Pokazywanie postów oznaczonych etykietą radio. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą radio. Pokaż wszystkie posty

piątek, 1 marca 2013

Alert


Wróciwszy do mieszkania włączyłam radio,
A ono (miast zamerdać ogonem)
powitało mnie grobowym tonem:

Za dwie godziny i 12 minut…

Tonem, który równie dobrze mógłby anonsować apokalipsę
A w najlepszym razie
relacjonować lądowanie rakiety kosmicznej.

Za dwie godziny i 12 minut…

Więc zastygłam przerażona i nastawiłam ucha

Za dwie godziny i 12 minut…
formalnie zakończy się pontyfikat Papieża Benedykta XVI

wyobrażam sobie
że nawet ci najbardziej zasmuceni tą wieścią
w tamtej chwili
odetchnęli z ulgą.

piątek, 15 lutego 2013

Wyciąg z audycji radiowej


Z wczora wieczora:)


Dobry wieczór,
dziś nikogo nie zaskoczymy tematem audycji i porozmawiamy o walentynkach…
O! Widzę, że już Państwo do mnie dzwonią. Odbieram zatem pierwszy telefon.

Halo? Ja chciałem tylko powiedzieć, że walentynki przyszły do nas z Ameryki! Tak samo jak to ohydne jedzenie. Te makdonaldy, to wszystko… przecież jak te nasze dzieci teraz wyglądają?!!! Proszę pana, gdzie się podziały te nasze bary mleczne z pierogami?!!!! TO ONA wszystko zniszczyła. TA AMERYKA! Komunę też zabiła, proszę pana, ale pal to licho. Tych dzieci szkoda!!!!  

Halo? Dzień dobry, ja dzwonię, bo nie mogę uwierzyć w to, co słyszę. W to, co ten pan przede mną mówił. Bo jak można, proszę pana, negować święto, które niesie ze sobą tak pozytywne przesłanie. Przecież w tym pędzącym świecie, takich właśnie świąt potrzebujemy! Na co dzień mamy tak mało czasu, by celebrować uczucia. Naprawdę każde święto, KAŻDE TAKIE MIŁE ŚWIĘTO, powinniśmy wykorzystać i się z niego cieszyć…

dobry wieczór, ja proszę pana, chciałbym powiedzieć tej pani, co przed chwilą się wypowiadała, że jej współczuję! WSPÓŁCZUJĘ JEJ  proszę pana! Jeśli ona tylko od święta jest kochana. Bo na przykład moja walentynka dostaje kwiaty codziennie! CODZIENNIE!, proszę pana, i to tylko chciałem powiedzieć.DO WIDZENIA!

halo? Tak.  Też chciałbym nawiązać do tej pani, która z taką radością opowiadała o walentynkach. Mam do niej pytanie, czy z równie wielkim zaangażowaniem świętuje dzień miłosierdzia bożego? Bo jest taki dzień, proszę pana, jest takie nasze święto miłości…  i ja jestem BARDZO CIEKAWY. To tylko tyle chciałbym zapytać. Tę panią. DOBRANOC.


Jestem zafascynowana:)))

wtorek, 3 maja 2011

(sic!)k joke

- Przed chwilą wysłuchaliśmy “Hole in the head”. To piosenka o Osamie bin Ladenie he, he, he… - doniosła mi do ucha jedna z fal radiowych.

(?)

Nie mam słów.

piątek, 11 lutego 2011

Zima

Od początku stycznia media bardzo się nią opiekują; trzymają ją pod swymi skrzydłami i odkąd biedaczka niedomaga nieustająco i niezmordowanie dodają jej otuchy, że będzie lepiej, że już wkrótce temperatura spadnie, a ona znów w pełni sił, w aureoli śniegu stanie na własnych w lodzie ciosanych nogach.
Samarytanie, psia kość. Naprawdę się starają. Od miesiąca z okładem chodzą wokół dogorywającej zimy na paluszkach i z zatroskanym czołem mydlą jej oczy. Każdego dnia dla jej dobra maskują prawdę i w eterze ich alarmujący ton głosu bezwstydnie minus jeden pakuje w minus dwadzieścia, słaby opad śniegu kamufluje w zacinającą z ukosa śnieżycę, a wiatr nadyma do wichury.

A mnie nie obchodzi stan krytyczny zimy. Najchętniej odłączyłabym kroplówkę z medialnymi zaklęciami, poduszkę do ust przyłożyła i dobiła…o tak. DOBIŁA..
Bo jest dobrze. Takie zimy lubię. Schorowane i mizerne, osłabione gorączką, bez mroźnego tchu i bez szronu na czole.

Prognoza radiowa dziś mojego przyjaciela ptaka nie zagłuszyła. Znów się rozśpiewał, na pohybel zimie!!!
:)

czwartek, 3 lutego 2011

o miłości zrodzonej ze złości

Jej ojca/siostry nie cierpię. To królestwo monotonii najnowszych nowości. Nudny wysoki majestat się bawi i na uszach gawiedzi z zimną krwią zarzyna świeże przeboje! Muzykę z lubością magluje, radośnie wyciska, z mlaskiem wysysa do cna i wypluwa z suchym grzechotem. A turlająca się jeszcze przez chwilę na antenie pestka-nutka, w drodze do najdalszego, zapajęczonego kąta, budzi w słuchaczu już tylko, przepełnione nudą i zniecierpliwieniem, westchnienie.

Chilli Zet natomiast, stacja córka, albo stacja siostra, jak kto woli, łagodzi moje nastroje, koi nerwy, kołysze i tuli…a co najważniejsze - nie gnębi popowymi szlagierami

odkryłam niedawno
zakochałam się
i tak trwam
zwłaszcza w pracy
polecam.

poniedziałek, 29 listopada 2010

Pierwszy śnieg

Pada sobie. Powolutku i spokojnie. Rzec można: nieśmiało i cichaczem, w przeciwieństwie do deszczu, nie anonsując się dudnieniem w parapety. Jednakowoż, choć wstydliwy i lękliwy nieco, nie daje się nie zauważyć i bardzo wadzi drogowcom i kierowcom. Mi czasem też, choć nie należę ani do pierwszych, ani drugich.
Ale dziś się cieszę. Patrzę jak śnieży i się cieszę.
Cieszę się, że żyję, bo według weekendowych, nadgorliwie nadawanych zewsząd prognoz myślałam, że oto dziś nastąpi koniec świata, że obudzimy się w poniedziałek w jednej wspólnej trumnie, której wiekiem (i zarazem gwoździem do) będzie gruba pokrywa śnieżna; i że zginiemy, zastygając sobie w mrozie solidarnie z płucami pełnymi dwutlenku węgla i z zakrwawionym od drapania lodu palcami…


Naprawdę warto - zanim następnym razem uwierzycie w to, co Wam poda na przystawkę radio - przypomnieć sobie, co mawiał Jan Roztropek spod Gostynia, kiedy to zasiadał do postnego obiadu: „niebo sieje śnieg - media panikę – a ja najbardziej lubię z ziemniakami gzikę.” Zaprawdę powiadam: prosty to, acz mądry człek był;))))