Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dworzec. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dworzec. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 16 lipca 2015

Na krawędzi


Na peronie pierwszym, na ażurowym niebieskim metalu, kiepsko udającym nowoczesną ławeczkę, strudzeni podróżni złożyli swe znękane tułaczką ciała. Czekali na pociąg, gdy nagle chmura, która czujnie nad peronem wisiała, w pół pękła i chlusnęła w nich całą zawartością nabrzmiałego brzucha swego. Boleśnie otrzeźwieni, zerwali się gwałtownie na nogi.

Należała im się ta pobudka! Byli biedacy już tak sterani i odrętwiali, że nawet nie zorientowali się, że zajmują miejsca zaprojektowane nie dla nich, a dla podróżujących romantyków ROMANTICS ONLY, którzy w oczekiwaniu na kolej (Każdy to wie!) ochoczo wybierają spoglądanie w gołe niebo (a choćby i usłane grubą warstwą chmur!) niźli wlepianie wrażliwego oka w surowy beton sufitu. Z myślą o tych błędnych rycerzach umieszczono na peronie ławeczki tak, by dach okrywał je ledwie do połowy. Marzycielom przecież deszcz nie straszny; deszcz jest nastrojowy; deszcz jest liryczny, fan-ta-sty-czny… dajmy go tym, którzy go łakną, a przy okazji (bo co dwie sroki to nie jedna) dowiedziemy, że nie tylko Bracka w Krakowie poszczycić się opadem może. 

Owi nieszczęśnicy, którzy ufnie zasiedli na peronie, licząc na odpoczynek podczas aury dozowanej w płynie, co tu kryć, dość szczodrze, stanęli przed dylematem deszcz lub śmierć. Bo dokąd tu iść? Gdzie się skryć, jak czekać trzeba? Z jednej strony wielka woda, z drugiej suche, acz złowrogo połyskujące, ostrze szyny. I jeden wspólny mianownik, gdyż i bo gdziekolwiek by swych kroków nie skierowali i tak zostałaby z nich ino mokra plama. 

Wobec tego, ci przyziemni miłośnicy suchego obuwia i nie zawilgłej odzieży, podjęli decyzję, której zaprawdę nie powstydziłby się żaden Werter, i jak jeden (romantyczny) mąż stanęli (wbrew nadawanym wciąż komunikatom) na czerstwej krawędzi peronu. Bo prawdziwy bohater, UMÓWMY SIĘ, woli drżeć ze strachu, niż z wilgotnego zimna!    
Ale wróćmy do aranżacji strefy ruchu i spoczynku na peronie pierwszym dworca poznańskiego. Jej autorów pragnę poinformować, że niestety wśród osób licznie zgromadzonych wczoraj we wspomnianym miejscu nie odnotowałam obecności ni jednego donkiszota, który oddawał by się rozkoszy przemakania. To dalej każe mi przypuszczać, że Wasze talenty projektowania przestrzeni dla ludzi, nie przewyższają moich zdolności do stąpania po wodzie.   

Wczoraj pozbyłam się złudzeń (jeśli jeszcze jakiekolwiek na dnie serca miałam), iż numer peronu ma coś wspólnego z wysoką renomą. Nie. Nie ma. Jednakowoż bardzo możliwe, że w granicach dworca obowiązuje nomenklatura szkolna.

Jesteś nieprzygotowany! Jedynka! Siadaj!

… tylko najpierw sprawdź, czy nie zanosi się na deszcz!


PS. zaniepokojonym czytelnikom powyższych słów donoszę, iż mimo wszystko wczoraj obyło się bez ofiar.    

czwartek, 30 kwietnia 2015

Liryczna zagadka


pod tytułem  
Przed weekendem na dworcu w Poznaniu

niedrożne drzwi obrotowe
niedrożne schody ruchome
niedrożne kasy biletowe

ludziom ulgę niesie olejek rycynowy,
co uleczy z obstrukcji dworzec kolejowy? 

środa, 7 maja 2014

Pobudka wstać – koniom wody dać


Mamo. Tato.
Wyszłam na ludzi.
I to na wielu.
Z twarzy zdaję się znajoma
Prawie każdemu.


To, odkąd pamiętam, się zdarza. Ale ostatnio częstotliwość tego zjawiska niepokojąco wzrosła.
Rzecz zazwyczaj dzieje się w drodze powrotnej do domu.
Namierzają mnie pasażerowie z miejscowości znajdujących się przed moją stacją. Rozpoznanie z ich strony jest nieomylne i murowane. Niech nikomu się nie zdaje, że im się zdaje. O nie. Oni są pewni. Są pewni i się nie mylą.  Są saperami i chcą mnie wysadzić.  
Dlatego w momencie, gdy widzą, że drzemię zamiast zbierać się z nimi do wyjścia z pociągu - przechodzą do rękoczynów, czyli do bezpardonowego wyrywania mnie ze snu.  Trącają me ramię, szturchają kolana, klepią me dłonie…

- halo, proszę panią! To już stacja P. !
- boże, ale mnie pan wystraszył…. co się stało?!
- nie wysiada pani?
- a gdzie jesteśmy?
- w P.
- a, to nie!
- NIE?!
- nie. To nie moja stacja…
- to pani tu nie mieszka?
- nie…

Fundują mi niepotrzebną pobudkę. Przez nich już w dalszej trasie nie usnę. Po gwałtownym obudzeniu trudno ot tak sobie wrócić do napoczętej drzemki. Raz przerwaną trudno na szybko odszykować i wpaść w nią z takim samym smakiem na nowo. Oczywiście można spróbować związać ją ponownie, niczym zerwane sznurowadło. Ale to już prowizorka. Jakość daleko poniżej normy. Przyjemność porównywalna z piciem zwietrzałego wina; ze spaniem w zatęchłej pościeli; z wieczornym dojadaniem kanapki, którą przygotowaliśmy sobie o świcie, ale zapomnieliśmy wziąć do pracy. Wiecie w czym rzecz. Te błędne diagnozy współpasażerów bezpowrotnie zabierają mi wypoczynek, który, jako zasłużony, wycenie nie podlega. Ale mimo wszystko doceniam ten odruch.

Dostrzegam w tej niedźwiedziej łapie gest pełen sympatii i opiekuńczości. Choć nie do końca wyraża on troskę o mnie, a jedynie o tę osobę do mnie podobną, która nigdy się nie dowie, że są w jej miejscowości ludzie, którzy martwią się, by nie przespała swojego przystanku, by zdążyła na obiad i by nie zapłaciła mandatu za jazdę na gapę w dalszej trasie.   

To ich serdeczne zachowanie wzrusza mnie nawet nieco za bardzo. Że aż się boję, że za n-tym razem podziękuję, bezmyślnie wysiądę wraz z nimi i zacznę poić cudze konie:).  
Przed tym odruchem, jak na razie, powstrzymuje mnie wizja kolejnej godziny czekania na pociąg. I to na obcej mi stacji. I może jeszcze w majowym mrozie…brrr  DLATEGO:    

- proszę się obudzić jesteśmy już w M.
- co takiego?
- proszę się obudzić.
- ale ja jadę dalej.
- to pani nie jest z M.
- nie
- głowę bym dała, że znam panią z przystanku…


Nie bądźcie tak rozrzutni
Nie szastajcie głowami, jakbyście byli, najmniej!, trójgłowymi smokami.

środa, 22 stycznia 2014

Precedens


Elżbieta Be, minister infrastruktury, własną piersią postanowiła przesłonić nieudolność PKP. Zdecydowała się ona być bardziej skandaliczna od spóźnień pociągów i bardziej niż wagony kolei oziębła.
Kiedy w listopadzie wstępowała na tron, niejeden myślał, że transport krajowy owionie rześki wiatr odnowy. Toć po nominacji pani minister mówiła, że ma tatuaże… no i że o podróżnych dbać będzie bardziej niż o swe apanaże. Tymczasem, bardzo proszę, przyszło sześć stopni z minusem (a, bądźmy rozsądni!, zbójnicy to słabi i przez niejedną prognozę gromko zapowiadani), gdy kolej znów z torów ścięło, a pasażer został zignorowany.

I co na to pani minister?,
Ta z tatuażem, co to miała na transport kręcić bat?
Zacytujmy tu może:
Sorry, ale taki klimat!

 - Ale jak to? – gorzko się ktoś żali -
 Ja za bilet płacę: majątek plus VAT!!!
 - Pasażerze – twa minister mówi -
nie kłamię! sorry, ale taki klimat.

 - Usprawiedliwiłem swe spóźnienie - opowiada Wacek K.  /podróżny/ - mówiąc do szefa: taki klimat…
 - i co? - temat drążę.
 - Zostałem zwolniony. Problemów z PKP już nie mam.

Więzień za kratą też się zadumał,
Bo, kto wie?, czy poszedłby do paki,
gdyby tak wtedy prosto z mostu rzekł: 
Wysoki sądzie! Sorry! TU KLIMAT TAKI! 

niejeden też mąż, co żonę zdradził, 
bo przyszła mu chęć na amory.
Swym dzieciom teraz gładko tłumaczy:
A bo tu taki klimat,
NO SORRY.

- a wy, o pani Modigliani!, kosztorys już dla mnie macie?
- czyś pan oszalał?! Mam zliczać koszty?! Tutaj?
W TAKIM KLIMACIE?!

środa, 16 października 2013

zagadkowe wrota

dobra.
powiesiłam już wszystkie okoliczne psy na tym centrum handlowym tudzież dworcu,
ale
dalibóg! 


do czego służy wejście główne ozdobione takim oto pięknym transparentem?





I co, jeśli delikwent jednak
nie będzie chciał skakać z mostu?

I gdy miast w prawo, lub w lewo
da nura na wprost, tak po prostu?
:)

środa, 2 października 2013

Wymysł*


Nim się obejrzeliśmy
lista terytoriów niesamodzielnych ONZ powiększyła się o jedną pozycję.

25 października przejścia graniczne otwiera Poznań City Center. Malutka, brytyjska (jak wnioskuję) kolonia położona na terenach dworca kolejowego w Poznaniu.

Powierzchnia całkowita handlowo – usługowa: około 60 tysięcy metrów kw.
Powierzchnia wód śródlądowych zamknięta w kilkunastu toaletach.
Klimat sztucznie regulowany, umiarkowany ciepły, bez opadów.
Religia dominująca: konsumpcjonizm

Do przekroczenia granicy wystarczy  portfel. Jego zasobność wyznaczać będzie turystom na bieżąco indywidualne trasy pomiędzy wiodącymi na pokuszenie mini -dzielnicami. 

Waluta: euro lub/i złoty.

Język urzędowy obowiązujący: angielski.

Wprawdzie plakaty nawołują do odwiedzania centrum po polsku, ale jest to ukłon wyrachowany i co do centymetra zimno wymierzony. Ewidentna przynęta na tych, co to w gębie mają tylko język ojczysty. 
A’PROPOS
Długo trwały dyskusje nad miękką spółgłoską uparcie tkwiącą w mianowniku pierwszego członu nazwy tego państwa w państwie. WTF?! – powtarzali uparcie imperialiści, żądając zniesienia nie dającego się im okiełznać dziwnego przecinka. Koniec końców, po burzliwych debatach, umieszczono nad eN ekstrawagancki myślnik. Kreskę stabilną. Poziomą i prostą. Kompromis ten to świetne zagranie marketingowe. Takiej litery nie ma w alfabecie. Wnosi więc ona do nazwy słodki element egzotyki. Bardzo kuszący. Wobec takiego detalu Polak nie pozostanie obojętnym, gdyż i bo od wieków bez umiaru chwali wszystko to - co cudze i w tym - co obce - wysoce się lubuje. 

Na uroczystą galę otwarcia granic tyciego kraju o wysokim PKB szykuje się też jego najbliższy sąsiad (albo sublokator – do końca to jasne dla mnie nie jest) mianowicie: PKP, która już zapowiada na ten dzień opóźnienia wyjazdów pociągów z miasta. Zrobimy wszystko, by  umożliwić pasażerom spokojne zwiedzanie tego pięknego centrum. A ponieważ wielkość obiektu urodzie jego ogromnej nie ustępuje  - na godzinnym poślizgu w rozkładach jazdy się nie skończy. Tak mniemam.



*)Wpis zawiera dość dużo elementów z wyobraźni  autora
ACZKOLWIEK, nie wiadomo, czy fantazja ta naprawdę jest chora
:)

środa, 11 września 2013

Kupa śmiechu


Są wytworne, wykwintne, no i balowe
ślubne, poranne i wieczorowe…
są brzydkie i są śliczne,
i są, że się wyrażę,
toalety publiczne.

Na ścianach starego dworca w Poznaniu zawisły plakaty o treści:

Poznań NOWY Główny
Zaprasza do zaskakujących, pachnących,
wesołych toalet w budynku nowego dworca.

Tablice te każą mi przypuszczać, że intensywna reklama nowych kas nie podziałała.
Teraz Poznań NOWY- ziejący pustkami
Zaczyna nas kusić toaletami

WESOŁYMI

Czyli
wyposażonymi w urządzenia sanitarne służące rozrywce?

Takie Miasteczko Wesołe
T O A L E T O W E?

W pierwszej chwili liczyłam na wesołą babcię klozetową. Drobną panią chichoczącą serdecznie i raczącą klientów anegdotami lub ze swego życia radosnymi wyjątkami.
Przypuszczenie to spaliło jednak zaraz na wejściu, gdzie nie zastałam nikogo, prócz Pani Bramki Obrotowej, którą ewentualnie, przy sporej dozie poczucia humoru, można by wziąć za karuzelę. Ale ponieważ podczas przekraczania progu wesołego przybytku, byłam wielce zaaferowana obsługą nieznanego mi mechanizmu, które opróżniało mi kiesę - nie bardzo się ubawiłam. 
Brnęłam jednak dalej.
Czystość i brak zniechęcających woni – to raczej rzecz oczywista w nowych, świeżo powstałych pomieszczeniach. Tego oczekujemy i się spodziewamy, więc nie byłam zaskoczona zastanym ładem i wszechobecnym automatyzmem. Aczkolwiek zdziwiło mnie, że w tych tak nowoczesnych przestrzeniach papier toaletowy - wciąż ten sam. W ogóle nie okazały. Zwykły i szary. I wciąż naszej ręki wymaga (łamaga!). W przeciwieństwie do nadpobudliwej spłuczki, która aktywnie odwraca uwagę od bierności papieru i ochoczo wyręcza klienta (nawet w czczych momentach!).
Zawitałam w kabinie nie tyle z potrzeby fizjologicznej, co garderobianej (powiedzmy, że musiałam zmienić imidż). Zatem choć sedesu, klnę się!, nie tknęłam, to i tak woda, jak szalona, brzeg jego rwała i regularnie (co pół minuty, panie!) silnym strumieniem obmywała.
Pobudziło mnie to do rozważań ekologicznych i ekonomicznych.
W żadnej mierze nie optymistycznych.
I choć, obok wody, w tle leciała też i muzyka, nie pamiętam ni nuty z otrzymanego w pakiecie akompaniamentu. 

Oj dana, dana.
byłam ciągle NIE-ROZ-RA-DO-WA-NA.

Nastroju nie poprawił mi też automatyczny kran i samoczynny dozownik mydła (choć zazwyczaj, zaprawdę!, boki zrywam, jak widzę tak inteligentne baterie!;)
Na tym etapie wycieczki po toaletowym lunaparku jeszcze miałam nadzieję, że  może … rollercoaster?
Wolno góra -ostro dół- i -do góry nogami,
wywiedzie mnie do wyjścia zakrętasami.

Albo dajmy na to, choć gabinet śmiechu. Tak,  na do widzenia. 

To byłoby uczciwe. Humanitarne. Zro-zu-mia-łe.
Że rozśmieszają, jak już z sanitariatu skorzystałeś! 
Ale niestety lustra wszystkie jak od linijki,
bez fałdki i zmazy,
a w nich me odbicie -
ponurość bez skazy!!!
Ale chwila…proszę Państwa!
Nim zanotuję deficyt podniety
Rzut oka jeszcze nafototapety!

…no i cóż

Wprawdzie mężczyzna z wieszakiem w sutku
Nie budzi we mnie głębokiego smutku
Ale i wcale nie śmieję się w głos
Wpatrzona w metal wbity w męski tors.

:)

Ps.: wszystkich, którzy po tytule sądzili, że będzie o meczu z San Marino
najserdeczniej przepraszam.
  

piątek, 13 lipca 2012

(r)Ewolucja


ja tu gadu gadu o burzach i deszczu
a tymczasem na poznańskim dworcu wykonano wyrok śmierci na panu anonsującym pociągi.
Nie wiem, kto pierwszy rzucił kamieniem, jakie niepodważalne argumenty padły do stóp wysokiego sądu i w końcu jak wprowadzono w czyn ostateczną karę?
Ale wiem, że skazany był jednym z najlepszych konferansjerów  jakich miałam okazję słyszeć i niejeden lektor winien mu ( językiem!) buty czyścić.
Pociąg mógł być opóźniony, peron zmieniony, a skład źle podstawiony... ale głos był zawsze dokładny i wyraźny. I oto ta jedyna rzetelna rzecz w tym grymaśnym przybytku właśnie poszła pod mur.

Nie byłam na to przygotowana. Jeszcze przedwczoraj go słyszałam, odprowadzał mnie na właściwy peron, jak gdyby nigdy nic, a dziś taka tragedia... niczego nie zauważyłam. Nie prze-czu-wa-łam. Głos nawet mu nie zadrżał. Profesjonalista do samego końca...

A teraz z dworcowej ambony – będziemy słuchać Ivony.

Wyobrażam sobie mały rozstrój wśród feministek.
Część świętuje! Opór w Poznaniu złamany! Nareszcie kobieta przy mikrofonie! Reszta zaś podniecona zwiera szyki. Kobieta ma przecież więcej do powiedzenia, niźli tylko (z góry podyktowany!!!)  czas odjazdu pociągu.

Ale zostawmy Poznań,
bo podejrzewam, że sęk tkwi w drzewie w Wielkiej Brytanii,
w której to
Badacze z Królewskiego Towarzystwa Ogrodniczego stwierdzili niezbicie, iż
sadzonki pomidorów rosną szybciej, gdy przemawiają do nich kobiety, a nie mężczyźni".
Warto tu dodać, że niektórzy z dżentelmenów, biorących udział w doświadczeniu  KTO, byli tak bardzo kiepskimi lektorami, że rośliny, które zostały skazane na towarzystwo ich głosów, czuły się gorzej od tych wzrastających w ciszy (sic!):)

Czy Ivona dorówna praprawnuczce Karola Darwina, której roślina
była o 5 cm wyższa od sadzonki najlepszego ogrodnika płci męskiej?

Podróżujące PKP flance z niecierpliwością czekają czasu zbiorów. 
Ja również.

Stay tuned:)

środa, 4 lipca 2012

Przeprowadzka


Stary dworzec powoli pakuje manatki. Na razie zamknął połowę kas i całą ścianę szczelnie przesłonił czarną kurtyną. 

Oto kolejne, tym razem na piśmie, zaproszenie na NOWY DWORZEC POZNAŃ GŁÓWNY.
PKP niezmiennie od maja zachwala, nagabuje i kusi. Zapraszamy na NOWY DWORZEC POZNAŃ GŁÓWNY; bilety można również nabyć na NOWYM DWORCU POZNAŃ GŁÓWNY; NOWY DWORZEC POZNAŃ GŁÓWNY (to jest gość naprawdę równy:) ...  rozlegało się ostatnio w szarej sieni dworca starego. Rozlegało się, rozlegało i rozlegało, ale jednak kłębiących się tam tłumów nie rozrzedzało. Bo ludzie kurczowo starych murów się trzymają. A przecież nie po to stworzono ów zacny budynek NOWEGO DWORCA GŁÓWNEGO, by teraz stał pusty, bez pasażera jednego. Więc. Teraz zamknięto stare kasy. Nie chcieliście po dobroci, to was elegancko wykurzymy. Teraz się nauczycie, robaczki!

Trudna to będzie nauka.

Problem nowego dworca nie polega na tym, że tablica odjazdów jest nieco nieczytelna (kwestia przyzwyczajenia), że trudno usłyszeć panią kasjerkę (kwestia nagłośnienia), a nieruchome schody są za wąskie (kwestia gustu lub i diety). To doprawdy drobiazgi. Niedogodności, które nikną za plecami kiepskiej lokalizacji nowego dworca.Bo nowy dworzec znajduje się na dworcowym uboczu. Jest jak zbyt długi przypis ukryty na końcu książki. Można w nim utknąć i, dalibóg!,na dobre stracić wątek.

Na pierwszy rzut oka nowe mieści się blisko starego. Ot, lekki rzut beretem. Wprawdzie. Ale w praktyce niestety to dworcowe opłotki. Jest dość nieporęcznie. I absolutnie nie po drodze. Zwłaszcza jeśli przybywamy z dołu (a już zwłaszcza jeśli z zachodu). Wówczas dokonać należy szeregu operacji wymagających od nas zapasu czasu, tężyzny fizycznej i rozeznania w terenie. Trzeba co nieco nadłożyć drogi, wjechać/wejść, a po wszystkim zejść (tymi wąskimi schodami, of course). Choć można jeszcze skorzystać z windy (bo jednak pomyślano o windach! nie bądźmy tacy surowi w ocenie i przykróćmy nieco wrodzony malkontentyzm). No dobra!  
I to tyle z pogody ducha.
Zwłaszcza, że wind nie darzę wielką sympatią. 
W ogóle do wind to ja mam za mało cierpliwości. 
Do skorzystania z windy może mnie zmusić tylko odległość kilkunastu pięter lub/i gigantyczny bagaż 
a do regularnego korzystania z nowego dworca - kompletna ruina starego.
Niestety. Taka ze mnie, mój Staruszku, beznadziejnie wierna Julia. Po tylu latach tak łatwo Ci się spławić nie dam.
I tylko po trupie Twoim
Ma noga zagości na nowym

:)

poniedziałek, 2 lipca 2012

Sahara


wyjść z pracy
w połowie drogi skusić się piękną pogodą i wysiąść z tramwaju
iść pieszo w pełnym słońcu
tracić siły i hektolitry płynów (i trochę żałować pochopnej decyzji o spacerze)
dojść na stację, zakupić wodę i pognać na margines dworca PKP– het, na peron 4a
wsiąść do pociągu, sapnąć, westchnąć, otrzeć pot z czoła
odkręcić butelkę celem ugaszenia pragnienia…
odkręcić butelkę…
OdkRRRRRRRRRRęęęęęęcić buuu
ODKRĘĘĘĘĘCĘĘĘĘĘĘĘĘ
O jacie kręcę!

Zawołać na ratunek współpasażera swego
Zobaczyć jego bezsilność
Stracić resztkę nadziei
Poczuć piach pod stopami, w ustach i oczach 
Zobaczyć skorpiona na horyzoncie…
...
Tak oto w upał można się przekręcić
Chcąc zwykłą butelkę wody odkręcić
:))))

sobota, 14 stycznia 2012

Poznań Główny

Długo nie działo się nic. Po czym nagle. Iskry spod kopyta i u steru stanęło ono. Wielkie. Olbrzymie. Gargantuiczne. Z łapami krwią splamionymi. Tempo budowy dworca poznańskiego.

Rozwinięta prędkość zapiera dech w piersiach. I poniższy film ogląda się. I jest się pod wrażeniem. No ale. W mojej głowie już grzechocą przeróżne śrubki, śrubeczki, nakrętki i pręty…drzemiące pod ogonem rozanielonego diabła. Taka śrubka ma wysokie poczucie własnej wartości. Jest harda i wie, że jej udział w budowie jest niebagatelny, i że, choć nie gra ona roli tytułowej, sztuka bez jej udziału okaże się szmirą, a najbardziej misternie wyglądająca konstrukcja - nic nie wartym truchłem.

Poprzez zawrotne tempo panujące na dworcu widzę niejedną taką zapomnianą śrubkę. Widzę ich całe kopce. Hałdy! Choć oczywiście mam nadzieję, że się mylę, że to tylko wyobraźnia, albo wzrok mnie oszukuje. To bardzo możliwe. Bardzo, ale niestety tak samo, jak i to, że w tym szalonym galopie łatwo stracić z oczu nie tylko śrubkę, ale nawet zagajnik słupów. Obrazy umykają i rozmywają się, jak te za oknem pędzącego samochodu.
No ale obym się myliła.
Oby nigdy żadna zagubiona śrubka nie musiała dowodzić swej istotności, wytaczając bezsporne argumenty wprost na głowy pasażerów.

piątek, 25 listopada 2011

Koleje

Kolej inspiruje
Kolej wyłudza
Kolej ze słodkich złudzeń wybudza

Dlaczego grudniowy rozkład jazdy jest JUŻ dostępny w sieci, a JUŻ od poniedziałku będzie osiągalny na wszystkich dworcach? Dlaczego tak wcześnie??? Otóż. By pasażer zdążył przeredagować swoje życie i wpasować je w nowe, dość śmiało wykrojone, ramy kolejowe.

Jestem świeżo po tej zajmującej lekturze.
I, dziękuję, tak już wiem: za tydzień nie będzie pociągu, którym mogłabym wrócić do domu bezpośrednio po pracy, choć, o ironio!, w moim kierunku w tym czasie w odstępie 20 minut wyjeżdżać będą z Poznania nawet dwa pociągi, ale niestety zbyt przyspieszone, by mogły zatrzymać się na mojej maleńkiej stacji.

Co zatem w zamian proponuje mi PKP, która kosztem pasażera poprawia swą statystyczną prędkość?

Otóż. Mogę śmiało wsiadać w te przyspieszone pociągi, wysiadać stację dalej i PO PROSTU na tejże stacji czekać na osobowy w kierunku Poznania, DOSŁOWNIE CHWILKĘ, bo on wg rozkładu zaraz nadjedzie, zaraz po ośmiu minutach. I teraz tylko 5 min jazdy i, voila!, jestem w domu.
seriously?!

Ktoś tu chyba zapomniał o trwających remontach, opóźnieniach i absolutnym braku kompatybilności wszelkich połączeń. Nie wspomnę już o dodatkowych kosztach jakie muszę (ja i dziesiątki innych niespokrewnionych z kolejarzami dysponującymi mega zniżkami:) zaplanować, by codziennie dokonywać takich przesiadkowych operacji.

jestem pijana ze szczęścia
kac w drodze

piątek, 2 września 2011

Orka

Jak już wiemy tramwaje błądzą i grzęzną w pobrużdżonym krajobrazie Poznania, w związku z czym dotarcie na dworzec zajmuje mi znacznie więcej czasu, w związku z czym ledwo zdążam na pociąg powrotny, w związku z czym po pracy pasjonuję się ujarzmianiem tramwaju. Dobra ósemka. No kochana. Kochaniutka. Jest dobrze. Idzie dobrze. Przystanek. Dobra. Jeszcze chwila. Przystanek. Może damy radę. Bylebyśmy od razu ruszyli z tego przystanku. Ruszamy. Jedenaście minut do odjazdu pociągu. Stoimy na teatralce. Teoretycznie powinnam zdążyć. A w praktyce? W praktyce stoimy. Stoimy. Stoimy. No dalej! Poganiam ją kopniakiem. Rusza. Skręca. Przystanek. Ludzie wyciekają na ulicę. Opornie. Jak przez zapchany kran. Ledwo ostatnia kropla dotknie stopami chodnika, już tłum z ulicy wciska się do środka. Tłum z ulicy wciska się do środka. Tłum z ulicy wciska się do środka… Do kroćset fur beczek! SZYBCIEJ! 9 minut do odjazdu pociągu. Tłum z ulicy wciska się do środka. Sytuację wykorzystują spóźnialscy. Podbiegają zdyszani. Zajmują schody. W ostatniej chwili. Drzwi powoli się zamykają. Powoli się zamykają. Powoli, jak żółw ociężale... Zaaa…myyyy…kaaa… otwierają się!!! Do diaska! W głowie dopycham butem wystające z bimby korpusy pasażerów i batem smagam blokujące wejście łydki. W końcu drzwi z trudem się zasuwają. Alleluja! Ruszamy! Jedziemy. Stajemy. Kolejny przystanek. O matko kochana! Dobra! Idzie sprawniej! Jest dobrze. Ruszamy. Super. Jest ok. Nie stoimy długo na rondzie. Jest dobrze. Jest dobrze. Zdążę. Byle tak dalej. Chyba, że jeszcze światła? Właśnie. Zapomniałam o światłach przed mostem! A'propos. Światła. Światła. Światła. Dziękuję bardzo. Dobra. Ale znowu jedziemy. To najważniejsze. Jedziemy. Przystanek. Jeszcze tylko jeden. Cztery minuty do odjazdu pociągu!!! Już widzę dworzec. Bezczelnie mruga do mnie z dołu zegarem. Rzuca wyzwanie. O jasna cholera. Wiara!!! Dalej, tej!!! Tylko trzy minuty!!! Matko! Wiśta wio!!! Jedziemy. Jedziemy. Jedziemy. Prrrrrr! Przystanek i jedna minuta! Wypadam z tramwaju. Światła. O jasna choler… ZIELONE! O dzięki wszechświecie!!! Wpadam na dworzec. Który peron?! Który peron?! Nic nie widzę!!! Informujemy, że tablice elektroniczne z przyczyn technicznych… Prosimy zwracać uwagę na informacje umieszczone na wagonach. Dobra. nieważne. Zawsze był piąty. Biegnę. Wpadam. STOI. Potrącam konduktora. Rzucam okiem na tablicę. Wskakuję do wagonu. Gwizdek. Drzwi się zamykają. Ledwo dyszę, ale jadę. Ledwo się trzymam na nogach, ale jadę. Jadę do domu o normalnej porze.

Mentalne ujeżdżanie tramwaju to harówka ponad moje siły. Potrzebowałabym choć pięciu dodatkowych minut. Liczę, że od poniedziałku dostanę je wraz z nowym rozkładem jazdy MPK.

PS.: przepraszam tych, co myśleli, że na pewno uwieńczę swój miejski trud pomyłką bany:D

piątek, 1 lipca 2011

Oglajdrana

Byłabym ostatnią świnią, gdybym dziś nie oddała pokłonu panom, którym w poprzednim wpisie chamsko wyrwałam kwalifikacje zawodowe. Zatem pragnę (odszczekać swe powątpiewanie w fachowość panów i) odnotować, iż awaria została usunięta. Co bardzo ucieszyło sterane serce moje, zwłaszcza, że wczoraj, w związku z nagłym załamaniem się pogody, moje stopy miały okazję zażyć kąpieli błotnej - ...kąpiel błotna wygładza skórę oraz przeciwdziała cellulitowi…- a wszystko w cenie biletu miesięcznego PKP. Bo musicie wiedzieć, że niezależnie od tego, co spadnie z nieba - deszcz, śnieg, grad, szarańcza, manna… - na dworcu zawsze roztrzaska się na idealną glajdę, której ominąć nijak się nie da.

tak więc dzięki. Dzięki Panowie, że podołaliście. Dzięki Wam na mych wygładzonych stopach i łydkach próżno dziś szukać brudu, że o cellulicie nie wspomnę.
:)

czwartek, 31 marca 2011

o mon dieu

dziś po raz pierwszy marcowy zmieniony rozkład jazdy zsynchronizował się z rzeczywistością. Oto po trzydziestu dniach ścisłego postu pociąg uraczył nas punktualnością. Prawie do syta.
Prawie.
Dosłownie milimetry dzieliły nas od sielanki.
Zabrakło tylko jednego ogniwa, jednego drobnego składnika, mianowicie: szczypty pasażerów:)
Niestety zgłodniali terminowości PKP – podróżni, okazali się zbyt osłabieni. Wyssani do cna z nadziei i wiary nie przyszli na czas na peron.

Pociąg odjechał punktualnie. Prawie pusty.

Powiadam Wam, nigdy nie należy ufać kolei. NIGDY.
bo to, że przyjeżdża ci ona co najmniej kwadrans później niż winna, znaczy ni mniej ni więcej tyle, że kiedy tylko pogodzicie się z jej chamskim zwyczajem i wyjdziecie z domu kwadrans później - nie będziecie mieli czego szukać na peronie.

sobota, 4 grudnia 2010

Drugi śnieg

Na dokładkę. Dostało mi się. I musiałam przełknąć tę gorzką repetę.

To jest tak, gdyby ktoś chciał wiedzieć, że się nic nie wie. Siedzisz i patrzysz w przesadnie polukrowany horyzont. I od samego patrzenia w lepką biel robi się mdło. I niedobrze. Bolą zęby. I wiadomo, że tego się od tak nie przegryzie, że zrobią się czarne dziury, że będzie bolało.
I bolało. Siedem godzin w pociągu. Torturą był mróz, owszem. Rwały nasze serca i nerwy wizje zbyt późno podjętych obowiązków służbowych. Męczyły możliwości wykorzystania czasu duszącego się razem z nami w wagonie. Najgłębsze jednak razy zadawała niewiedza, gdyż i bo niezawodna PKP, jak zwykle w kryzysowej sytuacji, poskąpiła pasażerom konkretnej, pożywnej i regeneracyjnej informacji...

środa, 17 listopada 2010

Bywa i tak (tik)

- O. Ale wcześnie przyjechałaś!!!!
- O już jesteś? Co tak wcześnie?!!!

A bo (czas to mój giermek, sługa wierny ziemię, po której stąpam całujący) pociąg wyjechał z Poznania punktualnie, a i na mą stację bez spóźnienia dojechał. To drugie nie zawsze z pierwszego wynika. Raz na pół roku się zdarza.
Mówi się trudno, dojeżdża dalej
weź do kielicha wódki mi nalej
tej
:))))

też się cieszę:)

czwartek, 21 października 2010

Dziewczyna przodem *

No i się stało.
Szłam sobie wczoraj na dworzec. Beztrosko. Słońce świeciło, liście opadały, jak gdyby nigdy nic, a ptaki śpiewały i nawet jednym marnym świergotem się nie zająknęły o tym, co za chwilę nastąpić miało (oby im wszystkie, nie tylko z dupy!, pióra powyrywało!!!!:)).
Z podziemnego przejścia wychynęłam na peron i podniosłam głowę. Tylko ja i on. Spojrzeliśmy sobie w oczy. Nie wiem, co on miał w spojrzeniu, ale moje źrenice kipiały zniechęceniem i rozdrażnieniem. Stanęłam w rozkroku. Niebo i moje czoło zasnuły chmury. Gołębie z głośnym furkotem poderwały się do lotu. Wiatr przegonił po torach kilka suchych krzaków pustynnych i zatrzepotał groźnie połami naszych płaszczy. Zapadła cisza i klamka, bo WTEDY (sięgnęłam do kabury:)) moja pięta dokonała zwrotu, bezwstydnie okręciła się, pociągając za sobą całe ciało, które posłuszne, bez gestu sprzeciwu, nadany piętą ruch kontynuowało.
Uciekłam. TAK. Powiało tchórzostwem i teraz Pan nie ma wątpliwości.
Wprawdzie mógł sobie głupio pomyśleć, że w pracy zostawiłam włączone żelazko i pobiegłam wyciągnąć kabel z gniazda. Ale mam nadzieję, że wysnuł to, co winien, czyli, że nie chce mi się z nim gawędzić.
No way.
No i tyle.
Kije i badyle.
:)

piątek, 8 października 2010

Dziewczyna przodem *

Wpadam biegiem na przystanek tramwajowy, chowam się pod wiatę, wciskam głęboko i cała przyklejam do szyby. Czekam aż przysypie mnie idący tu z dworca tłum, aż otuli i otoczy murem grubym i mocnym. I gdy ściana rośnie w siłę, i gdy wydaje mi się, że niebezpieczeństwo zostało zażegnane, i gdy już oddycham z ulgą, świętując swój spryt, kątem oka dostrzegam rysę; Początkowo udaję, że jej nie widzę, ale mała szczelina w mgnieniu oka, pod naporem znajomego „PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM”, staje się wielką dziurą, a potem mur zdradliwie się rozstępuje i pan mnie definitywnie wyłuskuje.
- DZIEŃ DOBRY DZIEWCZYNIE
- dzień dobry
- COŚ TRUDNO SIĘ DZIŚ DO DZIEWCZYNY DOSTAĆ

ech…ale jednak wciąż za łatwo:)

(straciłam rachubę w gwiazdkach!:)))