Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kaloryfer. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kaloryfer. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 25 czerwca 2013

The Winner


Dzisiejszy wpis zasponsoruje nam Abba

The winner takes it all
The loser standing small
Beside the victory
That's a destiny

Leżę sobie pod podium, na którym medale i kwiaty suchą nogą odbierają posiadacze ohydnych, nieforemnych, śmierdzących gumiaków. To oni dziś tryumfują. Kurka tfu, tfu, tfu wodna. Oczywiście gratulujemy im, bo przecież umiemy przegrywać. Niech to szlag!

Tymczasem wkładki do moich butów wiszą na zimnym kaloryferze skręcone jak precle, a buty spite jak bąki leżą pod nim wypchane gazetami i napisałabym Wam do czego są podobne, gdyby nie to, że są podobne zupełnie do niczego i podobnie do niczego się nie nadają. Kompletnie straciły fason. Prawdę mówiąc, jak tak na nie patrzę, lękam się, że blask, którym jaśniały jeszcze zaledwie kilka godzin temu, został ugaszony deszczem na amen.   

Ale tego nie dało się uniknąć, gdyż i bo ulicami płyną rzeki.
Mijanie kałuż i szukanie płytszej wody jest bezcelowe; nawet jeśli wyszło się w czółenkach woda Was dopadnie. W zimnym jej chlupocie, można odkryć, iż wspomniana wyżej nazwa pantofli funkcjonuje zupełnie na darmo, proszę ja Was, bo niby czółenka, a pociągnęły mnie na dno pierwszej lepszej głębszej kałuży.    

Na tym świecie roi się od takich półprawd i kłamstw. A najgorsze jest, że szydło z worka wychodzi dopiero w praniu.   

Chyba zaraz wyjdę na zewnątrz i utopię w kałuży swe merkantylne smutki i gorycz przegranej, coby ta brzydka pogoda się nie zmarnowała.

Pływajcie…. ekhm…hm…  Bywajcie zdrowi!   

Ps.:
Całusy przesyłam mym butom służbowym -
pod biurkiem zawsze zwartym i gotowym


wtorek, 22 listopada 2011

W kółko Macieju

Obwarowana miękkim murem wełny, w polarowych okopach codziennie odpieram jego napaści. Schemat wciąż ten sam. Pierwsze umocnienia kruszeją po dwóch godzinach. Najpierw ustępują mu bose dłonie, uszy i nos. Potem powoli słabną i za wygraną dają stopy. Tułów najdłużej trzyma fason. Ale i on, pomimo solidnego opancerzenia, w końcu kapituluje. Po ośmiu godzinach sztywna osuwam się ze służbowego pola bitwy. Do dnia zmartwychwstania. Do dnia następnego, po którym kolejne z zimnem zmagania. I szczęk oręża w surowych ścianach.
I me oddziały
w zbrojach jak durszlaki
do szpiku przemarznięte wszystkie gnaty

piątek, 21 października 2011

„Niepamięci. Niech się święci. Cud..”

Zamiast końca świata przyszedł dziś do mnie osiołek i rzecze:
- dzień dobry. Przepraszam, że ja ZNOWU panią męczę, ale czy mogłaby mi pani JESZCZE powiedzieć…

JESZCZE? robię wielkie oczy. ZNOWU? Wytężam pamięć i moje przerażenie rośnie. ZNOWU. A osiołek podobny zupełnie do nikogo. Osiołek, jak to osiołek. Uszka, kopytka i ogonek. Ot. Jeden z wielu osiołków chadzających po naszych korytarzach. Ale musicie wiedzieć, że choć nie bywają u nas osobowości na miarę Kłapouchego, czy kolegi Shreka, to jednak i pomimo to każden jeden, który do mnie wchodził, zostawiał na piasku mej pamięci mniej lub bardziej wyraźny ślad kopytka. Naprawdę! To znaczy… to było prawdą. Do dziś. Bo zdaje się, że w królującym tu ostatnio służbowym rozstroju przestałam już absorbować twarze, które mnie odwiedzają. A moja sławetna pamięć cichaczem przeszła metamorfozę. Z wilgotnej plaży - na targaną mocnymi wiatrami pustynię:) Żaden trop się nie uchowa.

Jedynym plusem służbowego zamieszania i się dziania jest tylko to, że coraz częściej zapominam też i o zimnie, które tu ciągle i nadal niepodzielnie panuje, gdyż i bo "cały pion strzelił pszę pani". Fajno. W obliczu zbliżającego się listopada, i jadącego za nim na saniach grudnia, takie słowa są plastrem miodu na sterane kołataniem serce moje.

poniedziałek, 10 października 2011

O wzajemności w miłości

Anons służbowy na dziś:

"W związku ze zbliżającym się sezonem grzewczym Dział Eksploatacji i Remontów prosi o ustawienie głowic termostatycznych grzejników w pozycji 5 (max)."

Zatem sezon grzewczy się zbliża. To miło.
Rada bym była się dowiedzieć przy okazji, gdzie on już jest? czy dopiero ruszył tyłek? czy też już dobija do celu? I z którego kierunku nadchodzi? i dlaczego tak wolno? i czy aby na pewno dojdzie do grudnia? Zresztą tak samo chciałabym się wywiedzieć, gdzie znajdują się rzeczone głowice termostatyczne? Konia z rzędem temu, kto znajdzie u mnie choćby jedną taką. To kolejna nieobecność, nad którą boleję, gdyż w przeciwieństwie do widmowych głowic, 16 stopni Celsjusza rzuca się (nie tylko w oko ale i) w ramiona każdemu, kto otworzy drzwi do naszego służbowego pokoju. Rzuca się i trzyma. WYJAŚNIJMY TO SOBIE. Nie ma tak, że chłód siedzi na barana tylko temu, kto świeżo wszedł i tylko do momentu wejścia następnego nieszczęśnika. NIE. Zimno tuli do łona wszystkich i każdego z osobna. A już najczulej pieści mnie, trzymając przez 8 godzin (słownie: osiem godzin!) w mocnym miłosnym uścisku. Casanova przy nim to doprawdy blady cień. Szkoda wielka tylko, że w czasie tego maratonu miłości nie ma mowy o przyjemności. Oczywiście z mej strony. Bo jeśli chodzi o chłód, to jego zaborczość i nieustępliwość każe mi nieskromnie przypuszczać, iż jestem dla niego nieskończonym źródłem czystej rozkoszy.

Puenta:
Jak nie będzie lepiej jutro
Przyjdzie mi zapuścić futro
:))))

środa, 8 grudnia 2010

Sam na sam z denatem

Działa w ukryciu. Rzetelna, dyskretna i subtelna. Jest zawsze obecna, choć najczęściej niewidoczna dla oka. Pracuje skrupulatnie i bez rozgłosu. Kobieta pełna ciepła i (nawet zaryzykuję i napiszę, że:) miła w dotyku. Współpracownicy rzadko zwracają na nią uwagę. Zamiast. Za to. Gruntownie zapominają o. I dzień w dzień przechodzą nad nią, pod nią, obok niej obojętnie i do porządku dziennego. Uznają, że powinna działać, że to naturalne, że przecież jest nie do zdarcia, i że zawsze. I nikt się nie pochyli, nie zapyta, czy jej może czegoś nie potrzeba. Nikt dżentelmeńsko nie poda ciepłego płaszcza (z polietylenu) lub gustownej mufki (trójnikowej bądź łączącej). Wszyscy tylko zachłannie ściągają z patery owoce jej pracy, ją samą mając po prostu w nosie…DO CZASU.

Empatycznie odnajduję się w tej historii. W Twojej historii o RURO CIEPŁOWNICZA!!!! Naprawdę Cię rozumiem. Jestem z Tobą całym sercem. Wiem. Przychodzi czas, że nie jesteś w stanie utrzymać w sobie wszystkich tych służbowych smutków i żali. A wówczas się pęka, pyk, a nawet nawala na całej linii… A wtedy. O alleluja! I o ironio!!! Twoja dotychczasowa praca zostaje zauważona i doceniona.
:)
Co jest gorsze od dojazdu nie ogrzewanym wagonem pociągowym?
Otóż wylądowanie po takiej podróży w biurze z kaloryferem nieboszczykiem.

Dziękuje za uwagę.