Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polityka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polityka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 24 maja 2015

prezydencka miłostka

„...wakacji nadszedł kres.
przyszedł dzień, w którym już 
Rozstać musieliśmy się, rozstać musieliśmy się”


Ledwie dwie randki i to pod obstrzałem milionów spojrzeń. W takich warunkach trudno o nastrój do szczerej i od serca rozmowy. Trudno otworzyć się i słów w bawełnę nie owijać.
I rzeczywiście: kluczyli, manewrowali, w strachu przez wyznaniami.
Ale jednak, mimo niesprzyjającego klimatu, zaiskrzyło. I w minionym tygodniu wyraźnie było widać, że coś jest na rzeczy; że dzień w dzień, zawsze i wszędzie, cokolwiek mówili, cokolwiek robili - czynili to z myślą o sobie.

Nawet ich wizerunki sobie wzajemnie towarzyszyły. Łeb w łeb. Gdzie fotografia jednego, tam i druga - drugiego. Ramię w ramię. Billboard w billboard. Spot w spot. Papużki nierozłączki „…są ptakami aktywnymi i głośnymi, wydają donośne, piskliwe głosy.(…) Raz dobrana para tworzy trwały związek monogamiczny.”

Co do tej trwałości – mam wątpliwości.
Martwię się.
Bo dziś wygra tylko jeden.
Wyjdzie z urny, z prochów głosów powstały.
A to z pewnością zaważy na dalszych losach tej pary,
Bo gdy po jednej ze stron przewaga,
kryzys w związku zazwyczaj się wzmaga.

Sukces, jak zdrada, potrafi zniszczyć najbardziej krzepkie więzi.  
I co teraz?
Co z nimi jutro będzie?
Czy ten związek przetrwa napięcie?
I majaczącą się na horyzoncie rozłąkę?
Czy zawalczą o siebie?  Czy też dzisiejszy dzień, dzień wyborów, okaże się dla nich tym, czym dla wakacyjnych zakochanych zwykle bywa zmierzch lata?  

Przyznaję, że nieco udaję,
że się tym dręczę i żem wrażliwa,
bo po prawdzie mój liść jesienny
już dawno na dnie urny spoczywa …

czwartek, 21 maja 2015

debata

pytanie - odpowiedź

- Czy jest pan za związkami partnerskimi?
- nie, nie blokuję etatu na wyższej uczelni! 

mhm...
no nie wiem.


czwartek, 22 września 2011

No dobra!

ponoć za wcześnie wdziałam żałobę.
ponoć to dziś ostatni dzień lata.
no trudno. Nie będę na jeden dzień ściągać kiru. Zresztą wszystkie szaty rozdarłam już wczoraj. Dziś nie ma czego drzeć. Chyba że koty.

W kolejnym punkcie programu chciałabym uprzejmie przypomnieć komitetowi wyborczemu PiS, że teraz nie obwiesza się całego Poznania od stóp do głów plakatami. Na te cudowne afisze czekają specjalne punkty, a nawet całe ściany, specjalnie do tego celu wyznaczone. Zresztą, skoro tak szczerze już rozmawiamy, to mam radę dla wszystkich komitetów: najlepiej w ogóle darować sobie tę kiepską reklamę i zaoszczędzić na papierze, farbie, kleju, sesjach zdjęciowych, kostiumach, garniturach, tekturach… a przede wszystkim oszczędzić tej mizernej okrasy miastu, które przez bieżące remonty wygląda już dość i wystarczająco nieszykownie.
A jeśli jeszcze macie wątpliwości, to pragnę uczciwie, a nawet i obiektywnie dodać, że te głowy, lub w porywach całe tułowia, polityków naprawdę nie wodzą na pokuszenie, by nie napisać, że niektóre to jedynie odpychają. Także ten… naprawdę śmiało można je sobie odpuścić.

A teraz będzie muzyka.
Ten pan zawsze wzbudzał we mnie lęk ("bo ma w sobie coś takiego...":). Jednak w przypadku tego utworu moje łakomstwo przezwycięża strach i śmiało częstuję się tym kawałkiem. Ile w ucho wlezie.
Panie Panowie, przed Wami Yugopolis feat. Maciej Maleńczuk
:)

czwartek, 9 września 2010

Czasem polityka mnie dotyka

I to często zły dotyk jest:) i czuję się obmacana, sponiewierana i nieczysta. Ale czasem polityka otwiera mi oczy na pewne ważkie sprawy. Czasem - tak jak wczoraj. A co wczoraj?

Są paski, które kolorem niebieskim komunikują kobiecie, że jest w ciąży, ale są też takie telewizyjne, które skwapliwie doniosą jej, że oto właśnie została zawieszona w prawach członka PiS.
I wczoraj ja - beztroski motylek, który z polityki jest kompletną nogą (motylą, jako się rzekło:) i nie do końca odróżnia prawo od lewa - przysiadłam na poręczy fotela i zastygłam, słuchając wywiadu z ową niespodzianie wyklętą Panią. Wywiad był kompletnie o niczym, gdyż Pani nie miała pojęcia po co? na co? w jakim celu? to, co się stało, się stało, i czy to, co się ponoć stało, stało się na pewno. Twardo jednak siedziałam, obserwując, jak ta potępiona kobieta z gracją omija wnyki, z uśmiechem przeskakuje wilcze doły i toczy po blacie do Pani Moniki Olejnik odpowiedzi krągłe, gładkie i bez żadnej skazy.
Ale przejdźmy do meritum.
Po pół godzinie seansu ja już wiem. TAK. WIEM. Pewna jestem,
że Monika Olejnik swoje buty (wczoraj - krwista czerwień zamontowana na 20 centymetrach srebrzącego się pręta) zakłada tylko na czas rozmowy celem ekspozycji. Zaprawdę na takiej konstrukcji daleko zajść nie można, powiem więcej – powątpiewam w możliwość przyjęcia w niej postawy stojącej. Dlatego niniejszym pragnę zdemaskować Kropkę nad i.
To żaden program publicystyczny. To tylko takie małe, fetyszystyczne biennale.
Howgh!
;)