czwartek, 20 czerwca 2013

Ciocia Dobra Rada


a dziś, w ten upalny dzień, na który wszyscy z utęsknieniem czekaliśmy:), poczęstuję Was hojnie orzeźwiającą porcją z dnia mego służbowego. 


- dzień dobry, PROSZĘ PANIĄ, ja od tygodnia próbuję się dodzwonić do Pana X, ale tam odpowiada mi taki dziwny sygnał, coś jakby zajęte... ja nie wiem, czy mam dobry numer… nie wiem, co mam teraz zrobić?
- proszę dzwonić do skutku. Ten numer jest dobry. Innego nie mam.
- ale on nie odpowiada… co mam teraz zrobić?
- proszę odwiedzić Pana X w jego pracowni.
- ale ja jestem zagranicaąąąąąąąąąąąąą, nie mogę teraz wyjechać, CO JA MAM ZROBIĆ?!!!!
- to proszę napisać maila.
- o! właśnie! Napiszę! dziękuję.

.

- dzień dobry, otóż od miesiąca bezskutecznie próbuję znaleźć kontakt do PanaY, czy mogłaby mi pani pomóc?
- proszę wklepać w google PanY. Jako pierwsza w wyszukiwarce pojawia się strona internetowa tego Pana. Tam są wszystkie informacje. 
- O?! 
- …
- ale mam do niego napisać, czy zadzwonić? JAK PANI MYŚLI?
- niech mu pani wszystko wyrysuje.

.
- chciałbym rozmawiać z Panią S.
- Pani S w tej chwili rozmawia przez telefon. Bardzo proszę zaczekać. Jak skończy rozmowę – poprosi pana do siebie.
-…
- jeśli mogę prosić, to bardzo proszę zaczekać  na zewnątrz.
- na zewnątrz?
- tak.
- czy to znaczy, że mam wyjść na korytarz?

.

- dzień dobry, chciałbym rozmawiać z Panem Z.
- nie widzę przeszkód.
- ekhm… a gdzie on jest.
- nie wiem.
- przecież powiedziała pani, że jest.
- ja tak powiedziałam?
- przed chwilą.
- powiedziałam, że nie widzę przeszkód, i że mogą sobie panowie rozmawiać.
- ale jak? Przecież PanaZ nie ma. SAMA TO PANI POWIEDZIAŁA.

.

- ja przepraszam, bo widze, że pani jest zajęta, a ja mam takie głupie pytanie…
- śmiało! Jestem przyzwyczajona.



poniedziałek, 10 czerwca 2013

Wejście smoka


Właśnie zostałam sklęta przez słodką staruszkę, której wejścia do tramwaju nie zauważyłam i miejsca jej siedzącego nie ustąpiłam. Pani stanęła nade mną, o czym się w mig dowiedziałam, bo ostentacyjnie zdjęła czapkę niewidkę, wyzywając mnie od egoistycznej młodzieży, która myśli tylko o sobie, zamiast o tym, że kiedyś TEŻ się zestarzeje, i że taka stara TEŻ wejdzie do tramwaju, w którym jakaś inna młodzież TEŻ nie ustąpi jej miejsca.
Lżona byłam poprzez przemowę do pana, który dzielił smutny los pani i też stał. A ponieważ czynił to nieopodal, więc idealnie na słuchacza się nadał. 
Rzadko siadam. Nie żebym się tłumaczyła! Ale jednak rzadko. Tak rzadko, że to zachowanie w lesie cech mej osobowości winno być wzięte pod ścisłą ochronę. Nie żebym się tłumaczyła. Ale trzeba Wam wiedzieć, że moją decyzję o spoczynku w transporcie miejskim poprzedza ciąg obliczeń z rachunku prawdopodobieństwa, tarot i chiromancja zaawansowana. Jeśli wywróżę przestronność i luz – siadam. A jak siadam, czynię to solidnie. Angażuję się maksymalnie. Całą sobą. Bez żadnych ustępstw i zwrotów akcji. Nie żebym się tłumaczyła, ale po zapadnięciu decyzji, nie ma zmiłuj. Siadam i siedzę. I tylko kadr mojego przystanku w tramwajowym oknie jest w stanie postawić mnie na nogi. 

Żadna tyrada nabuzowanej złością pani nie podoła
a i "młodzieżą" się mnie nie kupi.

no to już wiecie.
BYŁAM NIEPRZEJEDNANA
Ale nie żebym się tłumaczyła!
Ja po prostu uważam,
że jak ktoś jest krzepki w gębie
to i w nogach silnym będzie.

czwartek, 6 czerwca 2013

Zły klik

Dziś głębiej oddycham.
Na wolności powietrze ma smak akacji.
Słodycz nie-do-o-po-wie-dze-nia.

Wczoraj Pan Komputer znienacka wbił we mnie oskarżycielski palec i zakomunikował, że przestaje działać. Oto blokuje się na znak protestu, bo dobrze wie, że go niecnie wykorzystałam i bezprawnie użyłam do  rozpowszechniania treści pornograficznych i dystrybucji nielegalnego oprogramowania (m.in.!). Teraz mam dwa wyjścia: albo pójdę siedzieć albo zapłacę, w milion złotych idącą, grzywnę…

NO CHYBA, ŻE – tu z gracją uchylił furtkę, zaraz zapłacę mu 500złotych kaucji. Wówczas ten łaskawca ponownie nawiąże ze mną współpracę, a ów haniebny epizod puści mimo dysku twardego.

Akt oskarżenia surowo spoglądał na mnie z monitora.

Przełknęłam ślinę.
Po ostatnim akapicie, domagającym się pilnego przelewu, domyśliłam się, że komputer został zainfekowany.
Z pewnością doznał pomieszania dysku. TO WIRUS – powtórzyłam sobie na głos – JEDNAKOWOŻ zarchiwizowana historia mej służbowej przeglądarki stanęła mi przed oczami jak żywa.
Szłam w zaparte. WIRUS. 
Sfiksował – powtarzałam wszystkim, którzy mnie odwiedzali, i których, miast szumu komputera, zza biurka dobiegał głośny łomot serca mego.

TO WIRUS – upierałam się dzielnie
i nie zmieniałam diagnozy.

nie ugięłam się nawet pod wizją ciężkiego buta brygady antyterrorystycznej.

i słusznie.
Bo to był wirus.
zostałam uniewinniona!!!

zresztą podczas procesu, dostałam wsparcie.
Nie powiem. Adwokatów mi nie brakowało.
- tak, no pewnie – mówili służbowi druhowie
to wirus, jakich niemało.

Lecz był i głos nieufny, dający do myślenia,
bo - coś widzę, że się lękasz.
CZYŻBYŚ JEDNAK NIE MIAŁA

CZYSTEGO SUMIENIA?!


oj no!



wtorek, 4 czerwca 2013

Zapchaj dziura


Krajobraz za oknem coraz częściej sprowadza człowieka na manowce.
Najpierw rzuca on (człowiek!) okiem na termometr, potem drugim w kalendarz…a potem. Potem to magazynek jest pusty, a niepewność, co do tego jaka pora roku króluje w tym pięknym kraju, nadal drąży serce jego.

Aby nie dać się zwieść pozorom i ograniczone zasoby zmysłu wzroku oszczędzić, proponuję od razu wycelować w telewizor. Tylko nie bierzcie na muszkę prognozy pogody, bo to z góry wiadomo, że chybiony strzał będzie.

Wymierzcie w blok reklamowy.

Tam, na dzień dzisiejszy, najlepsze preparaty przeciwgrypowe zostały zastapione już przez efektywne środki na odchudzanie, najsmaczniejsze lody i najskuteczniejsze antyperspiranty. To pozbawia wątpliwości. Wiosna trwa, a lato tuż, tuż. 

Tym, którzy po takim seansie nadal mieć będą zastrzeżenia i opory przed przyjęciem do wiadomości, że to coś za oknem to nie listopad, a czerwiec -  zalecam spacer po mieście. Tam się roi od  zwiastunów ciepła. Las bilbordów, bujnie porosłych półnagimi kobietami, niechybnie lato anonsuje.

Kostium kąpielowy na mieście rządzi.
Kto jest uważny – ten nigdy nie zbłądzi:)
Si.
No i może jeszcze jedna głęboka myśl, bo przecież pogoda wzmaga w nas refleksyjność: 

W bikini,
jak w firmie,
góra droższa od dołu.

Chyba niewiele więcej spodziewaliście się po tej notce, co?

To do miłego!
:)