czwartek, 16 lipca 2015

Na krawędzi


Na peronie pierwszym, na ażurowym niebieskim metalu, kiepsko udającym nowoczesną ławeczkę, strudzeni podróżni złożyli swe znękane tułaczką ciała. Czekali na pociąg, gdy nagle chmura, która czujnie nad peronem wisiała, w pół pękła i chlusnęła w nich całą zawartością nabrzmiałego brzucha swego. Boleśnie otrzeźwieni, zerwali się gwałtownie na nogi.

Należała im się ta pobudka! Byli biedacy już tak sterani i odrętwiali, że nawet nie zorientowali się, że zajmują miejsca zaprojektowane nie dla nich, a dla podróżujących romantyków ROMANTICS ONLY, którzy w oczekiwaniu na kolej (Każdy to wie!) ochoczo wybierają spoglądanie w gołe niebo (a choćby i usłane grubą warstwą chmur!) niźli wlepianie wrażliwego oka w surowy beton sufitu. Z myślą o tych błędnych rycerzach umieszczono na peronie ławeczki tak, by dach okrywał je ledwie do połowy. Marzycielom przecież deszcz nie straszny; deszcz jest nastrojowy; deszcz jest liryczny, fan-ta-sty-czny… dajmy go tym, którzy go łakną, a przy okazji (bo co dwie sroki to nie jedna) dowiedziemy, że nie tylko Bracka w Krakowie poszczycić się opadem może. 

Owi nieszczęśnicy, którzy ufnie zasiedli na peronie, licząc na odpoczynek podczas aury dozowanej w płynie, co tu kryć, dość szczodrze, stanęli przed dylematem deszcz lub śmierć. Bo dokąd tu iść? Gdzie się skryć, jak czekać trzeba? Z jednej strony wielka woda, z drugiej suche, acz złowrogo połyskujące, ostrze szyny. I jeden wspólny mianownik, gdyż i bo gdziekolwiek by swych kroków nie skierowali i tak zostałaby z nich ino mokra plama. 

Wobec tego, ci przyziemni miłośnicy suchego obuwia i nie zawilgłej odzieży, podjęli decyzję, której zaprawdę nie powstydziłby się żaden Werter, i jak jeden (romantyczny) mąż stanęli (wbrew nadawanym wciąż komunikatom) na czerstwej krawędzi peronu. Bo prawdziwy bohater, UMÓWMY SIĘ, woli drżeć ze strachu, niż z wilgotnego zimna!    
Ale wróćmy do aranżacji strefy ruchu i spoczynku na peronie pierwszym dworca poznańskiego. Jej autorów pragnę poinformować, że niestety wśród osób licznie zgromadzonych wczoraj we wspomnianym miejscu nie odnotowałam obecności ni jednego donkiszota, który oddawał by się rozkoszy przemakania. To dalej każe mi przypuszczać, że Wasze talenty projektowania przestrzeni dla ludzi, nie przewyższają moich zdolności do stąpania po wodzie.   

Wczoraj pozbyłam się złudzeń (jeśli jeszcze jakiekolwiek na dnie serca miałam), iż numer peronu ma coś wspólnego z wysoką renomą. Nie. Nie ma. Jednakowoż bardzo możliwe, że w granicach dworca obowiązuje nomenklatura szkolna.

Jesteś nieprzygotowany! Jedynka! Siadaj!

… tylko najpierw sprawdź, czy nie zanosi się na deszcz!


PS. zaniepokojonym czytelnikom powyższych słów donoszę, iż mimo wszystko wczoraj obyło się bez ofiar.    

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz