niedziela, 24 stycznia 2016

o agnostyku

Polityka nigdy nie była niewinna (a ja na tyle naiwna, by tak sądzić). Ale też i nigdy tak bardzo mnie nie zajmowała i nie drażniła. Obrażeniom zapewne sprzyja zbyt wysuszona skóra (bo mróz, ogrzewanie, wiatr…) i wystarczy muśnięcie, by mnie urazić. Lecz miast się zakryć -  ciągle odsłaniam czuły punkt i nadstawiam oko na sól.
Z odrazą, a jednak, wciąż słucham, oglądam, czytam. Masochistycznie taplam się w tych kłamstwach i absurdach.  A potem chcę zakopać się na stojąco w ogrodzie i przed ostatnią garścią piachu walnąć się łopatą w łeb. Jak to zrobić? 
Dopóki ziemia nie zmięknie - niszczę punkty styczne. Dziecinada, ale broszki pogrzebałam na dnie szkatułki. Ale co dalej? Apostazja? Na tle obecnego politycznego jazgotu w wysokim świątobliwym tonie - zaczyna brzmieć kusząco.  
Pan prezydent na noworocznym spotkaniu z rządem na wstępie powiedział, że cieszy się, CIESZY się, że są tutaj razem zebrani i wszyscy wierzący.

I to mnie pociesza. Nie ma styku. 
bo ja ostatnio bez ustanku powątpiewam
i nie wierzę
nie wierzę własnym oczom i uszom.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz