wtorek, 3 stycznia 2012

Historia jednej znajomości

Morza szum, ptaków śpiew
Złota plaża pośród drzew


A tu w międzyczasie
do mnie, stojącej na światłach, odezwał się nieznajomy chłopak. Wstęp naszego spotkania trochę mi umknął, gdyż i bo uszy miałam szczelnie zatkane muzyką. I nie wiedziałam, czy po prostu zagaił, czy rozpoznał we mnie koleżankę. Zorientowałam się, że „rozmawiamy” w chwili, gdy on wygodnie rozgaszczał się pod moim parasolem.

- A ty już do domu?
- mhm…
- ech…ty to masz dobrze. Ja dopiero do szkoły.

Potem opowiedział mi historię o zepsutym tramwaju, rzucił kilka uwag o kierowcy, który właśnie łamał jakiś przepis prawa drogowego… Aż w końcu, wróżąc nam rychłą rozłąkę, rozbłysło zielone światło. Ramię w ramię zdobyliśmy grzbiet zebry i oto rozstać musieliśmy się, rozstać musieliśmy się … W zamyśle miałam już przygotowane zdawkowe cześć, ale okazało się, że z tym kolegą łączy mnie bardziej zażyła relacja. Chłopak wyciągnął do mnie dłoń, którą ja (posłuszna wszelkim grzecznościowym gestom) z uśmiechem uścisnęłam, a on, mając mnie już w swoim ręku, przyciągnął do siebie i mocno przytulił, klepiąc po plecach obietnicą kolejnego szybkiego spotkania. (SIC!)

Doprawdy, lada chwila osiągnę plastyczność „Człowieka, którego brano za kogoś innego” J.Egloffa.
:)
To było niesamowite.

1 komentarz:

  1. To jest po prostu sposób na przetrwanie deszczu :) A przy okazji i na podryw ;-)

    OdpowiedzUsuń