Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Poznań. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Poznań. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Bezwstydna



Źródłosłów: tutajtutaj


To wyróżnienie  ją zaskoczyło
 - JA MIANOWANA MAKABR()Ą ?!
Ja -  taka potężna, MO NU MEN TAL NA?
Dla mnie ta nagroda ze wszech miar koszmarna?

- Jak tak można? Kobiecie?! Co z tego, żem z betonu?!
– łkała Pani Galeria cichutko, po kryjomu
i silnymi strumieniami lała się z niej woda,
aż sufit się zawalił!
Lecz szkody tej nie szkoda.

Choć zniesławionej serce się złamało,
To tutaj - Nikomu nic się nie stało
oświadczył kapitan straży pożarnej,
nie widząc Galerii rozpaczy czarnej.

A i żałoby nikt nie ogłasza, tylko pretensje,
bo dlaczego zniszczenia  JEDYNIE na drugim piętrze?
bo dlaczego nie zapadła się pod ziemię cała?
Wstydu nie ma!
Ta nie warta Poznania zakała!

piątek, 6 grudnia 2013

Lodowisko - pośmiewisko


Mamy ostatnio znów mnóstwo radości
W centrum Poznania, na Placu Wolności.
Powstała tam w środę nieduża ślizgawka…
ścięte bajoro… zdjęta mrozem sadzawka. ..
Nowe lodowisko, pożal się Boże!
150 metrów liczy niebożę

- Więcej lodu mam w drinku - mówią szydercy
 (pięknych idei bezmyślni mordercy!)
A są też i tacy, co uważają,
że i kałuże znacznie większe znają.
Niejeden też dodał, że miast w takiej klatce
Woli się ślizgać po domowej posadzce. 

lecz to wszystek ludzie, których byle co zeźli;
ci co to na łyżwach nie dają rady jeździć!!!

bo i co z tego - mówi płyty adwokat -
że tafla faktycznie jest kieszonkowa,
skoro, od bandy do bandy - DARMOWA!

Się wie!
Darowanemu koniowi
NIE ZAGLĄDA SIĘ!

środa, 16 października 2013

zagadkowe wrota

dobra.
powiesiłam już wszystkie okoliczne psy na tym centrum handlowym tudzież dworcu,
ale
dalibóg! 


do czego służy wejście główne ozdobione takim oto pięknym transparentem?





I co, jeśli delikwent jednak
nie będzie chciał skakać z mostu?

I gdy miast w prawo, lub w lewo
da nura na wprost, tak po prostu?
:)

środa, 2 października 2013

Wymysł*


Nim się obejrzeliśmy
lista terytoriów niesamodzielnych ONZ powiększyła się o jedną pozycję.

25 października przejścia graniczne otwiera Poznań City Center. Malutka, brytyjska (jak wnioskuję) kolonia położona na terenach dworca kolejowego w Poznaniu.

Powierzchnia całkowita handlowo – usługowa: około 60 tysięcy metrów kw.
Powierzchnia wód śródlądowych zamknięta w kilkunastu toaletach.
Klimat sztucznie regulowany, umiarkowany ciepły, bez opadów.
Religia dominująca: konsumpcjonizm

Do przekroczenia granicy wystarczy  portfel. Jego zasobność wyznaczać będzie turystom na bieżąco indywidualne trasy pomiędzy wiodącymi na pokuszenie mini -dzielnicami. 

Waluta: euro lub/i złoty.

Język urzędowy obowiązujący: angielski.

Wprawdzie plakaty nawołują do odwiedzania centrum po polsku, ale jest to ukłon wyrachowany i co do centymetra zimno wymierzony. Ewidentna przynęta na tych, co to w gębie mają tylko język ojczysty. 
A’PROPOS
Długo trwały dyskusje nad miękką spółgłoską uparcie tkwiącą w mianowniku pierwszego członu nazwy tego państwa w państwie. WTF?! – powtarzali uparcie imperialiści, żądając zniesienia nie dającego się im okiełznać dziwnego przecinka. Koniec końców, po burzliwych debatach, umieszczono nad eN ekstrawagancki myślnik. Kreskę stabilną. Poziomą i prostą. Kompromis ten to świetne zagranie marketingowe. Takiej litery nie ma w alfabecie. Wnosi więc ona do nazwy słodki element egzotyki. Bardzo kuszący. Wobec takiego detalu Polak nie pozostanie obojętnym, gdyż i bo od wieków bez umiaru chwali wszystko to - co cudze i w tym - co obce - wysoce się lubuje. 

Na uroczystą galę otwarcia granic tyciego kraju o wysokim PKB szykuje się też jego najbliższy sąsiad (albo sublokator – do końca to jasne dla mnie nie jest) mianowicie: PKP, która już zapowiada na ten dzień opóźnienia wyjazdów pociągów z miasta. Zrobimy wszystko, by  umożliwić pasażerom spokojne zwiedzanie tego pięknego centrum. A ponieważ wielkość obiektu urodzie jego ogromnej nie ustępuje  - na godzinnym poślizgu w rozkładach jazdy się nie skończy. Tak mniemam.



*)Wpis zawiera dość dużo elementów z wyobraźni  autora
ACZKOLWIEK, nie wiadomo, czy fantazja ta naprawdę jest chora
:)

poniedziałek, 23 września 2013

miasto doznań


W centrum Poznania same wykopy.
WCIĄŻ LEŻYMY!
(w sercu Europy)

Zamieszanie na poznańskich ulicach!
Tramwajowy chaos w Poznaniu!
Bałagan!
Pasażerowie mają trudności w orientacji!
- Armagedon! – mówią, co kulturalniejsi. Oczytani kinomani:) 

Rozdrażnione są również samochody osobowe.

Kierowcy, wepchnięci w wąskie ulice Jeżyc, psioczą i lękają się o karoserie.
Mieszkańcy dzielnicy drżą o elewacje kamienic.
A media grzmią!
Przystanki od świtu roją się od reporterów zbierających opinie podróżnych - pogrążonych w nieszczęściu i gromkim przekleństwie.

Niestety z tego rozległego materiału na taktowną antenę niewiele da się wykroić.

Między krótkimi urywanymi donosami z dróg w eterze płacze Sting
I’m lost, I’m lost without you 
(czyżby zawitał w Poznaniu?) 

Tymczasem, po rzewnej muzycznej przerwie, zmiana tonu w radiowych wiadomościach: 
ROZPOCZYNAJĄ SIĘ TARGI POLAGRA!
Spodziewamy się ponad 40 tysięcy zwiedzających – zapowiadają dumni organizatorzy.  


no i tak prawdę mówiąc 
tak między nami
Lepiej by oni przybyli
rowerami 

środa, 11 września 2013

Kupa śmiechu


Są wytworne, wykwintne, no i balowe
ślubne, poranne i wieczorowe…
są brzydkie i są śliczne,
i są, że się wyrażę,
toalety publiczne.

Na ścianach starego dworca w Poznaniu zawisły plakaty o treści:

Poznań NOWY Główny
Zaprasza do zaskakujących, pachnących,
wesołych toalet w budynku nowego dworca.

Tablice te każą mi przypuszczać, że intensywna reklama nowych kas nie podziałała.
Teraz Poznań NOWY- ziejący pustkami
Zaczyna nas kusić toaletami

WESOŁYMI

Czyli
wyposażonymi w urządzenia sanitarne służące rozrywce?

Takie Miasteczko Wesołe
T O A L E T O W E?

W pierwszej chwili liczyłam na wesołą babcię klozetową. Drobną panią chichoczącą serdecznie i raczącą klientów anegdotami lub ze swego życia radosnymi wyjątkami.
Przypuszczenie to spaliło jednak zaraz na wejściu, gdzie nie zastałam nikogo, prócz Pani Bramki Obrotowej, którą ewentualnie, przy sporej dozie poczucia humoru, można by wziąć za karuzelę. Ale ponieważ podczas przekraczania progu wesołego przybytku, byłam wielce zaaferowana obsługą nieznanego mi mechanizmu, które opróżniało mi kiesę - nie bardzo się ubawiłam. 
Brnęłam jednak dalej.
Czystość i brak zniechęcających woni – to raczej rzecz oczywista w nowych, świeżo powstałych pomieszczeniach. Tego oczekujemy i się spodziewamy, więc nie byłam zaskoczona zastanym ładem i wszechobecnym automatyzmem. Aczkolwiek zdziwiło mnie, że w tych tak nowoczesnych przestrzeniach papier toaletowy - wciąż ten sam. W ogóle nie okazały. Zwykły i szary. I wciąż naszej ręki wymaga (łamaga!). W przeciwieństwie do nadpobudliwej spłuczki, która aktywnie odwraca uwagę od bierności papieru i ochoczo wyręcza klienta (nawet w czczych momentach!).
Zawitałam w kabinie nie tyle z potrzeby fizjologicznej, co garderobianej (powiedzmy, że musiałam zmienić imidż). Zatem choć sedesu, klnę się!, nie tknęłam, to i tak woda, jak szalona, brzeg jego rwała i regularnie (co pół minuty, panie!) silnym strumieniem obmywała.
Pobudziło mnie to do rozważań ekologicznych i ekonomicznych.
W żadnej mierze nie optymistycznych.
I choć, obok wody, w tle leciała też i muzyka, nie pamiętam ni nuty z otrzymanego w pakiecie akompaniamentu. 

Oj dana, dana.
byłam ciągle NIE-ROZ-RA-DO-WA-NA.

Nastroju nie poprawił mi też automatyczny kran i samoczynny dozownik mydła (choć zazwyczaj, zaprawdę!, boki zrywam, jak widzę tak inteligentne baterie!;)
Na tym etapie wycieczki po toaletowym lunaparku jeszcze miałam nadzieję, że  może … rollercoaster?
Wolno góra -ostro dół- i -do góry nogami,
wywiedzie mnie do wyjścia zakrętasami.

Albo dajmy na to, choć gabinet śmiechu. Tak,  na do widzenia. 

To byłoby uczciwe. Humanitarne. Zro-zu-mia-łe.
Że rozśmieszają, jak już z sanitariatu skorzystałeś! 
Ale niestety lustra wszystkie jak od linijki,
bez fałdki i zmazy,
a w nich me odbicie -
ponurość bez skazy!!!
Ale chwila…proszę Państwa!
Nim zanotuję deficyt podniety
Rzut oka jeszcze nafototapety!

…no i cóż

Wprawdzie mężczyzna z wieszakiem w sutku
Nie budzi we mnie głębokiego smutku
Ale i wcale nie śmieję się w głos
Wpatrzona w metal wbity w męski tors.

:)

Ps.: wszystkich, którzy po tytule sądzili, że będzie o meczu z San Marino
najserdeczniej przepraszam.
  

środa, 28 sierpnia 2013

bukmacherskie zakłady kolejowe


Hasło najnowszego turnieju PKP:
wlecz się noga za nogą – a ucieszysz się nagrodą.
Zakłady idą o to, która bana wolniej pokona daną trasę. 

Nie wiem jakie konkretnie zaszczyty spadną na głowę zwycięzcy, ale od dłuższego czasu obserwuję, że maszyniści, żądni medali i uznania, tracą głowę w poszukiwaniach narzędzi oporu. Budują tamy, zwiększają tarcie, takie mają na wygraną parcie:) Najlepsze wyniki, oczywiście!, osiągają pociągi na moim odcinku. Prawdziwa maestria niemrawości. Ociężałość naszych wagonów dawno już zdusiła wszelką konkurencję. Wolniej - w naszym wypadku - znaczy już tylko STAĆ. A ponieważ ambicje są wielkie, nie odżegnujemy się i od tego.   

Zenit rozślimaczenia.

Często bazujemy w polu, albo tkwimy długimi minutami na każdej napotkanej stacji. A obok pomykają te złamasy - pociągi pośpieszne, towarowe i trwoniące prędkość szynobusy…

Laury właściwie mamy już w kieszeni.


Z analizy czasu moich ostatnich dojazdów wynika, że mieszkam we Wrocławiu.
Liczę na zakończenie tej durnej walki,
nim zegar mi powie,
że osiadłam w Krakowie.

czwartek, 18 lipca 2013

Karuzela


Hej chłopcy, dziewczęta!
Wczoraj zostałam solidnie wyzwana przez Panią z ZTM za Was wszystkich, którzyście sobie jeszcze karty PEKI nie wyrobili.

Także ten.
KARTA PEKA CZEKA.
Woła nas z daleka.

Niestety kiedy usłyszałam, że, nawet mając miesięczny bilet, będę musiała ją odbijać zawsze, i wszędzie, i o każdej porze - strasznie się zdenerwowałam, ale to naprawdę STRASZNIE. 
I do tej pory ten nerw mnie trzyma.

Bo ja wiem, że jak tę kartę będę musiała mieć zawsze na wierzchu, zawsze w pogotowiu, to ja ją na pewno zgubię. Tak jak notorycznie gubię trzymane w ręku parasole, torby, siatki i siateczki…
Pewnego razu jesienią zrobiło się ciepło
Zdjęłam czapkę
I tak się widziałyśmy ostatni raz.
A tu, Pan Dyrektor ztm, ma jeszcze życzenie, bym nie tylko w kółko odbijała swoją kartę, ale bym w międzyczasie pilnie spoglądała, czy ręce współpasażerów czynią to samo.

 „chcemy wywołać obywatelską kontrolę naszych wspólnych publicznych pieniędzy"

Mi, jako się rzekło, Proszę Pana, ledwie starcza uwagi na dwie dłonie moje,
ale skoro taka pańska wola
To hopsasa
Ufam, iż nie będzie mi Pan skąpił kilku wskazówek organizacyjnych.  

Czy domniemanych gapowiczów trzeba od razu rzucać na podłogę i obezwładniać, czy elegancko wypraszać z pojazdu?
Mam delikwenta szturchnąć? opluć? Pokazać palcem? Wy-le-gi-ty-mo-wać?!
ORAZ
czy w pakiecie z kartą PEKA otrzymam kajdanki? (Zawsze chciałam założyć je komuś jednym niedbałym ruchem ręki z Prawami Mirandy na ustach. O! to.to.to.)
NO I czy być może
Panie Dyrektorze
są przewidywane jakieś bonusy dla właścicieli najbardziej aktywnych praworządnych serc obywatelskich?

DARMOWY PRZEJAZD ZA GAPOWICZA!
WYMIEŃ OSZUSTA NA BILET!
SYP CZĘSTO ŻER KANAROM –BĘDZIE CI SIĘ DOBRZE DZIAŁO

 (?)

proszę to rozważyć.
Z niecierpliwością czekam na odpowiedź,
Bo roboty całe mnóstwo. 
Dziś z mojego tramwaju wraz z kanarami wyfrunęło trzech gapowiczów.

To dużo, śmiem twierdzić. 
Więc dalej, dalej do zabawy śpieszmy się!!!

wtorek, 16 kwietnia 2013

Jadą wozy kolorowe taborami


Wiodę ostatnio cygański żywot.
Rozbijam się po królestwie tymczasowości i prowizorycznych rozwiązań, równocześnie ubolewając wielce, że, miast bezspornych atrybutów: smagłej cery i ócz czarnych, przypadły mi akurat te dość wątpliwe walory tejże grupy etnicznej.  

Kawalerka, którą z zachwytem i radością eksploatuję od pół roku, została wystawiona na sprzedaż i teraz, co jakiś czas, przechadza się po niej tłum zwiedzających. W międzyczasie (niczym gorliwy kustosz usuwam piach naniesiony przez fale potencjalnych nabywców i) z obecną właścicielką prowadzę dość dwuznaczne rozmowy w obecności mych służbowych kolegów, których (z kolei jednoznaczna) domyślność kwalifikuje mnie do grupy zawodowej czerpiącej nieposkromione podatkami zyski:

- przyjdę dziś do ciebie z klientem – zaczyna koleżanka, nieświadomie gładko wchodząc w rolę alfonsa.
- dobrze
- będziemy jak zwykle wieczorem
- mhm
- około dwudziestej dam ci sygnał
- ok. będę przygotowana – kończę ja. 

W gruncie rzeczy, miast grać akuratną jawnogrzesznicę, powinnam rozpocząć działalność dywersyjną wobec domniemanego suterena.
Rozkładać pułapki na myszy po kątach garsoniery, rozszczelniać jej krany i okna oraz bogato ilustrować zacieki na ścianach … Zaś w czasie bytności klientów wypadałoby głośno wyrażać skargi na hałaśliwe i najpewniej obciążone kryminalną przeszłością sąsiedztwo, a po przepędzeniu wszystkich chętnych – nabyć okryte złą sławą studio za bezcen (odzyskać wolność i stać się na powrót przyzwoitą kobietą;)  
Tymczasem ja, BARDZO PROSZĘ, nie dość, że ogarniam mieszkanie przed wizytami zainteresowanych, to jeszcze w pracy do szczętu szargam sobie opinię.

Choć po prawdzie i sabotowanie byłoby bez sensu i prostowanie domysłów kolegów bezcelowe. 
Kto w tym kraju uwierzyłby cygance?
I to jeszcze takiej
będącej wielkim picem
z szarym wejrzeniem
i bladym licem;)

czwartek, 4 kwietnia 2013

Na pohybel!


Masowo odwoływane są imprezy plenerowe.
Żużlowcy odwołują swoje mecze.
Koledzy ogłaszają żałobę na sali z powodu odwołania strzelanki.  
A ptaki odwołują wiosnę i odlatują do ciepłych krajów.

I tylko mały punkt na mapie świata tego broni nie składa
(i nie jest to wcale mała wioska Galów!:)
Ulica Bułgarska w Poznaniu ponoć nie da się ostudzić.
I w najbliższy piątek Pan Trener Lecha ma zgotować drużynie przeciwnej piekło.
we'll see about that

nie bardzo uśmiecha mi się ganianie po stadionach, celem ogrzania zmarzniętych stóp w grzesznym ciepełku, które notabene wcale takim pewnym nie jest. Dlatego zastanawiam się, jakby tu samej dobrać się do kuszących czeluści piekielnych.

Otóż za-sa-dni-czo jestem przeciwna karze śmierci.
Nie przekona mnie żadne nawet gdyby.
Żadne.
Ale raz mogłabym zrobić wyłom w tym prawidle.
Jeśli na krześle siedziałaby ONA - wcisnęłabym guzik bez wahania.
I wydusiła z niej ostatnie tchnienie. 
I dalibóg z radością patrzyła jak kona.

Bo taka łapczywość winna być karana.
Bo trzeba znać umiar.
I za grzechy główne płacić słono.

Dlatego pierwsza ukręciłabym ZIMIE stryczek
I nabożnie skopnęła spod niej stołeczek. 

HOWGH

piątek, 22 marca 2013

wio, wio, wio! wiosna!


Dziś drugi albo trzeci dzień wiosny. Wszystko zależy od tego,  kto liczy.
Choć nie wiem kto i co liczy, bo wiosna na ten świat  jeszcze nie przyszła.
I w ogóle nie wiem, czy jest na co liczyć.

Tymczasem topnieją finanse przeznaczone na odśnieżanie.
Pustka w miejskich kasach niezbicie świadczy, że nie trzeba ciepła, by odtajać.
Śnieg jednakowoż zdecydowanie odrzuca ten materiał dowodowy i, spoglądając na rzedniejące zastępy sip, ostrzy pazura.

A ludzie się gryzą.
I ludzi gryzą wątpliwości,
bo czy wielki tydzień przeznaczyć na jaj malowanie,
czy na choinki ubieranie?

Ze swej strony
Apeluję o zachowanie ostrożności i dostosowanie świątecznego nastroju do warunków atmosferycznych panujących za oknem.  
Zbyt duże rozdźwięki
są źródłami męki!

A gdyby tak wiosna urodziła się 19tego marca?
Piotr Reiss wręczyłby jej dożywotni karnet na mecze Lecha!  
Ale nic z tego. Na murawie przy Bułgarskiej żaden pierwiosnek ni stokrotka nie wzejdzie.
Karnet przypadł już Wojtusiowi.
Niestety Panowie Piłkarze, ktoś musi Wam to powiedzieć:  KIEPSKO TO ŻEŚCIE ROZEGRALI. Nie pierwszy raz, dobrze wiemy.
Ale teraz konsekwencje chybionego czynu marketingowego będą srogie:
Wszystkie mecze na lodzie
i w zimowym chłodzie.

Wojtuś to Wam jeno mrugnięcie iskierki załatwić może.

Strategia Panowie!
Strategia i taktyka,
Jak zwykle Wam to umyka!

wtorek, 19 marca 2013

Kropka


Ponoć centrum handlowe plaza jest blisko. Ponoć.
Trudno mi to orzec na pewno, gdyż nigdy nie miałyśmy przyjemności.
Zresztą fakt, iż nie złożyłam jeszcze tej pani konwencjonalnej wizyty, wg moich znajomych, jest karygodnym zaniedbaniem, a może i nawet obyczajowym skandalem.

Choć
gdyby plaza miała kropkę nad zet
a nie tyko nad „i” (co się zdarza w dwóch przypadkach!),
To już dawno byłybyśmy w zażyłych kontaktach
A tak:

- fajnie, masz teraz plazę na wyciągnięcie ręki.
- noooo….
*
- i co, byłaś już w plazie?
- nie
*
- byłaś w końcu w tej plazie?
- nie
*
- i co? Pewnie jeszcze nie byłaś w plazie?
- jakoś nie ma okazji.
- przecież ona jest tak blisko
- no nie wiem, czy tak blisko. Jakoś mi się w oczy nie rzuciła
- na pewno widać ją z twojego okna
- nie, nie widać
*
I tak by to pewnie trwało
ale oto wczoraj
jestem podwożona.
Jedziemy.
- no dobra, to co robimy? Do ciebie się skręca? Czy prosto?
- nie wiem. Nie wiem, gdzie jesteśmy. Od tej strony nigdy jeszcze nie jechałam.
- a nie widzisz stąd czegoś charakterystycznego?
- nie, niczego nie rozpoznaję.
.
.
.
- to ostatni moment, kiedy mogę skręcić. Więc jak?
- nie wiem, nie wiem, nie wiem…
- no proszę cię!
- naprawdę nie wiem, ciągle nie wiem gdzie jesteśmy…
- rany! przecież TO rozpoznawalny punkt!
- tak? ja go nie znam
- jak to nie?! Przecież TO JEST PLAZA.
- O zaraza! (ekhm .... dzień dobry, bardzo mi miło) ALE MNIE TU NAPRAWDĘ JESZCZE NIE BYŁO.
-?!

Zatem uścisk dłoni już za nami.
I choć nadal o sobie powiedzieć możemy niewiele
to ośmielę się wyrazić nadzieję, że skoro
znam już z widzenia tę iskrzącą się boję -
w betonie miasta tego już chyba nie utonę.
:)

czwartek, 14 marca 2013

Kardynalski kop


Odkąd nie mam telewizora, w sieć netu wpadam tylko w pracy, a radio słucham brzuchem lub jednym uchem -
jestem w rozmowie stroną bierną.
stale zagadywana i o czymś powiadamiana. 

Dialog ze mną, zaraz po powitaniu, naturalnie przekształca się w monolog. Zachwycam nawet najbardziej wybrednych mówców. Nie ma lepszego słuchacza ode mnie. Ciągle się dziwię i daję się łatwo zaskakiwać. Każda wieść robi na mnie nie lada wrażenie. Każda w mym uchu jest świeża i  jędrna. Nawet te nowiny, które już dawno we wszystkich oczach straciły kolor i blask, a w ustach wszelki smak - dla mnie wciąż są prima sort. 

Ale czasem mam dość tych zwietrzałych newsów i przeżutych po sto razy rewelacji.
Czasem nachodzi mnie apetyt na żer z pierwszej ręki.
Czasem mi się marzy rola jaskółki.

Z najnowszej biografii Kanclerz Niemiec wynika, iż jej dziadek ze strony ojca urodził się w Poznaniu.
- niesamowita sprawa! – mówi do mnie radio w tej chwili, gdy akurat nastawiłam ucho – czy to nam pomoże?

No nie wiem.
- czy to nam w czymś pomoże, czy zaszkodzi?

Nie wiem
Jeśli chodzi o mnie, to nie zaszkodzi, a nawet może pomoże:) mi odzyskać status osoby zorientowanej i na czasie.
Choć na chwilę.

Dziś od rana szykuję się do wycierania gęby niedoszłym polskim nazwiskiem panieńskim Pani Merkel. Trzymam je w pogotowiu i, zaprawdę powiadam Wam!, pokładam w nim wielkie nadzieje. 
I oto właśnie nadchodzi moment pierwszego natarcia:
- cześć
- cześć
- ej – zagajam od razu, bo nie ma co czekać na naturalne uwolnienie tematu - a słyszałeś, że dziadek Angeli Merkel urodził się w Poznaniu?
- taaaaak?
- no, w radiu wczoraj mówili…
- a to nie słuchałem… myśmy wczoraj cały wieczór oglądali Franciszka.

Achaaaaa… i już wiem, że przesuwam się na złą stronę. Już przeczuwam…moja rola herolda właśnie się kończy, choć nawet jeszcze się dobrze nie zaczęła. Zaraz znów będę spożywać owoc poznania nadgryziony i obśliniony przez świat cały.

- Jakiego Franciszka?
- No PIERWSZEGO, nowego papieża.

?!

Tak oto kardynałowie skopali mnie za kulisy.
Macie dla mnie jeszcze jakieś dobre newsy?

wtorek, 22 stycznia 2013

Dane


827 km ulic mają do odśnieżenia poznańscy drogowcy

Gepard potrafi osiągać prędkość do100 km/h.  Choć na zasnutej śniegiem drodze, pełnej zasp, bez żadnej przynęty  i do tego z sipą w łapach nie pyszniłby się takimi wynikami.

Poznańskim drogowcom daleko do geparda.
Tak na oko dzieli ich 14 tys. km.

Byłoby genialnie, gdyby ktoś nagle odkrył (niczym astronom planetę) takiego dajmy na to: Żarłacza Zimowego - pogodne bydlątko żywiące się śniegiem. Nie dość, że niedrogim utrzymaniem przebiłoby ono kozę, to korzyści płynące z hodowli tego zwierza byłyby nie do oszacowania.

Każdej zimy poznańscy drogowcy, niczym juhasi, wypasaliby stadka żarłaczów na ulicach miasta. 

Z pozytywnych liczb, to mam dla Was
48
o 48 minut jest już dłuższy dzień.

Ponoć ten, kto jest w stanie skupić na czymś swoją uwagę przez 48 minut
- dostąpi oświecenia.
Tak rzekł Mistrz Dżainów Mahawira
Skoro był Mistrzem - WIEDZIAŁ.
Więc nie traćcie dnia!
Połączcie przyjemne z pożytecznym
I skupcie się na odśnieżaniu.

czwartek, 3 stycznia 2013

Poste restante


Mój Drogi,
nudzą mnie już Twoje ciągłe żądania i mierzi Twe wieczne niezadowolenie.
Cokolwiek bym nie zrobiła - Tobie jest źle.

Wszystko krytykujesz, wszystkiego się czepiasz i głośno strofujesz każdą mą słabostkę. A czy to ja? – pytam - Tylko ja jestem winna zaistniałej sytuacji? 
Nieustannie dowodzisz, że chcesz naprawić więź między nami, ale tak naprawdę niczego nie oferujesz, prócz, OCZYWIŚCIE!, kolejnej porcji przekleństw. Nawet nie zauważyłeś, że nasze łoże od dawna jest li tylko łożem boleści.    

Nie mogę tak dłużej. Jestem sterana. Mój terapeuta powiedział, że, by odzyskać pewność siebie i rozkwitnąć, koniecznie muszę zacząć się cenić. Dlatego POSTANOWIŁAM: od stycznia roku tego bieżącego kładę kres tej niezdrowej relacji (z Tobą, nie z terapeutą!).

Wiedz, że ze swej strony zrobię wszystko, by uniknąć Cię na mieście. Ale jeśli pomimo to wypadnie nam się zetknąć, UWAŻAJ!!! - spotkanie to będzie Cię drogo kosztować.

Więc lepiej nie szukaj ze mną kontaktu

ja w nasz związek już nie wierzę
Mój Ty Szkaradny Pasażerze!

……………………………..(Twa) Najdroższa Komunikacja Miejska


piątek, 9 listopada 2012

Dzień dobry, czy pan zapłacił już za psa?


Codziennie w drodze do pracy zmuszona jestem przecinać nożycami nóg swoich mały skwer.
Czynię to zawsze z duszą na ramieniu, gdyż i bo każdego ranka spotykam tam hasające dwa wielkie psy, których właściciel jest zbyt leniwy, by o świcie ze smyczą ganiać razem z nimi.
Duży pies w moim słowniku zaczyna się od chihuahua, więc wyobraźcie sobie grozę jaka mnie ogarnia, gdy nadziewam się na dobrze wykarmionego wilczura - guten tag - niemieckiego pędzącego pod ramię z, zaprawdę gargantuicznym!, golden retrieverem. Oba pląsają sobie beztrosko, aż ziemia dudni, a ja na paluszkach niosę swą głowę na tacy szyi z modlitwą, by te potwory się na mnie nie rzuciły:)

Pies jest najlepszym przyjacielem człowieka.
Ja, nie chwaląc się, znam lepszych. 
Nie gryzą, nie opróżniają się na trawniku i nigdy na mnie nie szczekają.   

Nie sądzę, by kiedykolwiek dane mi było zadzierzgnąć tę tak głośno opiewaną więź z tym stworzeniem.

Mówią mi, że nie wiem, co tracę.
Być może.
Ale bardzo dobrze wiem, ile zyskuję.
55 złotych rocznie
A jeśli dołączymy do tego me oszczędności na papierosach
No
To naprawdę
spokojnie mogę w ten weekend pozwolić sobie na zakup świętomarcińskiego rogala:)
A gdyby wprowadzono podwyżkę podatku za psa
to rogali kupiłabym, śmiało!, z kilogramy dwa!!!


środa, 7 listopada 2012

Niekochana


Po krótkim świątecznym czasie, w którym to w drodze do pracy byłam torpedą, rakietą… ŚWIATŁEM!; Po tych kilku chwilach szpanu, przyszedł czas posuchy. Oto nowy rozkład jazdy MPK zasiadł na tronie i w pierwszym królewskim odruchu ośmielił się zdegradować mnie do pozycji refleksyjnego ślimaka. REFLEKSYJNEGO! Jeśli z prawdziwą empatią wspomnicie mą wcześniejszą godność pocisku, to poczujecie wyraźnie z ilu stołków spadłam.
Teraz rącza jazda do pracy przeszła w ciężki chód robotniczy.
W strugach deszczu i pod wiatr, oczywiście!, bo pogoda, podobnie jak nowy rozkład, mi nie sprzyja.

Ponoć, kto kocha, nie będzie kazał ci czekać.
JEDNAKOWOŻ,
współgrając z innym powiedzeniem,
jeśli ty kochasz, to i tak poczekasz

W ciągu minionych dni dowiodłam swej bezgranicznej miłości do komunikacji miejskiej,
niestety równocześnie dowiedziałam się,
że nie mam co liczyć na wzajemność.

Więc leżę teraz ledwo żywa
Taka odrzucona,
bezlitośnie mentalnie skopana
I nic mnie nie obchodzi,
że wygrywa Barack Obama

:P

środa, 31 października 2012

Halloween


Bliskość pierwszego dnia listopada gwarantuje mi ekspresowy dojazd do pracy, gdyż i bo na mojej służbowej trasie, której ostatnim przystankiem jest cmentarz, pojawia się mnóstwo dodatkowych połączeń. 
Od wyboru, do koloru.  
Żyć - nie umierać! 
że tak stanę w progu świątecznego nastroju:)

ps. dla zainteresowanych
– nie, nie jestem grabarzem.

piątek, 26 października 2012

Za oknem


liście butwieją, a ja piszę dzień dobry, coby nie wyglądało, że zmarło mi się na katar. Chociaż w sumie to nie zauważyłam żadnych oznak niepokoju z Waszej strony, wielkie dzięki!;)

A ja nie dość, że ozdrowiałam, to po długiej przerwie powróciłam na blokowisko. I oto znów z obcymi ludźmi dzielę drzwi, klatkę schodową, ściany i sufit.
Poza wsłuchiwaniem się w odgłosy wieżowca, który wzdycha, gra na fortepianie, gada, szczeka, szumi i trzaska drzwiami…  sprawdzam, czy można wkupić się w łaski czasu. Czy można nałapać go, napchać nim po brzegi kabzę i zyskać co nieco rezygnując z dojazdów i zamieszkując w mieście, w którym się pracuje.
Wg wstępnych obliczeń zysk winien być spory i nie do przecenienia. Choć na razie, po dwutygodniowej obserwacji, żyły czasu nie odkryłam, ale cierpliwości! Mój eksperyment trwać będzie całą zimę. A potem zrobi się tabele, zestawienia i wykresy, podda się całość wnikliwej analizie i wyciągnie wnioski.
Najważniejszą, i już zauważalną!, korzyścią jest przyjemność niekorzystania ze zubożałej ostatnio oferty PKP.

A poza tym…
idzie zima.
Idzie!
Czyli, że się jej nie spieszy
I jest nadzieja, że się spóźni.

piątek, 13 lipca 2012

(r)Ewolucja


ja tu gadu gadu o burzach i deszczu
a tymczasem na poznańskim dworcu wykonano wyrok śmierci na panu anonsującym pociągi.
Nie wiem, kto pierwszy rzucił kamieniem, jakie niepodważalne argumenty padły do stóp wysokiego sądu i w końcu jak wprowadzono w czyn ostateczną karę?
Ale wiem, że skazany był jednym z najlepszych konferansjerów  jakich miałam okazję słyszeć i niejeden lektor winien mu ( językiem!) buty czyścić.
Pociąg mógł być opóźniony, peron zmieniony, a skład źle podstawiony... ale głos był zawsze dokładny i wyraźny. I oto ta jedyna rzetelna rzecz w tym grymaśnym przybytku właśnie poszła pod mur.

Nie byłam na to przygotowana. Jeszcze przedwczoraj go słyszałam, odprowadzał mnie na właściwy peron, jak gdyby nigdy nic, a dziś taka tragedia... niczego nie zauważyłam. Nie prze-czu-wa-łam. Głos nawet mu nie zadrżał. Profesjonalista do samego końca...

A teraz z dworcowej ambony – będziemy słuchać Ivony.

Wyobrażam sobie mały rozstrój wśród feministek.
Część świętuje! Opór w Poznaniu złamany! Nareszcie kobieta przy mikrofonie! Reszta zaś podniecona zwiera szyki. Kobieta ma przecież więcej do powiedzenia, niźli tylko (z góry podyktowany!!!)  czas odjazdu pociągu.

Ale zostawmy Poznań,
bo podejrzewam, że sęk tkwi w drzewie w Wielkiej Brytanii,
w której to
Badacze z Królewskiego Towarzystwa Ogrodniczego stwierdzili niezbicie, iż
sadzonki pomidorów rosną szybciej, gdy przemawiają do nich kobiety, a nie mężczyźni".
Warto tu dodać, że niektórzy z dżentelmenów, biorących udział w doświadczeniu  KTO, byli tak bardzo kiepskimi lektorami, że rośliny, które zostały skazane na towarzystwo ich głosów, czuły się gorzej od tych wzrastających w ciszy (sic!):)

Czy Ivona dorówna praprawnuczce Karola Darwina, której roślina
była o 5 cm wyższa od sadzonki najlepszego ogrodnika płci męskiej?

Podróżujące PKP flance z niecierpliwością czekają czasu zbiorów. 
Ja również.

Stay tuned:)