czwartek, 31 marca 2011

o mon dieu

dziś po raz pierwszy marcowy zmieniony rozkład jazdy zsynchronizował się z rzeczywistością. Oto po trzydziestu dniach ścisłego postu pociąg uraczył nas punktualnością. Prawie do syta.
Prawie.
Dosłownie milimetry dzieliły nas od sielanki.
Zabrakło tylko jednego ogniwa, jednego drobnego składnika, mianowicie: szczypty pasażerów:)
Niestety zgłodniali terminowości PKP – podróżni, okazali się zbyt osłabieni. Wyssani do cna z nadziei i wiary nie przyszli na czas na peron.

Pociąg odjechał punktualnie. Prawie pusty.

Powiadam Wam, nigdy nie należy ufać kolei. NIGDY.
bo to, że przyjeżdża ci ona co najmniej kwadrans później niż winna, znaczy ni mniej ni więcej tyle, że kiedy tylko pogodzicie się z jej chamskim zwyczajem i wyjdziecie z domu kwadrans później - nie będziecie mieli czego szukać na peronie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz