piątek, 19 listopada 2010
Znoje
Jaj też nie znoszę:) a jem. Tak. Ale nie jem mięsa, a odkąd nie jem, wędliny śmierdzą mi podobnie, jak nikotyna. Przesadzam, co? :))To trudne zagadnienie, naprawdę się wczujcie;))), gdyż w tej sprawie żaden rząd mi nie pomoże i uczynnie nie zakaże jedzenia po tramwajach, pociągach i przystankach kanapek z szynką tudzież salami. A ludzie, proszę ja Was, jedzą. Jedzą jak najęci. Permanentnie i non stop. Czasem wydaje mi się, że wszyscy wokół trzymają w gębach kabanosy i parówki; że z otaczających mnie ust nieprzerwanie sterczą wędliniarskie cygara, a swąd kiełbasianego oddechu unosi się w powietrzu i ogarnia mnie, owiewa, okadza… że słyszę przeraźliwy jęk zabijanych prosiąt…no dobra. Tu zaczyna się przesada:) A umówmy się - nie jestem fanatykiem.
Być może to delikatna kwestia higieny jamy ustnej, a nie ilości zjadanego mięsa.
Być i to może.
Dość, że czasem odnoszę wrażenie, że wracam do domu woniejąca, jak rzeźnik:)))
wtorek, 24 sierpnia 2010
Skręt
Zachwycają mnie książkowi tudzież filmowi palacze. Wzdycham, gdy dewocyjnie zaciągają się do płuc dna; pociąga mnie ta lubość, ta, wyraźnie ciążąca na ich powiekach, rozkosz, ta zróżnicowana choreografia dłoni, ten układ ust i te delikatnie wciągnięte brzuchy policzków; fascynuje niewiarygodny spokój opadający na nich wraz z pierwszym zachłannym się sztachnięciem.
Oglądając i czytając takie obrazy mam ochotę sięgnąć po papierosa. Tracę dla niego głowę, bo oto ogarnia mnie przeczucie, że przed mym wstrzemięźliwym nosem umyka nie tylko nieznana błogość, ale i jakieś niewiarygodne myśli, genialne rozwiązania i kapitalne pomysły, które palacz bez wysiłku wciąga sobie (w siebie:) wraz nikotynowym dymem. Ezoteryczny to dym. Pociąga mnie i kusi, acz pociąg ten ma stację końcową w ostatnim kadrze filmu i ostatniej stronie książki. Dym z peta, póki tkwi zamknięty na papierze i ekranie, przyprawia mnie o prawdziwe szaleństwo, które jednak łatwo gubię na przystankach i dworcach. Trawiące mnie pożądanie lekko opuszcza mnie na ulicy i szybko topi się we mgle puszczonej spod gęstego wąsa, zza pożółconych zębów, dłoni i paznokci napotkanych przydrożnych palaczy. Libido me w podróży leci na łeb i szyję i po przybyciu do pracy, lub po gładkim lądowaniu w domu - papieros jest dla mnie już tylko chorobotwórczą, postarzającą, koszmarnie śmierdzącą… mieszanką tytoniową, do której czuję jedynie wstręt.
Dlatego martwi mnie nowelizacja ustawy antynikotynowej, która ma wejść w życie 15 listopada, gdyż i albowiem brak w miejscach publicznych palaczy, tak skutecznie zohydzających ten nałóg, wróży mi nieprzepartą i bez mety chuć, a dalej upadek wprost w ramiona tego - tchnącego nikotyną, a nade wszystko zaś tajemnicą - uzależnienia.
Wówczas w sprawie o moje-się-stoczenie na ławie oskarżonych zasiąść winni, m.in.:



