piątek, 29 stycznia 2016

njus sponsorowany


na tę informację czekałam. 
pewnym było, że ją podadzą. Za dzień, za dwa... ALE OTO JUŻ!
Właśnie puszczono w eter, że przez Polskę przetoczy się fala zachorowań na grypę. 
Fala wysoka i silna; żywioł, który zmiecie sporą garść ludności polskiej. A może i nawet jej garści dwie.
git. Jest fala, jest news i ton wygrzebany z tego samego magazynu, gdzie na użycie oczekują ponure brzmienia o śnieżycach, trzęsieniu ziemi, ataku roju pszczół, pladze motyli, epidemii płaskostopia, kwaśnych deszczach, ofensywie drapieżnych wiewiórek i szturmie dzikich krów.  
Ponieważ wszystkie te malownicze atrakcje ostatnio omijają nasz kraj, reporterzy nie mają materiału do ćwiczeń tonu ostrzegawczego; do pielęgnowania tego drżącego dźwięku pełnego troski i niepokoju, przeplatanego złowrogą barwą, stawiającą na nogi każdego słuchacza i trwożącą serce jego. Te srogie głosy na alarm bijące -  butwieją w archiwum radiowym; Ażeby nie uległy doszczętnemu zniszczeniu i marnacji, czasem trzeba ich użyć. Odświeżyć, przewietrzyć, orzeźwić. Każdy rasowy reporter winien kilka razy w roku, dla wprawy, poczuć w krtani ten apokaliptyczny ton, a choćby i nadając o grypie. Każdy kraj ma swoje klęski żywiołowe. W oczekiwaniu na spektakularną makabrę, która pozwoli się dziennikarsko wyżyć, trzeba rzeźbić w dostępnym tworzywie.
Übung macht den MeisterPowiedzmy, że to jeszcze rozumiem (uczyło się tych języków:), ale te barany w ekstazie ćwiczebnej relacji idą za daleko.
Gorąco zachęcamy do szczepień - mówi bowiem radio - ludzie, którzy się nie szczepią, stanowią zagrożenie dla tych najbardziej podatnych na chorobę

Acha, acha…
zamiast dopingować ludzi do podtrzymywania tlących się w nich jeszcze mechanizmów obronnych, zachęca się i namawia do ich gaszenia. Gdy tymczasem główne źródło grypy bije spokojnym, równym rytmem, ot!, w ludzkiej głupocie, czy ładniej: ignorancji (ale wcale nie szczepionek).

Skończył się mróz. Ludzie - osłabieni, zmęczeni zimą i życiem w ciemnościach, ze swoim brakiem wyczucia w kwestii stroju, i ze skrupulatną nieumiejętnością zadbania o swoje zdrowie, z głębokim poważaniem profilaktyki i bezgranicznym zaufaniem do antybiotyków -  łapią infekcje sprawnie, niczym zniecierpliwione panny bukiety na ślubach koleżanek. A potem, trzymając już w ręku dorodny stan zapalny, spacerują z nim dumnie w tłumie, jak dziecko z balonem na festynie, i upuszczając zeń powietrze powoli, a skutecznie, infekują innych. 
O to, to TO.

Szczepionka tu. Szczepionka tam. Na to i owo.
Spodziewam się, że ostatni człowiek zejdzie z tego świata z powodu zwykłego kataru. Zabije go własne kichnięcie. Nieszczęśnik wystraszy się go i padnie na zawał.
Pysznie dodałbym jeszcze: wspomnicie moje słowa, ale przecie nie będzie komu ich wspominać.
Żal i smutek.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz