Pokazywanie postów oznaczonych etykietą taniec. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą taniec. Pokaż wszystkie posty

piątek, 27 sierpnia 2010

reach for the stars

Zawsze chciałam, by coś takiego mi się przytrafiło, że oto raptem na zakupach muzyka mocno obejmuje mnie w pasie i bierze do tańca. Mało tego. Rytmem wyrywa też tego gościa łysego - w browarze szperającego i, bez pytania i w wesołych tonach, łapie kibić pani nurkującej w makaronach, a i ochroniarz zostaje porwany w żwawe i jakże energiczne tany… Wszyscy w jednej chwili, zaskakująco zgodnie!, czujemy ten sam zew i dryg; nuty z marketowych głośników kręcą nami (jak kolorowymi bąkami:) i zaczynamy hasać lub, jakby to zapewne powiedziała pani prof. Wycichowska, wyrażać siebie w tańcu. I nikt się nie opiera. Wyrażamy się wszyscy:))) Żadnego wstydu, krygu, czy się migania. Pląs króluje w każdym korytarzu. Hołubce rządzą przy kasach, przytupy w mięsnym, a podskoki w monopolowym…

Spontaniczna taneczno-muzyczna solidarność, taki krótki amatorski musical wyrwany z gardła szarej rzeczywistości - nie zdarza się, CHOĆ muzyka dudni we wszystkich marketach lub PONIEWAŻ muzyka dudni we wszystkich marketach, zalewając nas donośnie i kisząc hucznie, tak że wychodzimy stamtąd z(a)mar(y)nowani, a nie radośnie rozhasani. 

A może to po prostu, ciągle i jeszcze, nie TA muzyka? 

Po obejrzeniu tego teledysku zastanawiam się, czy byłby możliwy taki flash mob, by np.: na dworcu głównym w Poznaniu pojawił się jakiś zbiorowy obertas, czy mazurek, czy też cokolwiek innego tradycyjnego, równie miłego i ożywczego, jak salsa, która zdarzyła się korytarzom barcelońskiego metra? Zali byśmy podołali?

? :)

Pasażerowie, prośmy się

do tańca:)