poniedziałek, 18 stycznia 2016

Ważny komunikat

Może chciał wywietrzyć biuro przed przerwą świąteczną?
Otworzył okno, wyszedł na chwilę do pokoju obok, ale potem szybko zrobiło się późno, trzeba było wyjść, czas naglił, a tu szalik, tu czapka, teczka, telefon…  i zapomniał zamknąć. Albo może zamknął, ale w pośpiechu niedokładnie. Bo tu telefon, tu cholerna czapka, teczka i nie przytrzymał dobrze, nie docisnął i poszedł do domu.
Tak, czy siak, podczas przerwy świątecznej okno musiało być szeroko otwarte. A dzięki wnikliwej nieuwadze sprzątaczki, wyczerpującemu lenistwu portiera i gruntownej bezczynności ochroniarza sytuacja nie zmieniła się ni na jotę aż do nowego roku. 
W biurze tymczasem zagościł i wiatr i mróz i śnieg i deszcz. Kaloryfery nie zniosły bezpośredniego ataku i pękły. Sprzęty, papiery, szafy zostały zalane. A następnie wszystko ściął lód. W takim stanie w styczniu  zastało swój służbowy pokój owo nieuważne i beztroskie – nieznane mi -  indywiduum.

Tak to sobie wyobrażam, po lekturze maila, który właśnie został rozesłany wszystkim pracownikom.
"Temat: Ważny komunikat

W związku z okresem zimowym, Dział Gospodarczy przypomina o sprawdzeniu, przed wyjściem z pracy, czy wszystkie okna są szczelnie zamknięte w pomieszczeniach, w których Państwo przebywacie lub nimi zarządzacie.
W wyniku silnego mrozu i porywistego wiatru, możliwe jest otwarcie niedomkniętych okien, pęknięcie kaloryferów wskutek różnicy temperatur i zalanie pomieszczeń.

Prosimy zachować czujność i odpowiedzialność za powierzone mienie"
……
Przejęliśmy się i, dalibóg!, staramy się, jak możemy, odpowiedzieć na to dramatyczne wezwanie solidnym, weń wskazanym, czynem. Dzielnie bronimy biura przed zimą, choć pilne czuwanie nad oknami rozprasza nas i odciąga od innych, nie mniej ważkich, zadań.
W drodze do toalety zastanawiamy się, czy aby na pewno okna są zamknięte; 
wychodzimy z pracy też tylko z tą jedną niepewną myślą, która zmusza nas do niekończących się weryfikacji -  Co, zwłaszcza dla kogoś (ekhm), kto pracuje na 6 piętrze, a z powodu lekkiej klaustrofobii nie jeździ sfatygowaną i kapryśną windą -  jest cokolwiek męczące (choć uda rzeźbiące).
Nerwica pożera nam żołądki, a bezsenność rozsądek. W nocy budzi nas dźwięk trzaskającego niedomkniętego służbowego okna; prześladuje nas stukot futryny, z którą radośnie romansuje wiatr; wzdrygamy się, słysząc chlupotanie deszczu i bledniemy, gdy prognozy mówią o silnych mrozach.
Ale  mimo to, Moi Mili, nie tracimy ducha i wciąż jesteśmy w stanie pogotowia. Mamy oczy szeroko otwarte na okna szczelnie zamknięte. Powołujemy dyżury, gdyż (jak bystro wykoncypowaliśmy) zbiorowe dmuchanie na zimne mogłoby również wytworzyć niepożądaną różnicę temperatur i doprowadzić do kolejnego nieszczęścia. 

I choć nie ustajemy w działaniach i organizujemy się wciąż lepiej i na nowo, to jednak i w gruncie rzeczy, nie same okna spędzają nam sen z powiek, ale towarzysząca im myśl, TA STRASZNA MYŚL, że za chwilę zostaniemy zobligowani kolejnym WAŻNYM KOMUNIKATEM do podjęcia dalszych skrzętnych gospodarskich kroków i przyjdzie nam pamiętać TEŻ o spłukiwaniu wody w toaletach, zamykaniu klap, zakręcaniu kranu, wyłączaniu światła w opuszczanych pomieszczeniach, …
… i o zamykaniu (szczelnym!) drzwi.
To doprawdy pozbawia nas sił.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz