poniedziałek, 2 sierpnia 2010

O tym, jak o mały włos

Zadanie było proste. Wydrukować adres na kopercie.

- Och, panienko, bardzo proszę, do jednego z dyrektorów PGNiS.

- Dobrze, panie szefie, koperta, i to tylko jedna, nie ma sprawy, koperty drukuję, nie wyszłam jeszcze z wprawy, mogę jednym palcem, mogę nawet nogą, będzie śliczna koperta, daję moje słowo.

I zasiadła panienka do pracy, adres napisała, kopertę wysmyczyła, rutynowo - raz jeszcze adres obaczyła, i się zmiarkowała, zdębiała, roześmiała, ze śmiechu trochę sobie popłakała. Potem przekleństwo w ustach zmełła, autokorektę w dupę kopnęła, adres szybko poprawiła, drukarkę raz jeszcze wydoiła, błędną kopertę raz dwa spaliła, kosz jej prochami uświęciła i w ciszy się zastanowiła: 

co - by – było – gdyby TEN PAN,

ten jakiś tam PA-RA-RAM-PAM-PAM,

dostał zaadresowany list

na, CYTUJĘ: „Dyrektor Penis”?

sic!

:)

PS.: Ale i tak źle było, i tak gazem do poprawki koperta iść musiała

- bo panienko kochana, (się potem okazało, że) to PGNiG być miało.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz