Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ksero. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ksero. Pokaż wszystkie posty

piątek, 16 września 2011

Hrabia Fredro wiedział niejedno

Niedawno obdarowano nas służbowym sąsiadem. Pewien Dział (niech on się tak tutaj zwie) wprowadził się piętro niżej.

Niestety zamiast rzucić mu się na szyję i tradycyjnie powitać chlebem i solą, od progu zaczęłam psuć nasze sąsiedzkie stosunki. Chyba nie nadaję się na sąsiada, choć, dalibóg!!!, jestem jednostką grzeczną, miłą i kulturalną (uprasza się o nie zaprzeczanie tej oczywistej prawdzie!).

Ale naprawdę ILE MOŻNA? NAWET moja legendarna spolegliwość ma swoje granice.

Rozumiem szklanka mąki. Szklanka cukru. Raz na jakiś czas. Ale te Gawły jeszcze się na dobre nie zagnieździły, a już swawole zaczęły. Na wysokich obrotach. Co kilka minut. A to ksero potrzebujemy skopiować tylko kilka stron!!! pilnie, a to telefon to naprawdę pilne, a to płyn do zmywania oddamy wam z nawiązką, a to zszywacz, dziurkacz, gumka do mazania...

Przy 65748 razie, a konkretnie, przy prośbie o ryzę papieru, bo musimy coś wydrukować KONIECZNIE wyczerpała się miłość do bliźniego. Odmówiłam.
Od tamtej słodkiej chwili,
uwieńczonej trzaskiem drzwi,
ten dział, co ciągle coś chciał
niepokojąco milczy.

Myślę, że w tej ciszy między piętrami
rodzi się odwet, co do krwi mnie zrani
i czuję, że będę pluć w brodę sobie
bo przecie „Jak ty komu,
tak on tobie”

czwartek, 15 września 2011

komunikacja (tym razem nie miejska)

za każdym razem, gdy chce mi przekazać jakąś informację, dobywa z siebie przeraźliwe piski. Doprowadza mnie tym do szału, zwłaszcza, że wieści ma sporo i co chwilę, skrzecząc wysokim tonem, bombarduje mnie jakąś rewelacją. A to obwieszcza, że właśnie zaczyna pracę, a to że właśnie ją z sukcesem kończy, że coś zostawiłam na jego blacie, że nie podałam mu kartek, że nie dałam znać o jaki format chodzi, że nie domknęłam jakiejś szuflady, że klapy nie opuściłam, czegoś mu nie załadowałam, że o jakichś parametrach zapomniałam… A jak zdarzy mu się zadławić – stawia na nogi cały dział. Każdy szczegół jego działalności musi zostać nagłośniony, ogłoszony wszem wobec i każdemu z osobna.

Ten hałas jednak nie zagłusza mej tęsknoty za jego poprzednikiem. Wręcz przeciwnie. Z każdym pełnym pretensji dźwiękiem to nostalgiczne uczucie narasta. Z łezką w oku wspominam tamto, stare ksero. Tak czarownie dyskretne w obsłudze.
Współpracowaliśmy bezgłośnie.
Obrazki na jego wyświetlaczu i rozszyfrowujące je w mig moje oczy.
Pełna harmonia.
Symbioza.
Balans.

królestwo dla tego, kto zaknebluje mi to superhipernowoczesne ksero!!! (i udrożni miejskie drogi:)))))