wtorek, 12 października 2010
Scenka,
gdyż została otwieraczem
- żeby chociaż korkociągiem! – głośno kwili -
jest z fantazją zakręcony i wnikliwy…
(źródłem jej łez morza
jest nagła promocja na noża)
- dzień dobry
- dzień dobry
- jest coś do mnie?
- tak, tutaj proszę – podaję mu przez biurko wypchaną kopertę (biała, format C5, bez zaszyfrowanego zamka) – właśnie dostarczono.
- O! ach, to TO. Tak wiem – ogląda, wącha, maca, bada, prawie językiem smakuje – dzwonili, że prześlą. Tak. Hm… Czy mogę prosić o ładne otwarcie? – i wręcza mi przesyłkę z powrotem.
- ?!
Szable w dłoń i na koń,
ciąć, szarpać i rżnąć
psubrata!!!!!
tam do kata!
poniedziałek, 2 sierpnia 2010
O tym, jak o mały włos
Zadanie było proste. Wydrukować adres na kopercie.
- Och, panienko, bardzo proszę, do jednego z dyrektorów PGNiS.
- Dobrze, panie szefie, koperta, i to tylko jedna, nie ma sprawy, koperty drukuję, nie wyszłam jeszcze z wprawy, mogę jednym palcem, mogę nawet nogą, będzie śliczna koperta, daję moje słowo.
I zasiadła panienka do pracy, adres napisała, kopertę wysmyczyła, rutynowo - raz jeszcze adres obaczyła, i się zmiarkowała, zdębiała, roześmiała, ze śmiechu trochę sobie popłakała. Potem przekleństwo w ustach zmełła, autokorektę w dupę kopnęła, adres szybko poprawiła, drukarkę raz jeszcze wydoiła, błędną kopertę raz dwa spaliła, kosz jej prochami uświęciła i w ciszy się zastanowiła:
co - by – było – gdyby TEN PAN,
ten jakiś tam PA-RA-RAM-PAM-PAM,
dostał zaadresowany list
na, CYTUJĘ: „Dyrektor Penis”?
sic!
:)
PS.: Ale i tak źle było, i tak gazem do poprawki koperta iść musiała
- bo panienko kochana, (się potem okazało, że) to PGNiG być miało.