czwartek, 23 czerwca 2011

Był sobie urlop

W ciekawym miejscu byłam. Była tam plaża i był las. Byli żołnierze i były zasieki. Były mewy i klucze helikopterów przecinające niebo kilka razy dziennie. Było zimne morze ze zmierzwioną grzywą fal. I w końcu była też i ona. Niepogoda. Ewidentnie i bez dwóch zdań onieśmielałam słońce. Ja wkraczałam na plażę - ono wstydliwie przykrywało się chmurą. Może tremowały go moje nowe, obłędne japonki, a może nóg moich idealna biel to sprawiła, dość że igraliśmy sobie tak do ostatniego dnia mojego pobytu, kiedy to skończyła się zabawa w chowanego i w dowód tego, że była przednia - łaskawie uraczona zostałam kiścią promieni.

Także dzięki.
Jestem biała jako byłam.
A może, o zdradliwe morze!, nawet bledsza z powodu doznanego zawodu.
O, Balsamie Brązujący Ziaja! Dalibóg! Teraz tylko w Tobie pokładam nadzieję.
Obyś podołał!

a poniżej (dowód mego refleksu, czyli;) uchwycone słońca mgnienie:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz