piątek, 2 września 2011

Orka

Jak już wiemy tramwaje błądzą i grzęzną w pobrużdżonym krajobrazie Poznania, w związku z czym dotarcie na dworzec zajmuje mi znacznie więcej czasu, w związku z czym ledwo zdążam na pociąg powrotny, w związku z czym po pracy pasjonuję się ujarzmianiem tramwaju. Dobra ósemka. No kochana. Kochaniutka. Jest dobrze. Idzie dobrze. Przystanek. Dobra. Jeszcze chwila. Przystanek. Może damy radę. Bylebyśmy od razu ruszyli z tego przystanku. Ruszamy. Jedenaście minut do odjazdu pociągu. Stoimy na teatralce. Teoretycznie powinnam zdążyć. A w praktyce? W praktyce stoimy. Stoimy. Stoimy. No dalej! Poganiam ją kopniakiem. Rusza. Skręca. Przystanek. Ludzie wyciekają na ulicę. Opornie. Jak przez zapchany kran. Ledwo ostatnia kropla dotknie stopami chodnika, już tłum z ulicy wciska się do środka. Tłum z ulicy wciska się do środka. Tłum z ulicy wciska się do środka… Do kroćset fur beczek! SZYBCIEJ! 9 minut do odjazdu pociągu. Tłum z ulicy wciska się do środka. Sytuację wykorzystują spóźnialscy. Podbiegają zdyszani. Zajmują schody. W ostatniej chwili. Drzwi powoli się zamykają. Powoli się zamykają. Powoli, jak żółw ociężale... Zaaa…myyyy…kaaa… otwierają się!!! Do diaska! W głowie dopycham butem wystające z bimby korpusy pasażerów i batem smagam blokujące wejście łydki. W końcu drzwi z trudem się zasuwają. Alleluja! Ruszamy! Jedziemy. Stajemy. Kolejny przystanek. O matko kochana! Dobra! Idzie sprawniej! Jest dobrze. Ruszamy. Super. Jest ok. Nie stoimy długo na rondzie. Jest dobrze. Jest dobrze. Zdążę. Byle tak dalej. Chyba, że jeszcze światła? Właśnie. Zapomniałam o światłach przed mostem! A'propos. Światła. Światła. Światła. Dziękuję bardzo. Dobra. Ale znowu jedziemy. To najważniejsze. Jedziemy. Przystanek. Jeszcze tylko jeden. Cztery minuty do odjazdu pociągu!!! Już widzę dworzec. Bezczelnie mruga do mnie z dołu zegarem. Rzuca wyzwanie. O jasna cholera. Wiara!!! Dalej, tej!!! Tylko trzy minuty!!! Matko! Wiśta wio!!! Jedziemy. Jedziemy. Jedziemy. Prrrrrr! Przystanek i jedna minuta! Wypadam z tramwaju. Światła. O jasna choler… ZIELONE! O dzięki wszechświecie!!! Wpadam na dworzec. Który peron?! Który peron?! Nic nie widzę!!! Informujemy, że tablice elektroniczne z przyczyn technicznych… Prosimy zwracać uwagę na informacje umieszczone na wagonach. Dobra. nieważne. Zawsze był piąty. Biegnę. Wpadam. STOI. Potrącam konduktora. Rzucam okiem na tablicę. Wskakuję do wagonu. Gwizdek. Drzwi się zamykają. Ledwo dyszę, ale jadę. Ledwo się trzymam na nogach, ale jadę. Jadę do domu o normalnej porze.

Mentalne ujeżdżanie tramwaju to harówka ponad moje siły. Potrzebowałabym choć pięciu dodatkowych minut. Liczę, że od poniedziałku dostanę je wraz z nowym rozkładem jazdy MPK.

PS.: przepraszam tych, co myśleli, że na pewno uwieńczę swój miejski trud pomyłką bany:D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz