Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzyka. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 15 czerwca 2015

niewiele muzyki - mrowie retoryki

Niniejszym pozwalam sobie ogłosić, iż
opolski Festiwal Polskiej Piosenki
stał się festiwalem nużącej konferansjerki.
W Operze Leśnej* zakrólowało słowo żywe, ACZKOLWIEK niezbyt ono było rozśpiewane, ani niezbyt roztańczone, bo zainstalowane w (sztywnej pozie…) wielogodzinnej prozie.

Statuetkę super męczyduszy festiwalu otrzymuje ode mnie Pan Artur A. Gratuluję! (proszę wybaczyć lapidarność powinszowania, ale gdzież mi tam do Pana!)
Muszę uczciwie zaznaczyć, że konkurencja była silna, bo i rywali wielu, i wszyscy w gębie mocni. Wybór naprawdę trudny, bo tuż, tuż za plecami Pana A.A. dzielnie o nagrodę walczyła cała plejada Przewspaniałych Prowadzących, którzy to pierwszorzędnie przewlekle przemawiali, o dawnych czasach bajali i sążniście każdemu gratulowali.

A gdy jakiś niesforny melodyjny dźwięk w eterze zabrzmiał, zaraz zza pazuchy czujnego zapowiadacza wyskakiwała pierwsza lepsza dygresja, która nutę skutecznie kneblowała tak, że ta nie zdążyła dobrze wybrzmieć, a już była przez publikę zapomniana.
  
Wypleciona (gęstym grubym splotem anegdot i dykteryjek) narracja skutecznie przesłoniła i w zarodku zdusiła
wszelką muzykę i śpiew 
ostał się ino ziew.


środa, 16 stycznia 2013

Klasyka na zimę


Lekarze alarmują: nie wolno leczyć grypy na własną rękę!!!

Dla mnie to już spóźnione przestrogi.
Przepraszam wszystkich lekarzy,
ale jestem w trakcie stosowania mej autorskiej kuracji. 
Powoli dochodzę do zdrowia, jak i też do wniosku, że nos -
ów skromny narząd powonienia,
to wzniesienie malowniczo położone na środku mej twarzy,
ta kolebka oddechu,
ten niepozorny instrument dęty z dwiema zaledwie dziurkami…

właśnie

a’propos

bo dajmy na to: taki katar Mozarta…
To być musiała rzecz wiele warta!!!

gdy Mozart smarkał, to nikt nie sarkał
I nie patrzył nań z ukosa,
kiedy go nękał nieżyt nosa.
Zapewne
swoim siąkaniem podbijał salony
a za kichanie był wielce chwalony,
tak że, niejeden!, żarliwy meloman
wiele by oddał,
by Mozart chorował.
:)
Niestety moje przeziębienie takiego aplauzu nie wzbudza.
Mój nos podczas przeziębienia zmienia się w zwykły klakson.

A że mej ręce daleko do ręki Mozarta
muzyka, która ze mnie wychodzi
Zaprawdę niewiele jest warta.

środa, 14 listopada 2012

EXIT, czyli wyjście po angielsku


Czuję przemożną chęć obgadania sąsiadów. Zwłaszcza, że mam o nich dość mgliste pojęcie, co obmowie wspaniałomyślnie sprzyja.

Sąsiadów rzadko widuję, jednakowoż wiem, że są.
A są niczym prezenterzy radiowi.
Niewidoczni i wyraźnie słyszalni.
Z tym, że 
radio w swej łaskawości daje opcję ustawiania natężenia dźwięku.
Co się zaś tyczy pokrętła do ściszania sąsiedztwa -
poszukiwania wciąż trwają.

Dwoję się i troję w tym śledztwie,
zwłaszcza wówczas, gdy boczną klatkę schodową (która bardzo szczęśliwie sąsiaduje z moją ścianą) pokonuje w dół olbrzymia istota radosnego usposobienia (które wróżę z jej niezwykłej i niegasnącej skoczności). Sadzi ci ona, przez parę dobrych pięter!, gromkie susy długości kilku stopni, zamykając całą tę dudniącą kompozycję dobitnym trzaskiem drzwi. Ten ostatni akcent zawsze stawia na nogi me kruche serce, bo niezmiennie brzmi, jak strzał z pistoletu. I TO TAK WIERNIE, 
że kiedy potem na klatkę schodową wychodzę ja, 
robię to bezszelestnie i tak szybko, jak tylko się da

Zapis nutowy mojego wyjścia
To pusta pięciolinia

Cicho i w mig daję w świeże powietrze nura,
By przypadkiem
w kącie klatki
nie ujrzeć
zabitego kangura.
:)

niedziela, 4 grudnia 2011

Last Christmas?

George Michael jest niedysponowany, więc dajmy mu spokój.

W tym miesiącu (nie wiem dlaczego tak późno, ale...)
ponad wszelką wątpliwość
rządzi
Gotye

czwartek, 22 września 2011

No dobra!

ponoć za wcześnie wdziałam żałobę.
ponoć to dziś ostatni dzień lata.
no trudno. Nie będę na jeden dzień ściągać kiru. Zresztą wszystkie szaty rozdarłam już wczoraj. Dziś nie ma czego drzeć. Chyba że koty.

W kolejnym punkcie programu chciałabym uprzejmie przypomnieć komitetowi wyborczemu PiS, że teraz nie obwiesza się całego Poznania od stóp do głów plakatami. Na te cudowne afisze czekają specjalne punkty, a nawet całe ściany, specjalnie do tego celu wyznaczone. Zresztą, skoro tak szczerze już rozmawiamy, to mam radę dla wszystkich komitetów: najlepiej w ogóle darować sobie tę kiepską reklamę i zaoszczędzić na papierze, farbie, kleju, sesjach zdjęciowych, kostiumach, garniturach, tekturach… a przede wszystkim oszczędzić tej mizernej okrasy miastu, które przez bieżące remonty wygląda już dość i wystarczająco nieszykownie.
A jeśli jeszcze macie wątpliwości, to pragnę uczciwie, a nawet i obiektywnie dodać, że te głowy, lub w porywach całe tułowia, polityków naprawdę nie wodzą na pokuszenie, by nie napisać, że niektóre to jedynie odpychają. Także ten… naprawdę śmiało można je sobie odpuścić.

A teraz będzie muzyka.
Ten pan zawsze wzbudzał we mnie lęk ("bo ma w sobie coś takiego...":). Jednak w przypadku tego utworu moje łakomstwo przezwycięża strach i śmiało częstuję się tym kawałkiem. Ile w ucho wlezie.
Panie Panowie, przed Wami Yugopolis feat. Maciej Maleńczuk
:)

piątek, 26 sierpnia 2011

Heavy

Zatem dziś nie ma strajku PKP. Dziś będzie upał.
Ten upał, który od tygodnia tak gorąco zapowiadają, przed którym żarliwie ostrzegają, i którego wyprzedzają, mówiąc, że już niedługo będzie można od niego odpoczywać.
A mnie skwar nawet nie musnął. Albo stroni tylko ode mnie, albo też rzeczywiście ukrop leje się wyłącznie z ust synoptyków, a słońce spala w wiór jedynie mapki w wiadomościach.
Trudno orzec.
lepiej muzyki posłuchać.


piątek, 29 lipca 2011

bum bum...

notka defetystyczna
taka mała femme fatale
o niechceniu
i o bólu takim, że ałaj!

a bo się nie chce
nie chce się wstawać, nie chce się myć
nie chce się wychodzić z domu i gdzieś dalej iść
i nie chce się jeździć i z tramwajami bawić w berka
że nie wspomnę słowa: pracować (to dopiero udręka!!!)
podpisano: rosnąca we mnie w siłę
leserka

A poniżej mój ulubiony ostatnio przebój.
Słuchać go - to akurat mi się bardzo chce:)
„I really wish that you were smaller,
Not just small but really really short.
So I could put you in my pocket
And carry you around all day”

środa, 20 lipca 2011

zdrastwujtie

czyli pogadanka o festiwalu w Jarocinie:

M: no i tam grał facet z Moskwy.
ja: z Moskwy? To to nie był polski zespół?
M: polski, polski...
ja: no jak? Z solistą z Moskwy???
M: No tak.
ja: no jak?
M: Pani Modigliani, jak rany! Moskwa to taki polski zespół.
ja: AHA!

a-ha to też taki zespół.
norweski.
:)

daswidanja

wtorek, 19 lipca 2011

Ambiwalencja

A co ty taka nieśmiała?!!
Jest pani bardzo pracowita.
jak zwykle się rządzisz!
straszny z ciebie głodomór!
Podziwiam cię za odwagę!
Ty to masz dobrą pamięć.
Rany, jakaś ty roztrzepana.
bo ty za delikatna jesteś.
Przemiła z pani osoba
pani jest bezczelna!
twój optymizm mi się podoba!
ciągle o czymś zapominasz.
zawsze musisz postawić na swoim!
nie patrz tak na mnie!
Ty nic nie jesz.
Jesteś zbyt zasadnicza.
zbyt pobłażliwa!
jej, jaki z ciebie nerwus!
coś ty taka ponura?
dlaczego nic nie jesz?
jesteś taka spokojna.
nie bądź cyniczna.
Matko, jaka jesteś chuda!
A NE MI CZ NA
spójrz na mnie!
jedź do Hiszpanii!
jedź na Mazury!
to nie jedziesz w góry?
nie bądź taka pamiętliwa.
jakaś ty zjadliwa!
jesteś zbyt miła.
nie odpuszczaj tak szybko.
uśmiechnij się.
nie przejmuj.
walcz!
ależ z ciebie pesymistka.
straszny z ciebie uparciuch.
jesteś leniwa.
jakaś ty spolegliwa.

cała ty
to do ciebie niepodobne
już ja cię znam!!!


tak.
Dziekuję Wam Moje Kochane Łyse Konie

Ale, coby nie dać się zwariować
potańczmy:)

poniższy kawałek szybko się nudzi, ale przez chwilę jest naprawdę fajnie:)

sobota, 16 lipca 2011

Miłość...

...od pierwszego dźwięku.

Wciśnijcie play, zwłaszcza jeśli macie chandrę.
Pomoże.
Obiecuję.




ps. w sierpniu Kitty Daisy & Lewis dobiją transatlantykiem do Poznania:)

niedziela, 10 lipca 2011

oj dana, dana. Alabama.

Właśnie, w to jakże piękne lipcowe popołudnie, wylądowałam w domu, pomimo starań (naprawdę nie oszukuję!), by spędzić ten duszny, oblepiający ciało dzień na dworze/ dworzu/ polu. Pełna dobrych chęci, gotowa dać się oszołomić świeżym powietrzem, wyszłam do ogrodu i wystawiłam się na jego rozkosze. Początek nie zapowiadał niczego szczególnego. Szum liści. Spokój. Śpiew ptaków. Cudowna nieobecność nieletnich sąsiadów. Łaskoczące szyję nieme słońce. Świerszcze i ... Aż. Tu. Nagle. FESTYN. Dobiegł do mnie znienacka głos podnieconego konferansjera. A zaraz za nim płot naszego podwórka zwinnie przeskoczyła akordeonowa muzyka i uwiesiła się na mych wątłych uszach.
Jako stara ignorantka, żyjąca na skraju spraw wsi swojej, nie wiedziałam, czy to głuchy jak pień sąsiad słucha w radiu relacji z jakiegoś festynu, czy też rzeczywiście, gdzieś za miedzą, jakaś zabawa trwa? A ponieważ nie umiałam zlokalizować źródła atakujących mnie dźwięków, które swoją natarczywością doprowadziły mnie w końcu do wrażenia, jakbym siedziała w samym środku tej imprezy - uciekłam do domu.

A tymczasem tutaj, w przerabianej książce, znalazłam kolejne miejsce, w którym mogłabym wieść spokojne, szczęśliwe życie.
"Nie ma wyraźnych pór roku na południu stanu Alabama: lato prawie niedostrzegalnie zamienia się w jesień, a po jesieni wcale nie nastaje zima, tylko od razu jest wiosna, która w ciągu kilku dni przechodzi znowu w lato"
Dziękuję Pani za cynk, Pani Harper Lee:)
tylko...
mam jedno pytanie:
jak wielkie skłonności przejawia Alabama do festynów?

czwartek, 26 maja 2011

Balans

Rolka papieru, którą mi podarowano, dzielnie stanęła w opozycji do atakującego mnie kataru i bardzo ułatwia mi oddech. Pod nieobecność chusteczek higienicznych poczuła zew, wyższy cel i naprawdę się sprawdza:)))) Mój nos i tak w końcu ją wykończy, ale ona zdaje się na razie o tym nie myśli. Awansowała na p.o., dumnie siedzi w szufladzie i czuwa.
za co jej oczywiście w tym miejscu bardzo dziękuję:)

iahora tiempo para la musica espanola!
me gusta mucho Federico Aubele y sus „Postales”. Espero que vais a gustar el también

piątek, 20 maja 2011

Bukiet

Zabójczo pachnie akacja
jest ciepło
jest jasno
jest maj

uderza mi do głowy słodka śmietanka najpiękniejszej pory roku.
Od wielkiej zielonej lipy dzieli mnie tylko służbowa szyba… piasek kwarcowy, węglany i tlenki… właściwie można powiedzieć, że siedzę pod lipą i pracowicie (ba!) wciągam aromat wakacji:)

Agnes Obel jest także dilerem tej słodkiej woni:)

piątek, 6 maja 2011

Let's Take A Walk

Maj przeszedł głęboką metamorfozę.
Spotkał Trinny & Susannah?
Medytował?
Czy po prostu (poszedł po rozum do głowy:)) dojrzał?
Dość, że dziś zawrócił ze złej drogi
i jutro ma być, od stóp do głów, takim, jakim go pamiętamy sprzed lat.

A skoro tak. To nic nie stoi na przeszkodzie, bym (oblała przegraną Królowej Śniegu i ) wybrała się na spacer pod ramię z tym Panem.

piątek, 29 kwietnia 2011

Spokojnie

spokojnie!
to tylko
EZOTERYCZNY POZNAŃ


Epicentrum niezgłębionej tajemnicy miasta tego mieści się na przystanku MPK Most Dworcowy, gdzie unosi się gęsta mgła niewiadomych. Wiem, gdyż i bo spędzam w niej każdego rana coraz to więcej i więcej czasu w oczekiwaniu na zagadkowy tramwaj; tramwaj niepokorny, który rozkładowi jazdy się nie kłania. O nie, nie, nie… Nikt go w ryzy brać nie będzie!!!
W związku z czym, dalibóg, niedługo na tym postoju się zadomowię. Położę poduszkę na ławce, pod ławką dywanik, a wiatę przyozdobię romantycznymi firankami, zza których wróżyć będę „o której to dziś przyjedzie mój ukochany?”
:)))

na, na, na…
Poznań nie zawsze stoi u mnie na piedestale, ale ten utwór OWSZEM:)

niedziela, 24 kwietnia 2011

Jamie Woon - Night Air

...Daylight fills my heart with sadness
and only silent skies can sooth me
Feel that night air flowing through me...


Wpadłam jak śliwka w kompot.
Ale prosze mnie nie wyławiać.
Raczej już ze mną się pławcie.
nie pożałujecie:)

sobota, 16 kwietnia 2011

indios bravos - zmiana

teledysk, w którym czerwona kanapa, przemierzając poznańskie ulice,
na dworzec mój ulubiony z wizytą wpada (peron piąty lub drugi - nie mogę się zdecydować:))))

Taka zmiana, to nie zmiana
Dalej wszystko jest jak było
Choć pozornie jest inaczej
To niewiele się zmieniło


Dalibóg! PKP jest wyznawcą tego kawałka:)

piątek, 8 kwietnia 2011

Another Chance

bo zupa była za słona.
bo serce było za duże.

zawsze jakiś powód na podorędziu się znajdzie.

czwartek, 3 lutego 2011

o miłości zrodzonej ze złości

Jej ojca/siostry nie cierpię. To królestwo monotonii najnowszych nowości. Nudny wysoki majestat się bawi i na uszach gawiedzi z zimną krwią zarzyna świeże przeboje! Muzykę z lubością magluje, radośnie wyciska, z mlaskiem wysysa do cna i wypluwa z suchym grzechotem. A turlająca się jeszcze przez chwilę na antenie pestka-nutka, w drodze do najdalszego, zapajęczonego kąta, budzi w słuchaczu już tylko, przepełnione nudą i zniecierpliwieniem, westchnienie.

Chilli Zet natomiast, stacja córka, albo stacja siostra, jak kto woli, łagodzi moje nastroje, koi nerwy, kołysze i tuli…a co najważniejsze - nie gnębi popowymi szlagierami

odkryłam niedawno
zakochałam się
i tak trwam
zwłaszcza w pracy
polecam.

niedziela, 7 listopada 2010

Gigi D'Agostino - La Passion

Dlaczego?
Bo podoba mi się ta teledyskowa sztafeta. Narracja przekazywana spojrzeniami. I lubię historie, które zataczają ładne koła.
Poza tym mam parę fajnych wspomnień związanych z tą piosnką. Poczujcie ten bit:))