Pokazywanie postów oznaczonych etykietą media. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą media. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 28 czerwca 2012

Península Ibérica


Przeczuwałam taki koniec. Ha! Ja wiedziałam, że tak będzie. I wcale nie wywróżyłam tego, jak szanowna większość dzisiejszych internetowych pyskaczy,  z ciężkiej od żelu głowy Ronaldo.

Kiedy Pan, Panie Sprawozdawco, powiedział (bodajże w trzydziestej minucie gry, gdy sfaulowany piłkarz Portugalii leżał na murawie w asyście pielęgniarzy), że oto teraz jest chwila przerwy, by coś wypić. Na ekranie zobaczyliśmy wtedy Iniestę, który polewał twarz wodą i wysłuchiwał uwag trenera. Wówczas Pan dodał, że to dobry czas na wzięcie oddechu i kilku wskazówek. Zaraz potem pokazano nam trenera Portugalii, który beztrosko siedział na ławie z drużyną rezerwowych. Natenczas Pan lekko dorzucił, że trener Portugalii nie podchodzi do linii boiska, gdyż gra Portugalii jest na bardzo wysokim poziomie i przebiega właściwie bez zarzutu.
I TO BYŁ WŁAŚNIE TEN MOMENT,
w którym zrozumiałam, że nie jest dobrze.
Że to się posypie.
Że będzie dogrywka, a potem rzuty karne.
I że Portugalia przegra.

I wtedy poszłam spać.
:)

środa, 4 kwietnia 2012

O pięknym szczęściu

Ponoć osoby, które od czasu do czasu (?) sięgają po alkohol są szczęśliwsze. Właśnie to zbadano. Kto? W tym temacie media informacjami już nie zaszastały. Tylko tyle, że ludzie z procentem we krwi czują się atrakcyjniejsi.

No to ci nowina.
No, wina.
Wina, wina, wina dajcie.
Chcecie być piękni, to się upijajcie.

Oczywiście mam parę pytań. (Post bez pytania - jak bez mleka kania)

Przekazując tę nowinę przemilczano koszt badań (a koszty frazesowych analiz zawsze mnie bardzo zajmują;) ORAZ, czy badani otrzymali zagryzkę? jeśli tak, czy okazała się ona być istotnym szczeblem w drabinie do szczęścia? czy grzybki zwiększały atrakcyjność bardziej, czy jednak raczej ogórki (i co na to wszystko śledź?). Poza tym, czy poziom poczucia własnej atrakcyjności zależy również od rodzaju trunku? A dokładniej - jego mocy? Czy pacjentów podzielono przed badaniem na obiektywnie brzydkich i obiektywnie pięknych? I jak dobrano komisję, która podjęła się tego karkołomnego zadania? Kto w niej zasiadł (piękni, brzydcy, nijacy)? A dalej, czy wyłonieni obiektywnie piękni pili delikatnie, tylko piwo, wino i sherry, a obiektywnie brzydkim od razu z grubej rury zaserwowano wódkę, bimber i spirytus? Czy i jedni i drudzy byli świadomi do jakiej grupy trafili? I czy odnotowano wpływ tej informacji na ilość spożywanych ku chwale nauki napojów?
ORAZ dalej,
Czy badani pili do lustra?
czy z przeprowadzonych doświadczeń wydestylowano brzydotę odporną na działanie wysokich procentów? I, dalibóg, co z abstynentami? są skazani na wieczne niepowodzenie i ciągły dramat?
I w końcu, czy zostaną wydane tablice, w których każdy odnajdzie (stosowną do swej urody) dawkę stężenia alkoholu we krwi, która to zapewni mu zadowalający poziom krasy na każdy dzień?

Poza tym w świetle w/w informacji powiedzenia: krętymi ścieżkami szczęście chadza oraz i pijany ze szczęścia - zyskały nowy wymiar.

Ponadto zdaje się, iż zarzucenie określenia płeć brzydka – mogłoby znacząco zmniejszyć spożycie alkoholu wśród chłopców.

Natomiast nie do końca jest jasne,
czy po takiej codziennej kuracji
dla otoczenia (tak jak i dla zawianej siebie)
będę równie piękna i wspaniała,
czy też li tylko w sztok pijana?

Jest to dość istotne.

konieczność upijania i siebie i przyległej okolicy
może niektórych wynieść drożej niż operacja plastyczna.

poniedziałek, 29 listopada 2010

Pierwszy śnieg

Pada sobie. Powolutku i spokojnie. Rzec można: nieśmiało i cichaczem, w przeciwieństwie do deszczu, nie anonsując się dudnieniem w parapety. Jednakowoż, choć wstydliwy i lękliwy nieco, nie daje się nie zauważyć i bardzo wadzi drogowcom i kierowcom. Mi czasem też, choć nie należę ani do pierwszych, ani drugich.
Ale dziś się cieszę. Patrzę jak śnieży i się cieszę.
Cieszę się, że żyję, bo według weekendowych, nadgorliwie nadawanych zewsząd prognoz myślałam, że oto dziś nastąpi koniec świata, że obudzimy się w poniedziałek w jednej wspólnej trumnie, której wiekiem (i zarazem gwoździem do) będzie gruba pokrywa śnieżna; i że zginiemy, zastygając sobie w mrozie solidarnie z płucami pełnymi dwutlenku węgla i z zakrwawionym od drapania lodu palcami…


Naprawdę warto - zanim następnym razem uwierzycie w to, co Wam poda na przystawkę radio - przypomnieć sobie, co mawiał Jan Roztropek spod Gostynia, kiedy to zasiadał do postnego obiadu: „niebo sieje śnieg - media panikę – a ja najbardziej lubię z ziemniakami gzikę.” Zaprawdę powiadam: prosty to, acz mądry człek był;))))