Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prognozy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prognozy. Pokaż wszystkie posty

środa, 12 września 2012

(A)front atmosferyczny


W niedzielę prognoza pogody z uśmiechem zaanonsowała nam bieżący właśnie tydzień jako ciepły, by nie rzec wręcz upalny. Lato nie daje za wygraną – słodziutko szczebiotała. We wtorek rano ta sama urocza pani z tym samym uśmiechem oznajmiła, że to ostatni tak pogodny dzień i w środę z rana odebrano nam od ust co najmniej dziesięć stopni Celsjusza i, ażebyśmy otrzeźwieli i nie mieli już żadnych złudzeń co do wrześniowej aury, oblano nas kubłem deszczówki.

Zaprawdę nie byłabym sobą, gdybym nie kopnęła tego pudła, tej ułomnej meteorologicznej rachuby! Żeby chociaż ta ślepa kura cichutko i ostrożnie sunęła boczkiem. Ale nie!!! Idzie środkiem drogi i majta swą białą laską na wszystkie świata strony. Naprawdę trzeba mieć szczęście, by się na nią nie nadziać.
Media tak gęsto sadzą w ramówkach prognozy, że jeśli nie lubisz slalomów i obca Ci wykwintna ekwilibrystyka ucha, to zostaje Ci tylko off. Prognozy są głównym tematem porannych programów. Pojawiają się częściej niż informacja o godzinie. Prognozy to danie główne, podstawowe pożywienie, chleb nasz powszedni. Idealne na pierwsze śniadanie służbowe. I optymalne na ostatni kęs przed snem.

myślałam, że jestem już odporna na ten ciężkostrawny wątek.
Ale niestety, jak widać,
wciąż mam zbyt delikatny żołądek
I jest mi niedobrze
i przewiduję sensacje,

bo mnie korci, zwłaszcza jak słyszę te prognozy na wspak,
by instytut meteorologii roznieść w drobny mak!

piątek, 26 sierpnia 2011

Heavy

Zatem dziś nie ma strajku PKP. Dziś będzie upał.
Ten upał, który od tygodnia tak gorąco zapowiadają, przed którym żarliwie ostrzegają, i którego wyprzedzają, mówiąc, że już niedługo będzie można od niego odpoczywać.
A mnie skwar nawet nie musnął. Albo stroni tylko ode mnie, albo też rzeczywiście ukrop leje się wyłącznie z ust synoptyków, a słońce spala w wiór jedynie mapki w wiadomościach.
Trudno orzec.
lepiej muzyki posłuchać.


piątek, 11 lutego 2011

Zima

Od początku stycznia media bardzo się nią opiekują; trzymają ją pod swymi skrzydłami i odkąd biedaczka niedomaga nieustająco i niezmordowanie dodają jej otuchy, że będzie lepiej, że już wkrótce temperatura spadnie, a ona znów w pełni sił, w aureoli śniegu stanie na własnych w lodzie ciosanych nogach.
Samarytanie, psia kość. Naprawdę się starają. Od miesiąca z okładem chodzą wokół dogorywającej zimy na paluszkach i z zatroskanym czołem mydlą jej oczy. Każdego dnia dla jej dobra maskują prawdę i w eterze ich alarmujący ton głosu bezwstydnie minus jeden pakuje w minus dwadzieścia, słaby opad śniegu kamufluje w zacinającą z ukosa śnieżycę, a wiatr nadyma do wichury.

A mnie nie obchodzi stan krytyczny zimy. Najchętniej odłączyłabym kroplówkę z medialnymi zaklęciami, poduszkę do ust przyłożyła i dobiła…o tak. DOBIŁA..
Bo jest dobrze. Takie zimy lubię. Schorowane i mizerne, osłabione gorączką, bez mroźnego tchu i bez szronu na czole.

Prognoza radiowa dziś mojego przyjaciela ptaka nie zagłuszyła. Znów się rozśpiewał, na pohybel zimie!!!
:)

poniedziałek, 29 listopada 2010

Pierwszy śnieg

Pada sobie. Powolutku i spokojnie. Rzec można: nieśmiało i cichaczem, w przeciwieństwie do deszczu, nie anonsując się dudnieniem w parapety. Jednakowoż, choć wstydliwy i lękliwy nieco, nie daje się nie zauważyć i bardzo wadzi drogowcom i kierowcom. Mi czasem też, choć nie należę ani do pierwszych, ani drugich.
Ale dziś się cieszę. Patrzę jak śnieży i się cieszę.
Cieszę się, że żyję, bo według weekendowych, nadgorliwie nadawanych zewsząd prognoz myślałam, że oto dziś nastąpi koniec świata, że obudzimy się w poniedziałek w jednej wspólnej trumnie, której wiekiem (i zarazem gwoździem do) będzie gruba pokrywa śnieżna; i że zginiemy, zastygając sobie w mrozie solidarnie z płucami pełnymi dwutlenku węgla i z zakrwawionym od drapania lodu palcami…


Naprawdę warto - zanim następnym razem uwierzycie w to, co Wam poda na przystawkę radio - przypomnieć sobie, co mawiał Jan Roztropek spod Gostynia, kiedy to zasiadał do postnego obiadu: „niebo sieje śnieg - media panikę – a ja najbardziej lubię z ziemniakami gzikę.” Zaprawdę powiadam: prosty to, acz mądry człek był;))))