Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PKP. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PKP. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 16 lipca 2015

Na krawędzi


Na peronie pierwszym, na ażurowym niebieskim metalu, kiepsko udającym nowoczesną ławeczkę, strudzeni podróżni złożyli swe znękane tułaczką ciała. Czekali na pociąg, gdy nagle chmura, która czujnie nad peronem wisiała, w pół pękła i chlusnęła w nich całą zawartością nabrzmiałego brzucha swego. Boleśnie otrzeźwieni, zerwali się gwałtownie na nogi.

Należała im się ta pobudka! Byli biedacy już tak sterani i odrętwiali, że nawet nie zorientowali się, że zajmują miejsca zaprojektowane nie dla nich, a dla podróżujących romantyków ROMANTICS ONLY, którzy w oczekiwaniu na kolej (Każdy to wie!) ochoczo wybierają spoglądanie w gołe niebo (a choćby i usłane grubą warstwą chmur!) niźli wlepianie wrażliwego oka w surowy beton sufitu. Z myślą o tych błędnych rycerzach umieszczono na peronie ławeczki tak, by dach okrywał je ledwie do połowy. Marzycielom przecież deszcz nie straszny; deszcz jest nastrojowy; deszcz jest liryczny, fan-ta-sty-czny… dajmy go tym, którzy go łakną, a przy okazji (bo co dwie sroki to nie jedna) dowiedziemy, że nie tylko Bracka w Krakowie poszczycić się opadem może. 

Owi nieszczęśnicy, którzy ufnie zasiedli na peronie, licząc na odpoczynek podczas aury dozowanej w płynie, co tu kryć, dość szczodrze, stanęli przed dylematem deszcz lub śmierć. Bo dokąd tu iść? Gdzie się skryć, jak czekać trzeba? Z jednej strony wielka woda, z drugiej suche, acz złowrogo połyskujące, ostrze szyny. I jeden wspólny mianownik, gdyż i bo gdziekolwiek by swych kroków nie skierowali i tak zostałaby z nich ino mokra plama. 

Wobec tego, ci przyziemni miłośnicy suchego obuwia i nie zawilgłej odzieży, podjęli decyzję, której zaprawdę nie powstydziłby się żaden Werter, i jak jeden (romantyczny) mąż stanęli (wbrew nadawanym wciąż komunikatom) na czerstwej krawędzi peronu. Bo prawdziwy bohater, UMÓWMY SIĘ, woli drżeć ze strachu, niż z wilgotnego zimna!    
Ale wróćmy do aranżacji strefy ruchu i spoczynku na peronie pierwszym dworca poznańskiego. Jej autorów pragnę poinformować, że niestety wśród osób licznie zgromadzonych wczoraj we wspomnianym miejscu nie odnotowałam obecności ni jednego donkiszota, który oddawał by się rozkoszy przemakania. To dalej każe mi przypuszczać, że Wasze talenty projektowania przestrzeni dla ludzi, nie przewyższają moich zdolności do stąpania po wodzie.   

Wczoraj pozbyłam się złudzeń (jeśli jeszcze jakiekolwiek na dnie serca miałam), iż numer peronu ma coś wspólnego z wysoką renomą. Nie. Nie ma. Jednakowoż bardzo możliwe, że w granicach dworca obowiązuje nomenklatura szkolna.

Jesteś nieprzygotowany! Jedynka! Siadaj!

… tylko najpierw sprawdź, czy nie zanosi się na deszcz!


PS. zaniepokojonym czytelnikom powyższych słów donoszę, iż mimo wszystko wczoraj obyło się bez ofiar.    

niedziela, 28 czerwca 2015

Poniedziałkowy strajk odwołany!

Poniedziałkowy strajk odwołany!

- krzyczą Przewozy Regionalne na fejsbuku.

Pod (dworcową) latarnią najciemniej (wiadomo! żarówki zawsze wybite!). Jakie to szczęście, że wystaję w jej cieniu każdego ranka i popołudnia. O strajku dowiedziałam się tak późno, że nim jakikolwiek neuron zdecydował się rozdrażnić mój lichy układ nerwowy, podając tę wieść dalej - protest odwołano.   

To oczywiście słuszna decyzja, tym bardziej, że przecież kolej strajkowała po włosku tydzień temu w piątek, na mojej trasie. UMÓWMY SIĘ, jeśli podróż na odległość, cytując za biletem: 36 km trwa ponad 3 godziny, to każdy podróżny, nawet ten, którego znajomość języka romańskiego zaczyna i kończy się na buongiorno, zrozumie tak rozwlekłe wystąpienie.
  .
No ale puśćmy to w niepamięć. W końcu jesteśmy wielkoduszni. Lubimy Włochy. A pociąg jest nam niezbędnym narzędziem pracy codziennej i w dodatku jutro mężnie wyjedzie z garażu na tory i to, jak szumnie zapowiadają Przewozy, „zgodnie z rozkładem jazdy”

Nie do końca rozumiem tę ostatnią kłamliwą deklarację, ale i to szachrajskie zagranie puszczam mimo uszu i odprawiam tego szulera, miłosiernym kołataniem w konfesjonał, bo w końcu są inne poważniejsze problemy na świecie, jak na przykład ten, że w czerwcu, w jednym z najdłuższych dni w roku, o godzinie przedpołudniowej, w domu ciągle panuje listopadowy mrok.

„Lato, lato, lato czeka…”
Tylko nikt nie wie gdzie. Za którym wegłem? w której uliczce? i na co? NA CO ono tak czeka?

Na pociąg?

Jako stary gracz, wiecznie tkwiący w fazie strat, wietrzę problem.
Bo wprawdzie, jutro „pociągi Przewozów Regionalnych wyjadą na trasy zgodnie z rozkładem jazdy.” JEDNAKOWOŻ, czy aby zgodnie z rozkładem na miejsce dotrą?

Tego, nawet te kolejowe zbóje, obiecywać się nie ważą.





środa, 6 maja 2015

Odkryj radość podróżowania


- to urocze hasło, którym ostatnio, nad wyraz ochoczo, reklamuje się PKP. 

W kolejowym wykopalisku żłobię od wielu lat. Jestem od stóp do głów utytłana szczątkami tego reliktu, a jednak ciągle, systematycznie i dzień w dzień, z uporem szalonego naukowca, dokumentuję rozbiór tej archeologicznej skamieliny. I wierzcie mi: znalazłam tam już prawie wszystko, jednakowoż radości ani śladu.

Być może skrywa ją, niczym swój skarb najcenniejszy, jądro ziemi?

Wywołana do tablicy, ośmielę się zinwentaryzować pokrótce swoje dotychczasowe odkrycia: 

- Dziurawe buciory. Tych wygrzebałam najwięcej; trepy z podeszwami startymi od niecierpliwego tupania w oczekiwaniu na pociąg; buty ze zjechanymi flekami i wystającymi językami, ledwo dychające, od podbiegania na zmienione w ostatniej chwili perony;  

- Całe kopy zegarków, skądinąd w dobrym stanie, wyrzucone na zmarnowanie, gdyż błędnie zdiagnozowane jako zepsute z powodu uporczywego przyspieszania;

- Stwardniałą warstwę dezinformacji, której młotem wyburzeniowym nie skruszysz; 

- Zwłoki, w różnym stopniu rozkładu (jazdy),  pasażerów potraktowanych zabójczym tchnieniem pociągowych toalet, by nie rzec wprost – szmatławych kibli;

- I wielowarstwowe pokłady, ogłuszających me wrażliwe ucho, przekleństw klientów, którzy uniknąwszy śmierci poprzez uduszenie (patrz tiret czwarte) ostatecznie skazani zostali na posmakowanie całej palety usług kolei.  

Podsumowując: niejedno ziarno piachu w me oko wpadło podczas tej żmudnej pracy odkrywkowej, ale zaprawdę powiadam (i się powtarzam), radości - ni najmniejsza drobina pod powieką mą nie zagościła.  

Każdy naukowiec, nawet ten mikrus we mnie, musi sobie w końcu zadać pytanie, czy dobrze określił problem badawczy? Coroczna odmowa przyznania grantu z Ministerstwa musi dać do myślenia! Czy ja naprawdę wiem o czym piszę? Jakie owoce mogą zrodzić moje nędzne wykopki i dywagacje, skoro wiadomym jest, że
ja nie podróżuję,
ja tylko dojeżdżam.

Ta prosta refleksja obnaża moje głupie zacietrzewienie i zawziętość, wykluczającą obiektywne podejście do tematu, i rzuca nowe światło na nieszczęsne hasło, na jego drugie dno, na którym, o Moi Mili, głęboka prawda spoczywa  
MIANOWICIE
tylko i WYŁĄCZNIE okazjonalność kontaktu z PKP, może stać się źródłem radości i szczęścia; TYLKO sporadyczne, INCYDENTALNE - ocierające się wręcz o nieistnienie – obcowanie z PKP, zwane dalej podróżą, daje nam szansę* na czerpanie przyjemności. 



*) nikłą i ewentualną, ale możliwości zaistnienia odmówić jej nie można.


sobota, 11 kwietnia 2015

O ogrzewaniu, gotowaniu i dobrych radach

Przewozy regionalne biją się o Złote Żebro Kaloryfera. 
Jest to prestiżowa nagroda dla jednostek przekazujących ciepło. W czasach, kiedy tak łatwo lodowacieją, kruszą się i łamią relacje międzyludzkie, gdy klimat okrutnie się wychładza, oto są firmy, które rozpalają atmosferę. Oczywiście nie ogrzeją całego świata, ale czyż każde jedno serce rozmrożone, do życia i miłości pobudzone, w pomieszczeniach pozostających pod ich opieką,  nie jest na wagę złota?
To krótki wycinek ze statutu konkursu, którego rozwiązanie już niedługo.

Wyobrażam sobie to wszystko, topniejąc w drodze do pracy.
5 minut jazdy i już pyrkoce krew w sercu moim i wrą płyny we wszystkich naczynkach…  

Kolej, gnając w peletonie wyścigu, właśnie przycisnęła pedał gazu. Pięknie rozwija prędkość, zwiększając emisję gorącego powietrza w swych wagonach. Zdaje się, że nie wykorzystano wszystkich zapasów przewidzianych na tę zimę (która okazała się być dość lichą), dlatego teraz koniecznie trzeba zaległości nadrobić i pozostałości magazynowe upłynnić. 

Pociąg, odkąd wiosna wspięła się na tron, oferuje nam w cenie biletu poranną saunę.

Gdy o świcie na zewnątrz ledwie do 5°C
Temperatura powietrza w przedziale sięga 45°C
Choć w dolnych partiach, przy podłodze, możemy mówić o podwójnej dawce żaru.
Moje nogi, które zajmują miejsce pierwszej klasy tuż obok grzejnika, pławią się w 100 stopniach.
To doprawdy cud, że moje ubrania (rygor prania do 30°, pod groźbą utraty kroju i koloru) jeszcze się nie zdeformowały, a notatki i książka- ogniem nie zajęły. 

Nóżki gotowane w rajstopach. Cuits jambes en collants... Oui, oui, oui… Mesdames et Messieurs, oto w jak wykwintne pyszności jestem zaopatrywana podczas jazdy. Aby nikt w ten bezcenny specjał swych zębów nie zagłębił (toć na zegarze pora śniadaniowa – więc żadna trudność spotkać głodomora), po opuszczeniu pieca, przebieram rozmiękłymi kończynami co sił w kierunku przystanku tramwajowego.

- Co robić? – zapytuję– by któregoś ranka w lepką breję na dobre się nie obrócić?
- Zacznij biegać – proponuje Haruki Murakami.
- Kup samochód – radzi Jeremy Clarkson.
- Polecam rower, raczej. Jeśli oczywiście nadal chcesz dojeżdżać do Poznania – mówi prezydent Jaśkowiak.

Dzięki Panowie.

To może i ja pokuszę się o inwencję
I poproszę konduktora o interwencję.
Złotego Żebra wtenczas nie zdobędą,
Ale me serce podbiją na pewno. 

piątek, 3 kwietnia 2015

Czy to jawa, czy sen?


Bardzo chce mi się spać. Choć zdaje się, że przez chwilę byłam przebudzona… To  jazda pociągiem musiała mnie z powrotem ukołysać, następnie tłum poniósł mnie na przystanek, wtłoczył w tramwaj, w którym ponownie zapadłam w głęboki letarg… a dalej… dalej dokładnie nie pamiętam, co się stało, ale jakimś cudem, które zdarzają się mającym szczęście somnambulikom, dotarłam cało do pracy. Tak to musiało się jakoś gładko i wartko potoczyć, bo właśnie ocucił mnie służbowy telefon.
Ale pewnie tylko na chwilę.
Bo leżę na biurku i nadal bardzo chce mi się spać.
A pragnienie to potęguje zbliżająca się kolejna zmiana rozkładu jazdy pociągów.  Doszły mnie słuchy o niej, choć skrada się cichuteńko, na paluszkach, ale  już ja dobrze wiem, że to nie z wrodzonej delikatności; bo, niestety (to już pewne) za pół miesiąca tupnie mi ona o brzasku tuż przy głowie i wrzaśnie, że oto nadszedł czas na pobudkę.
15 minut wcześniej.
15 minut wcześniej RANO.
Jakby to zważyć i opisać, by  tym specom od rozkładu uprzytomnić, że to niemało? że to szok, że od groma i bez liku minut nam zabierają? 15 minut! To kupa (czasu), którą mam ochotę ich obrzucić… 

Oni pchnęli pociąg kwadrans wcześniej o świcie
A mi przed oczami stanęło całe życie

Nie mogę o tym spokojnie myśleć.
Idę spać
Dobranoc

piątek, 21 listopada 2014

Nomen omen

Japoński pociąg osiągnął prędkość 500km na godzinę.
Myślę o tym, jadąc do pracy. Myślę o tym niespiesznie. Właściwie dumam. KONTEMPLUJĘ. Powoli. Mam 36 km przed sobą i czas.  Dużo czasu. Przez najbliższą godzinę nie pokonam nawet połowy drogi.

Pociąg skrzypi i trzeszczy. Kolebie się łagodnie i co chwilę przystaje.  Jakby spacerował po torach w, podobnym do mojego,  refleksyjnym nastroju. Jakby maszynista tkwił za ostatnim wagonem i mozolnie go pchał.

Wszyscy wzdychamy ciężko pod wpływem tego wyobrażenia nie- do- wyobrażenia.

Pośród chrzęstu  starych stalowych kości zda się słyszeć nasze przekleństwa.
Klniemy i narzekamy.
PKP
Ech ta PeKaPe.  
A obelgi nasze trafiają donikąd, bo adresat przecież nie istnieje.
- już dawno nie ma PKP.
- nie?
- nie, teraz są Przewozy Regionalne.

 PR

Pe eR

Choć słuszniejszą wymową tego skrótu byłoby
PRrrrrrrrrrry

doprawdy wydaje się to dźwięczniejsze i, ze wszechmiar!, celniejsze.
Bo też nie zdarzy się wpaść w galop kolejce,
Której w samej nazwie ściąga się już lejce.



Bywajcie!

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Bezwstydna



Źródłosłów: tutajtutaj


To wyróżnienie  ją zaskoczyło
 - JA MIANOWANA MAKABR()Ą ?!
Ja -  taka potężna, MO NU MEN TAL NA?
Dla mnie ta nagroda ze wszech miar koszmarna?

- Jak tak można? Kobiecie?! Co z tego, żem z betonu?!
– łkała Pani Galeria cichutko, po kryjomu
i silnymi strumieniami lała się z niej woda,
aż sufit się zawalił!
Lecz szkody tej nie szkoda.

Choć zniesławionej serce się złamało,
To tutaj - Nikomu nic się nie stało
oświadczył kapitan straży pożarnej,
nie widząc Galerii rozpaczy czarnej.

A i żałoby nikt nie ogłasza, tylko pretensje,
bo dlaczego zniszczenia  JEDYNIE na drugim piętrze?
bo dlaczego nie zapadła się pod ziemię cała?
Wstydu nie ma!
Ta nie warta Poznania zakała!

środa, 22 stycznia 2014

Precedens


Elżbieta Be, minister infrastruktury, własną piersią postanowiła przesłonić nieudolność PKP. Zdecydowała się ona być bardziej skandaliczna od spóźnień pociągów i bardziej niż wagony kolei oziębła.
Kiedy w listopadzie wstępowała na tron, niejeden myślał, że transport krajowy owionie rześki wiatr odnowy. Toć po nominacji pani minister mówiła, że ma tatuaże… no i że o podróżnych dbać będzie bardziej niż o swe apanaże. Tymczasem, bardzo proszę, przyszło sześć stopni z minusem (a, bądźmy rozsądni!, zbójnicy to słabi i przez niejedną prognozę gromko zapowiadani), gdy kolej znów z torów ścięło, a pasażer został zignorowany.

I co na to pani minister?,
Ta z tatuażem, co to miała na transport kręcić bat?
Zacytujmy tu może:
Sorry, ale taki klimat!

 - Ale jak to? – gorzko się ktoś żali -
 Ja za bilet płacę: majątek plus VAT!!!
 - Pasażerze – twa minister mówi -
nie kłamię! sorry, ale taki klimat.

 - Usprawiedliwiłem swe spóźnienie - opowiada Wacek K.  /podróżny/ - mówiąc do szefa: taki klimat…
 - i co? - temat drążę.
 - Zostałem zwolniony. Problemów z PKP już nie mam.

Więzień za kratą też się zadumał,
Bo, kto wie?, czy poszedłby do paki,
gdyby tak wtedy prosto z mostu rzekł: 
Wysoki sądzie! Sorry! TU KLIMAT TAKI! 

niejeden też mąż, co żonę zdradził, 
bo przyszła mu chęć na amory.
Swym dzieciom teraz gładko tłumaczy:
A bo tu taki klimat,
NO SORRY.

- a wy, o pani Modigliani!, kosztorys już dla mnie macie?
- czyś pan oszalał?! Mam zliczać koszty?! Tutaj?
W TAKIM KLIMACIE?!

środa, 2 października 2013

Wymysł*


Nim się obejrzeliśmy
lista terytoriów niesamodzielnych ONZ powiększyła się o jedną pozycję.

25 października przejścia graniczne otwiera Poznań City Center. Malutka, brytyjska (jak wnioskuję) kolonia położona na terenach dworca kolejowego w Poznaniu.

Powierzchnia całkowita handlowo – usługowa: około 60 tysięcy metrów kw.
Powierzchnia wód śródlądowych zamknięta w kilkunastu toaletach.
Klimat sztucznie regulowany, umiarkowany ciepły, bez opadów.
Religia dominująca: konsumpcjonizm

Do przekroczenia granicy wystarczy  portfel. Jego zasobność wyznaczać będzie turystom na bieżąco indywidualne trasy pomiędzy wiodącymi na pokuszenie mini -dzielnicami. 

Waluta: euro lub/i złoty.

Język urzędowy obowiązujący: angielski.

Wprawdzie plakaty nawołują do odwiedzania centrum po polsku, ale jest to ukłon wyrachowany i co do centymetra zimno wymierzony. Ewidentna przynęta na tych, co to w gębie mają tylko język ojczysty. 
A’PROPOS
Długo trwały dyskusje nad miękką spółgłoską uparcie tkwiącą w mianowniku pierwszego członu nazwy tego państwa w państwie. WTF?! – powtarzali uparcie imperialiści, żądając zniesienia nie dającego się im okiełznać dziwnego przecinka. Koniec końców, po burzliwych debatach, umieszczono nad eN ekstrawagancki myślnik. Kreskę stabilną. Poziomą i prostą. Kompromis ten to świetne zagranie marketingowe. Takiej litery nie ma w alfabecie. Wnosi więc ona do nazwy słodki element egzotyki. Bardzo kuszący. Wobec takiego detalu Polak nie pozostanie obojętnym, gdyż i bo od wieków bez umiaru chwali wszystko to - co cudze i w tym - co obce - wysoce się lubuje. 

Na uroczystą galę otwarcia granic tyciego kraju o wysokim PKB szykuje się też jego najbliższy sąsiad (albo sublokator – do końca to jasne dla mnie nie jest) mianowicie: PKP, która już zapowiada na ten dzień opóźnienia wyjazdów pociągów z miasta. Zrobimy wszystko, by  umożliwić pasażerom spokojne zwiedzanie tego pięknego centrum. A ponieważ wielkość obiektu urodzie jego ogromnej nie ustępuje  - na godzinnym poślizgu w rozkładach jazdy się nie skończy. Tak mniemam.



*)Wpis zawiera dość dużo elementów z wyobraźni  autora
ACZKOLWIEK, nie wiadomo, czy fantazja ta naprawdę jest chora
:)

niedziela, 29 września 2013

Kosmitka w pociągu


- przepraszam pana, czy to miejsce jest wolne?
- …
- to miejsce jest wolne?!
- …

Oczywiście zawracam mu głowę. Wyraźnie jest urażony, a Ona rozpostarta obok niego, niemo (zaprawdę w korcu maku dobrani!) podważa zasadność mojego pytania. Wiem, że z jego punktu widzenia tylko Ona ma święte prawo zajmować to miejsce. Ale nie ustępuję. To mnie tutaj ustąpić się winno. Umówmy się. Jestem słuszniejszej postury i, gdyby tylko chamstwo było moim drugim imieniem, mogłabym tę flądrę zwalić na podłogę jednym ruchem, ZWŁASZCZA, że to ja mam rację i palma pierwszeństwa niezawodnie mi się należy. Jestem tego pewna. Więc nie odejdę dopóki nie zdobędę Jej pozycji. SIEDZĄCEJ! Więc nalegam. Ciągle grzecznie, aczkolwiek coraz zwięźlej: 
- WOLNE?!
- …
Patrzy. Naprawdę wciąż tylko patrzy (na moje czułka, zieloną karnację i pomarańczowe włosy ….? Doprawdy trudno orzec) I gdy szykuję się do kolejnego bisu, on nagle zaczyna się krzątać. Bez słowa w końcu robi mi miejsce. Zabiera z siedzenia tę cholerną torbę i obrażony ładuje ją na półkę bagażową. 

Nareszcie!
Siadam na tym wymęczonym szczycie podium.  
No i oczywiście wiem
Tak wiem
jam też jest torba jedna:)

ale ja ciężko płacę za bilet miesięczny
A ta teczka mniemała,
że by być w podróży
Wystarczy się tylko z dyplomatą zaręczyć.

Jednak w pociągu (nawet jak masz przy sobie dyplomaty łapę)
bez swojego biletu - pozostajesz pasażerem na gapę.


:)


środa, 11 września 2013

Kupa śmiechu


Są wytworne, wykwintne, no i balowe
ślubne, poranne i wieczorowe…
są brzydkie i są śliczne,
i są, że się wyrażę,
toalety publiczne.

Na ścianach starego dworca w Poznaniu zawisły plakaty o treści:

Poznań NOWY Główny
Zaprasza do zaskakujących, pachnących,
wesołych toalet w budynku nowego dworca.

Tablice te każą mi przypuszczać, że intensywna reklama nowych kas nie podziałała.
Teraz Poznań NOWY- ziejący pustkami
Zaczyna nas kusić toaletami

WESOŁYMI

Czyli
wyposażonymi w urządzenia sanitarne służące rozrywce?

Takie Miasteczko Wesołe
T O A L E T O W E?

W pierwszej chwili liczyłam na wesołą babcię klozetową. Drobną panią chichoczącą serdecznie i raczącą klientów anegdotami lub ze swego życia radosnymi wyjątkami.
Przypuszczenie to spaliło jednak zaraz na wejściu, gdzie nie zastałam nikogo, prócz Pani Bramki Obrotowej, którą ewentualnie, przy sporej dozie poczucia humoru, można by wziąć za karuzelę. Ale ponieważ podczas przekraczania progu wesołego przybytku, byłam wielce zaaferowana obsługą nieznanego mi mechanizmu, które opróżniało mi kiesę - nie bardzo się ubawiłam. 
Brnęłam jednak dalej.
Czystość i brak zniechęcających woni – to raczej rzecz oczywista w nowych, świeżo powstałych pomieszczeniach. Tego oczekujemy i się spodziewamy, więc nie byłam zaskoczona zastanym ładem i wszechobecnym automatyzmem. Aczkolwiek zdziwiło mnie, że w tych tak nowoczesnych przestrzeniach papier toaletowy - wciąż ten sam. W ogóle nie okazały. Zwykły i szary. I wciąż naszej ręki wymaga (łamaga!). W przeciwieństwie do nadpobudliwej spłuczki, która aktywnie odwraca uwagę od bierności papieru i ochoczo wyręcza klienta (nawet w czczych momentach!).
Zawitałam w kabinie nie tyle z potrzeby fizjologicznej, co garderobianej (powiedzmy, że musiałam zmienić imidż). Zatem choć sedesu, klnę się!, nie tknęłam, to i tak woda, jak szalona, brzeg jego rwała i regularnie (co pół minuty, panie!) silnym strumieniem obmywała.
Pobudziło mnie to do rozważań ekologicznych i ekonomicznych.
W żadnej mierze nie optymistycznych.
I choć, obok wody, w tle leciała też i muzyka, nie pamiętam ni nuty z otrzymanego w pakiecie akompaniamentu. 

Oj dana, dana.
byłam ciągle NIE-ROZ-RA-DO-WA-NA.

Nastroju nie poprawił mi też automatyczny kran i samoczynny dozownik mydła (choć zazwyczaj, zaprawdę!, boki zrywam, jak widzę tak inteligentne baterie!;)
Na tym etapie wycieczki po toaletowym lunaparku jeszcze miałam nadzieję, że  może … rollercoaster?
Wolno góra -ostro dół- i -do góry nogami,
wywiedzie mnie do wyjścia zakrętasami.

Albo dajmy na to, choć gabinet śmiechu. Tak,  na do widzenia. 

To byłoby uczciwe. Humanitarne. Zro-zu-mia-łe.
Że rozśmieszają, jak już z sanitariatu skorzystałeś! 
Ale niestety lustra wszystkie jak od linijki,
bez fałdki i zmazy,
a w nich me odbicie -
ponurość bez skazy!!!
Ale chwila…proszę Państwa!
Nim zanotuję deficyt podniety
Rzut oka jeszcze nafototapety!

…no i cóż

Wprawdzie mężczyzna z wieszakiem w sutku
Nie budzi we mnie głębokiego smutku
Ale i wcale nie śmieję się w głos
Wpatrzona w metal wbity w męski tors.

:)

Ps.: wszystkich, którzy po tytule sądzili, że będzie o meczu z San Marino
najserdeczniej przepraszam.
  

środa, 28 sierpnia 2013

bukmacherskie zakłady kolejowe


Hasło najnowszego turnieju PKP:
wlecz się noga za nogą – a ucieszysz się nagrodą.
Zakłady idą o to, która bana wolniej pokona daną trasę. 

Nie wiem jakie konkretnie zaszczyty spadną na głowę zwycięzcy, ale od dłuższego czasu obserwuję, że maszyniści, żądni medali i uznania, tracą głowę w poszukiwaniach narzędzi oporu. Budują tamy, zwiększają tarcie, takie mają na wygraną parcie:) Najlepsze wyniki, oczywiście!, osiągają pociągi na moim odcinku. Prawdziwa maestria niemrawości. Ociężałość naszych wagonów dawno już zdusiła wszelką konkurencję. Wolniej - w naszym wypadku - znaczy już tylko STAĆ. A ponieważ ambicje są wielkie, nie odżegnujemy się i od tego.   

Zenit rozślimaczenia.

Często bazujemy w polu, albo tkwimy długimi minutami na każdej napotkanej stacji. A obok pomykają te złamasy - pociągi pośpieszne, towarowe i trwoniące prędkość szynobusy…

Laury właściwie mamy już w kieszeni.


Z analizy czasu moich ostatnich dojazdów wynika, że mieszkam we Wrocławiu.
Liczę na zakończenie tej durnej walki,
nim zegar mi powie,
że osiadłam w Krakowie.

środa, 8 maja 2013

O ułamku


Bo to zaledwie kilka godzin. Nikły procent. Niewidoczny gołym okiem odprysk. Drobina czasu w morzu długiego weekendu spędzona w transporcie publicznym.

Ostatnio, na najbliższej mi trasie kolejowej, PKP podaje do toru dość zubożałą kartę dań. Obiecała wprawdzie zasilić nieliczne dawki pociągów dłuższymi składami, w myśl zasady: karmimy rzadziej, aczkolwiek serwujemy większe porcje (Na przekór dietetykom!), lecz niestety (doprawdy nikt się tego nie spodziewał) - NIE WYSZŁO.
Pasażerowie zostali na głodzie.

Oto wsiadam sobie do trzywagonowego składu. Pociąg dość szybko się zapełnia i po kwadransie jest już gorąco, już kipi. Pasażerowie z walizkami stoją niepewnie na peronie przed bulgoczącym wagonem. Na pomoc wezwany zostaje konduktor, który bez krzty zastanowienia zwiększa pod nami płomień palnika:
- PROSZĘ PRZESUNĄĆ SIĘ DO ŚRODKA WAGONU!!!
-….
- NIECH PAŃSTWO SIĘ PRZESUNĄ!!!!!
- niech pan na nas nie krzyczy!
- ja nie krzyczę. Ludzie chcą wejść!
-…
- NO NIECHŻE SIĘ PAŃSTWO PRZESUNĄ!
- TO NIECHŻE PAN DOŁĄCZY WIĘCEJ WAGONÓW!!!

I oto doszedł go swąd spalenizny i wreszcie zrozumiał, że garnek jest za mały, a składniki zwarzone i sytej strawy upichcić się nie da. Kolejny rozkaz zamarł mu na ustach i chochelka z dłoni jego drżącej wypadła. 


Ale co tam zubożałe menu PKP wobec obsługi PKS w Koszalinie. Proszę ja Was.
Stoimy w boksie i czekamy na autobus.
Autobus nie podjeżdża.
Jest to ostatni autobus, jaki udaje się w interesującym nas kierunku.
I CIĄGLE NIE PODJEŻDŻA.
Zaniepokojeni udajemy się do kasy, w której na tenże autobus kwadrans wcześniej nabyliśmy bilety.
- przepraszam, ale autobus nie podjechał.
- nie?...acha no tak, TEN autobus… ekhm…. TEN autobus akurat miał awarię. 
- a k u r a t miał awarię?
- mhm… no tak. ON JUŻ DZIŚ NIE POJEDZIE. Ja to NAWET ogłaszałam, ale niestety głośniki mamy tu zepsute.
-?!

Ale w końcu się udało.
Trafiłam tam, gdzie miałam.
I już prawie poczułam się jak w siódmym niebie,
gdy zadzwonił telefon:

- cześć, właśnie dotarliśmy nad ocean. A ty jak tam?
- no…a ja właśnie dotarłam nad Bałtyk.

Także ten.

czwartek, 24 stycznia 2013

Strajk


Minister transportu Sławomir Nowak apeluje do kolejarzy: Nie bierzcie pasażerów na zakładników w taki mróz.

O Panie Ministrze! Zaprawdę nie takie metamorfozy miały już miejsce na kolei.
A te słynne przeobrażenia podróżnych w bydlątka wiezione na rzeź?! Do nich najczęściej dochodzi właśnie w zimie, przy największych mrozach.

Bycie zakładnikiem po tych przemianach to doprawdy prawdziwy awans. 
Zakładnik. To nawet brzmi dumnie.
A więc kolej uważa, że jesteśmy kartą na tyle cenną, że można nami co nieco ugrać.

Ale, jak widać, Pan Minister również dostał nas w tym rozdaniu.

Na moje oko
wróży to
partię nierozegraną.

wtorek, 6 listopada 2012

z(NIC)z


W drzwiach przedziału stanął Pan Konduktor.
Na jego służbowej ścieżce, niczym liście, grubą warstwą ścieliły się bagaże, a zaraz przy nich bujnie kwitły cierniste krzewy ich właścicieli. Widząc przed sobą tę groźną dżunglę, Pan zrezygnował z kontroli i krzyknął tylko w progu, by ci, którzy się właśnie dosiedli okazali mu swe bilety. Ziółkiem, które jako jedyne z całego najeżonego tłumu odpowiedziało na ten tchórzliwy apel, byłam ja. Już nie pierwszy raz okazałam się najsłabszym ogniwem w ziejącym agresją wagonie. Ale tym razem wszystko to BO: wyrosłam na samym brzegu gęstego buszu, a jako, że właśnie dopiero co zajęłam swe ekskluzywne miejsce stojące z kilkukilogramową torbą na stopie – nie zdążyłam nasrożyć swych kolców. Więc potulnie pokazałam bilet, chociaż do tej pory wcale nie uważam się za tę, co się dosiadła. Bo, powiedzmy sobie szczerze: nie można mówić, że się dosiadło, skoro w ogóle się nie usiadło:)))

Ale zostawmy tę, utrzymaną w jakże kwiecistym stylu, historię:)))) Chciałam tylko poinformować Was, o nieświadomi!, że podczas, gdy policja szumnie organizuje na polskich drogach  akcję ZNICZ - PKP skromnie i po cichu, aczkolwiek do rymu:), urządza na torach akcję WIELKIE NIC.
I oto w niedzielę akcja owa - kolejowa zakończyła się wielkim sukcesem. Bo oto przedwczoraj, wykorzystując minimalną przestrzeń trzech nieco zdewastowanych wagonów, PKP dostarczyła do Poznania całe hordy niegroźnie zgniecionych pasażerów i ich długoweekendowych waliz. I ośmielam się uważać ten niesamowity osiąg za wart rozgłaszania:)

Jak donoszą portale internetowe w miniony weekend drapieżny asfalt dróg polskich pochłonął życie 36 osób.

W tym samym czasie droga pokryta torami,
choć wcale nie usłana różami,
nie spłynęła krwią ni jednej ofiary.

I myślę, że to jest klucz.

Inwestowanie w obwodnice i autostrady to wyrok śmierci dla tego kraju pełnego chojraków.
Czas najwyższy wypruć z krajobrazu tej ziemi nitki udające szosy.
Łatwo pójdzie, bo to w końcu zaledwie flejtuchowata fastryga.
Zaprawdę powiadam, usuńmy ją!
I zostawmy tylko chodniki,
I trasy rowerowe
A kasą z Europejskiej Unii,
Wyładujmy polską kolej!!!

Howgh :)

piątek, 13 lipca 2012

(r)Ewolucja


ja tu gadu gadu o burzach i deszczu
a tymczasem na poznańskim dworcu wykonano wyrok śmierci na panu anonsującym pociągi.
Nie wiem, kto pierwszy rzucił kamieniem, jakie niepodważalne argumenty padły do stóp wysokiego sądu i w końcu jak wprowadzono w czyn ostateczną karę?
Ale wiem, że skazany był jednym z najlepszych konferansjerów  jakich miałam okazję słyszeć i niejeden lektor winien mu ( językiem!) buty czyścić.
Pociąg mógł być opóźniony, peron zmieniony, a skład źle podstawiony... ale głos był zawsze dokładny i wyraźny. I oto ta jedyna rzetelna rzecz w tym grymaśnym przybytku właśnie poszła pod mur.

Nie byłam na to przygotowana. Jeszcze przedwczoraj go słyszałam, odprowadzał mnie na właściwy peron, jak gdyby nigdy nic, a dziś taka tragedia... niczego nie zauważyłam. Nie prze-czu-wa-łam. Głos nawet mu nie zadrżał. Profesjonalista do samego końca...

A teraz z dworcowej ambony – będziemy słuchać Ivony.

Wyobrażam sobie mały rozstrój wśród feministek.
Część świętuje! Opór w Poznaniu złamany! Nareszcie kobieta przy mikrofonie! Reszta zaś podniecona zwiera szyki. Kobieta ma przecież więcej do powiedzenia, niźli tylko (z góry podyktowany!!!)  czas odjazdu pociągu.

Ale zostawmy Poznań,
bo podejrzewam, że sęk tkwi w drzewie w Wielkiej Brytanii,
w której to
Badacze z Królewskiego Towarzystwa Ogrodniczego stwierdzili niezbicie, iż
sadzonki pomidorów rosną szybciej, gdy przemawiają do nich kobiety, a nie mężczyźni".
Warto tu dodać, że niektórzy z dżentelmenów, biorących udział w doświadczeniu  KTO, byli tak bardzo kiepskimi lektorami, że rośliny, które zostały skazane na towarzystwo ich głosów, czuły się gorzej od tych wzrastających w ciszy (sic!):)

Czy Ivona dorówna praprawnuczce Karola Darwina, której roślina
była o 5 cm wyższa od sadzonki najlepszego ogrodnika płci męskiej?

Podróżujące PKP flance z niecierpliwością czekają czasu zbiorów. 
Ja również.

Stay tuned:)

środa, 4 lipca 2012

Przeprowadzka


Stary dworzec powoli pakuje manatki. Na razie zamknął połowę kas i całą ścianę szczelnie przesłonił czarną kurtyną. 

Oto kolejne, tym razem na piśmie, zaproszenie na NOWY DWORZEC POZNAŃ GŁÓWNY.
PKP niezmiennie od maja zachwala, nagabuje i kusi. Zapraszamy na NOWY DWORZEC POZNAŃ GŁÓWNY; bilety można również nabyć na NOWYM DWORCU POZNAŃ GŁÓWNY; NOWY DWORZEC POZNAŃ GŁÓWNY (to jest gość naprawdę równy:) ...  rozlegało się ostatnio w szarej sieni dworca starego. Rozlegało się, rozlegało i rozlegało, ale jednak kłębiących się tam tłumów nie rozrzedzało. Bo ludzie kurczowo starych murów się trzymają. A przecież nie po to stworzono ów zacny budynek NOWEGO DWORCA GŁÓWNEGO, by teraz stał pusty, bez pasażera jednego. Więc. Teraz zamknięto stare kasy. Nie chcieliście po dobroci, to was elegancko wykurzymy. Teraz się nauczycie, robaczki!

Trudna to będzie nauka.

Problem nowego dworca nie polega na tym, że tablica odjazdów jest nieco nieczytelna (kwestia przyzwyczajenia), że trudno usłyszeć panią kasjerkę (kwestia nagłośnienia), a nieruchome schody są za wąskie (kwestia gustu lub i diety). To doprawdy drobiazgi. Niedogodności, które nikną za plecami kiepskiej lokalizacji nowego dworca.Bo nowy dworzec znajduje się na dworcowym uboczu. Jest jak zbyt długi przypis ukryty na końcu książki. Można w nim utknąć i, dalibóg!,na dobre stracić wątek.

Na pierwszy rzut oka nowe mieści się blisko starego. Ot, lekki rzut beretem. Wprawdzie. Ale w praktyce niestety to dworcowe opłotki. Jest dość nieporęcznie. I absolutnie nie po drodze. Zwłaszcza jeśli przybywamy z dołu (a już zwłaszcza jeśli z zachodu). Wówczas dokonać należy szeregu operacji wymagających od nas zapasu czasu, tężyzny fizycznej i rozeznania w terenie. Trzeba co nieco nadłożyć drogi, wjechać/wejść, a po wszystkim zejść (tymi wąskimi schodami, of course). Choć można jeszcze skorzystać z windy (bo jednak pomyślano o windach! nie bądźmy tacy surowi w ocenie i przykróćmy nieco wrodzony malkontentyzm). No dobra!  
I to tyle z pogody ducha.
Zwłaszcza, że wind nie darzę wielką sympatią. 
W ogóle do wind to ja mam za mało cierpliwości. 
Do skorzystania z windy może mnie zmusić tylko odległość kilkunastu pięter lub/i gigantyczny bagaż 
a do regularnego korzystania z nowego dworca - kompletna ruina starego.
Niestety. Taka ze mnie, mój Staruszku, beznadziejnie wierna Julia. Po tylu latach tak łatwo Ci się spławić nie dam.
I tylko po trupie Twoim
Ma noga zagości na nowym

:)

piątek, 20 kwietnia 2012

po lekturze nowego regulaminu pracy


Podchodząc do zagadnienia statystycznie
Mój pracodawca ma więcej obowiązków niż pracownik, ale za to
pracownikowi więcej się zabrania (dobra nasza!:)
w szczególności
parkowania samochodów w miejscach do tego niewyznaczonych

Nagrody i wyróżnienia zasłużyły sobie ledwo na jeden paragraf
Natomiast kary osiągnęły zatrważające gabaryty paragrafów czterech.
Co ciekawe
Na wieść o rychłej karze pracownik może wnieść sprzeciw. Jeśli jednak
spadnie na niego brzemię nagrody - o proteście nie ma mowy.

Tematem przewodnim regulaminu pozostaje jednak zakaz spożywania alkoholu. To bez wątpienia motyw wiodący; trzon, który osnuto całą resztą praw i powinności. 
Niczym mantra, przewija się przez wszystkie strony, by w końcu tryumfalnie przejąć kilkanaście punktów w paragrafie przedostatnim.
Po uważnym przestudiowaniu tego wątku stwierdzam, że najważniejszą działką pracownika jest obowiązek trzeźwości

Przez chwilę nawet miałam dylemat,
czy byłaby to wielka bezczelność
żądać premię za skrupulatną trzeźwość? 

Do wczoraj.
Wczoraj maszynista Edward Pryczek dostrzegłszy zepsuty semafor, przytomnie zatrzymał pociąg.
Teraz dostanie nagrodę.
Pan Edward mówi, że to był jego obowiązek. Nie jest pewny, czy należy mu się nagroda.
Wahają się również pasażerowie zatrzymanych w polu pociągów (jedni - tak, czujemy się ocaleni, drudzy - jesteśmy skandalicznie spóźnieni!!!). Spierają się eksperci. I do oczu skaczą sobie internauci.   

Klarownymi odczuciami w powyższej sprawie dysponuje minister transportu
"Należy promować postawy zgodne z regulaminem i instrukcją."

  

piątek, 25 listopada 2011

Koleje

Kolej inspiruje
Kolej wyłudza
Kolej ze słodkich złudzeń wybudza

Dlaczego grudniowy rozkład jazdy jest JUŻ dostępny w sieci, a JUŻ od poniedziałku będzie osiągalny na wszystkich dworcach? Dlaczego tak wcześnie??? Otóż. By pasażer zdążył przeredagować swoje życie i wpasować je w nowe, dość śmiało wykrojone, ramy kolejowe.

Jestem świeżo po tej zajmującej lekturze.
I, dziękuję, tak już wiem: za tydzień nie będzie pociągu, którym mogłabym wrócić do domu bezpośrednio po pracy, choć, o ironio!, w moim kierunku w tym czasie w odstępie 20 minut wyjeżdżać będą z Poznania nawet dwa pociągi, ale niestety zbyt przyspieszone, by mogły zatrzymać się na mojej maleńkiej stacji.

Co zatem w zamian proponuje mi PKP, która kosztem pasażera poprawia swą statystyczną prędkość?

Otóż. Mogę śmiało wsiadać w te przyspieszone pociągi, wysiadać stację dalej i PO PROSTU na tejże stacji czekać na osobowy w kierunku Poznania, DOSŁOWNIE CHWILKĘ, bo on wg rozkładu zaraz nadjedzie, zaraz po ośmiu minutach. I teraz tylko 5 min jazdy i, voila!, jestem w domu.
seriously?!

Ktoś tu chyba zapomniał o trwających remontach, opóźnieniach i absolutnym braku kompatybilności wszelkich połączeń. Nie wspomnę już o dodatkowych kosztach jakie muszę (ja i dziesiątki innych niespokrewnionych z kolejarzami dysponującymi mega zniżkami:) zaplanować, by codziennie dokonywać takich przesiadkowych operacji.

jestem pijana ze szczęścia
kac w drodze