czwartek, 27 sierpnia 2015
o zmaganiach
wtorek, 27 sierpnia 2013
Dzień dobry
BUM
TRA
TA
TA
TA
środa, 8 maja 2013
O ułamku
czwartek, 20 września 2012
Zabawa w chowanego
piątek, 14 września 2012
Alien
piątek, 10 sierpnia 2012
Himalaje
środa, 24 sierpnia 2011
Lu-li-laj
Poczta mi nie działa. Oczy się zamykają. Telefon milczy. Radio gra. Deszcz pada.
Pierwszy dzień w pracy po urlopie.
Jak malowany.
Dzień dobry:)
piątek, 29 lipca 2011
bum bum...
taka mała femme fatale
o niechceniu
i o bólu takim, że ałaj!
a bo się nie chce
nie chce się wstawać, nie chce się myć
nie chce się wychodzić z domu i gdzieś dalej iść
i nie chce się jeździć i z tramwajami bawić w berka
że nie wspomnę słowa: pracować (to dopiero udręka!!!)
podpisano: rosnąca we mnie w siłę
leserka
A poniżej mój ulubiony ostatnio przebój.
Słuchać go - to akurat mi się bardzo chce:)
„I really wish that you were smaller,
Not just small but really really short.
So I could put you in my pocket
And carry you around all day”
środa, 27 lipca 2011
O działaniu sił nieczystych
- Po rosnącym stosie kłód w drodze do pracy.
ech diabelskie to nasienie...
Na mej drodze do pracy spoczywa sobie mały skwerek. Zdawać by się mogło niewinny teren zielony z ledwie trzema ścieżynkami i kilkoma drzewami. Zdawać by się mogło. Niepokalaność tego miejsca jest jednak tylko pozorna. Cicha woda…, Proszę Państwa, gdyż i bo czort jakiś umeblował go dwiema ławkami. Dwiema zwykłymi drewnianymi ławeczkami, które zmuszona jestem mijać rano i po południu. Niby nic, a jednak. To, co po południu jest dla mnie dziecinną igraszką, bułką z masłem, a nawet barszczem, rano staje się nie lada udręką. Te przeklęte, odrapane, powiem nawet: odstręczające ławki ośmielają się mnie uwodzić. Stają na drodze i wabią. Wierzcie mi, to straszne. Kiedy świtem staram się przemknąć obok, pomiędzy mą dolną częścią ciała a tym czarcim drewnianym siedziskiem wytwarza się silne pole. Wyraźnie wyczuwam nagłą bezwładność swych członków i jednoczesny wzrost mocy przyciągania ławki, która wydając komendę spocznij, plącze moje nogi. Wprawdzie, na razie!!!, bez wyraźnego sukcesu. Ale, dalibóg!, mam świadomość, że tylko dzięki deszczowej pogodzie udaje mi się wychodzić z tego porannego stuporu i pokonywać ten codzienny kosmaty pociąg. Gdyby nie ponura aura, moje wyjścia do pracy naprawdę kończyłyby się 500 metrów przed biurem, na tej ławce, w tym skwerku. Zaś jedyną pracą, którą bym kalała swe jeśniepańskie jasne ręce, byłoby zbijanie bąków przewracanymi stronami czytanej książki.
Jeszcze tydzień.
czwartek, 14 lipca 2011
Resublimacja, czyli od skowronka do muchy
Z domu wychodzę bez problemu. Pokuszę się nawet o ryzykowne stwierdzenie, że jestem wówczas żwawa i rześko pruję na przystanek. Niestety w tym czasie, gdy ja jestem w pociągu, w atmosferze dochodzi do serii tajemniczych reakcji, których efektem jest ścięte powietrze. I kiedy wychodzę z tramwaju, czuję wyraźnie, jak ono wokół mnie tężeje, bezczelnie wysycając ze mnie całą poranną energię i dziarskość. Wytracam impet. Im bliżej pracy, tym trudniej przeć mi do przodu. Ale nie składam broni! walczę! Proszę Państwa!!! Całym ciałem napieram na tę krzepnąca materię. Rzężąc, drążę powietrzny korytarz, by w końcu swe ledwo dyszące ciało złożyć na ołtarzu progu służbowego …
jak widać na razie stawiany mi opór pokonuję z sukcesem,
ale to dopiero początek
będzie gorzej
gdyż i bo
oczekiwanie na urlop
ciężko zawisło w powietrzu
:)
jakżeż się nie chce mi
czwartek, 23 czerwca 2011
Był sobie urlop
Także dzięki.
Jestem biała jako byłam.
A może, o zdradliwe morze!, nawet bledsza z powodu doznanego zawodu.
O, Balsamie Brązujący Ziaja! Dalibóg! Teraz tylko w Tobie pokładam nadzieję.
Obyś podołał!
a poniżej (dowód mego refleksu, czyli;) uchwycone słońca mgnienie:)
czwartek, 26 sierpnia 2010
Pierwszy dzień w pracy po urlopie
A po długim urlopie praca kopie
Jak prąd przechodzi przez całe ciało
Lub po prostu butem się zamierza
I w dupę Twą bez pardonu uderza
Ale ja nie dam jej tej satysfakcji:) apage, satana!
Obiecałam sobie, że to będzie dobry dzień.
Żadnego pośpiechu i chaosu. Tylko łagodne ruchy, serdeczny uśmiech i spokój.
I w tym roku nie zatrzasnę się w toalecie. O nie.
Rzekłam!
czwartek, 5 sierpnia 2010
urlop czas zacząć
koniec szczodrości. Już możecie schować łapczywe ręce. Precz! Gest zdecydowanie zawężam:))) i teraz wydaję czas ostrożnie i na palcach i przez palce (ściśnięte skąpstwem:) Większa część bogactwa mego wyciecze w górach, w które za chwilę wybywam. Tam wytarzam się na łonie natury; obtoczę spokojem, piachem, listowiem, beztroską, darnią i pogodą ducha…
choć Wam w głowie się nie mieści, o ludzie małej wiary!,
bym się w warunkach spartańskich szlajała pod krzakami:)))
Będzie się działo!
A jak wrócę, dam ciała giętkości dowód
i lekko swym czołem dotknę palców u nóg;)))
HOWGH!
Do miłego!
wtorek, 27 lipca 2010
komu, komu, bo idę ...
Przed urlopem w pracy trwonię czas. Bez opanowania. Przepuszczam go w necie, topię w kolejnych kubkach wody, rozwieszam rozmarzonym wzrokiem na lipie za oknem oraz rozdaję sowicie znajomym przez maile i służbowe telefony.
Ostatni tydzień pracy przed urlopem to skarbiec po sufit pełen sztabek rozwlekłych południ i przydługich poranków. Jestem obrzydliwą milionerką bez hamulców. Śpię na czasie, a w kieszeniach (płaszcza z szynszyli;) brzęczą mi i ciążą minuty. O ma rozrzutności! Tik. Wypatrosz mi je. Tak. O ubodzy w czas, tylu przecie Was, pójdźcie za mną. Dam Wam ile chcecie. Powiedzcie tylko. Jestem szczodra i bez granic. Nie zamierzam ścibolić. Równanie jest proste:
Im szybciej rozdam – tym szybciej pójdę
tam, gdzie tykają świerszcze
i rytm wybija spokojne serce.
Rozgrabcie mnie (niczym na wiosnę) bez ogródek:)

