepłem i chwilę dłużej uraczy go bezchmurną pogodą – a jego mieszkanki już, zaraz i na gwałt się rozbierają.
To jest niesamowite.
No, Panie Einstein, wiem, względność, no ale, umówmy się Szanowny Panie, upału nie ma. A po poznańskich ulicach, niczym rozpalonym brzegiem plaży, od brzasku popylają panie w przezroczystych sukienkach na ramiączkach, w krótkich spodenkach, w japonkach lub (te nieco mniej odporne) w sandałach.
Jak co roku patrzę na to pole walki z podziwem. Te kobiety są takie heroiczne. Bez owijania w bawełnę stają do boju. Bez żadnych osłonek codziennie meldują się na froncie. Ileż samozaparcia trzeba, by śmiałym negliżem splunąć rankiem oziębłej wiośnie w twarz? Ileż hartu, by szpadą nagości błyskać i fechtować już od zamglonego świtu? Nikt im nie będzie dyktował warunków! Nawet drastyczny spadek temperatury nie ochłodzi ich entuzjazmu i nie zmusi do włożenia czegoś przytulniejszego od topu i klapka. Wełniane pancerze w marcu pogrzebane na dnie ich szaf przez najbliższe pół roku z martwych nie powstaną. NO WAY!!!

Podziwiam ich bitność zza swej watowanej zbroi, która kryje me drżące zajęcze serce.
:)