Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dobre decyzje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dobre decyzje. Pokaż wszystkie posty

piątek, 20 kwietnia 2012

po lekturze nowego regulaminu pracy


Podchodząc do zagadnienia statystycznie
Mój pracodawca ma więcej obowiązków niż pracownik, ale za to
pracownikowi więcej się zabrania (dobra nasza!:)
w szczególności
parkowania samochodów w miejscach do tego niewyznaczonych

Nagrody i wyróżnienia zasłużyły sobie ledwo na jeden paragraf
Natomiast kary osiągnęły zatrważające gabaryty paragrafów czterech.
Co ciekawe
Na wieść o rychłej karze pracownik może wnieść sprzeciw. Jeśli jednak
spadnie na niego brzemię nagrody - o proteście nie ma mowy.

Tematem przewodnim regulaminu pozostaje jednak zakaz spożywania alkoholu. To bez wątpienia motyw wiodący; trzon, który osnuto całą resztą praw i powinności. 
Niczym mantra, przewija się przez wszystkie strony, by w końcu tryumfalnie przejąć kilkanaście punktów w paragrafie przedostatnim.
Po uważnym przestudiowaniu tego wątku stwierdzam, że najważniejszą działką pracownika jest obowiązek trzeźwości

Przez chwilę nawet miałam dylemat,
czy byłaby to wielka bezczelność
żądać premię za skrupulatną trzeźwość? 

Do wczoraj.
Wczoraj maszynista Edward Pryczek dostrzegłszy zepsuty semafor, przytomnie zatrzymał pociąg.
Teraz dostanie nagrodę.
Pan Edward mówi, że to był jego obowiązek. Nie jest pewny, czy należy mu się nagroda.
Wahają się również pasażerowie zatrzymanych w polu pociągów (jedni - tak, czujemy się ocaleni, drudzy - jesteśmy skandalicznie spóźnieni!!!). Spierają się eksperci. I do oczu skaczą sobie internauci.   

Klarownymi odczuciami w powyższej sprawie dysponuje minister transportu
"Należy promować postawy zgodne z regulaminem i instrukcją."

  

środa, 1 września 2010

„łatwiej tak i całkiem słusznie, może czasem coś wybuchnie”

W dziale nieopodal spiętrzenie pracy następuje we wrześniu i październiku. Jesienią papierowe drapacze rosną tam, chyżo prześcigając grzyby po deszczu, a pracownikom rąk, ni koszyków nie starcza.
I teraz spójrzmy w kalendarz.
Mamy początek września.
Oto już niejedna sprawa piętrzyć się ponad normę zaczyna. Siła robocza drży i, pod batem naglących terminów i nerwowego kierownictwa, nadgryza (paznokcie i, co i rusz!) kopy nie-cierpiących-zwłoki spraw. Efekt jest taki, że kąty (i nie tylko) rzeczonego działu wyściełają kulawe, garbate, nie do końca strawione dokumenty, które - o ile ktoś się o nie przypadkiem nie potknie - często w ferworze walki popadają w zapomnienie. I oto teraz na tę kupę napoczętych, podgniłych i zapajęczonych formalności, wskakują liczne nowe, świeżutkie i pachnące nadzieją (o jakże płonną!!!) rychłego rozwiązania. A na to wszystko, bo to przecież jeszcze nie wszystko;), na ten stos śmierdzący i dech zapierający (choć nowością szczelnie zakamuflowany), na ten czubaty ciągle nie odhaczony śmietnik papierów i na leżących obok w sztok zalanych pracowników – Przewielebne Zwierzchnictwo Działu (zaprawdę imię jego złotymi głoskami kute będzie!!!)z niezwykłą gracją i uśmiechem kładzie remont. Taki remoncik. Ot. Zburzenie ściany i malowanie.

Azali torcik wielowarstwowy bez wisienki na szczycie byłby nieważny, prawda?
:)