czwartek, 21 maja 2015

debata

pytanie - odpowiedź

- Czy jest pan za związkami partnerskimi?
- nie, nie blokuję etatu na wyższej uczelni! 

mhm...
no nie wiem.


wtorek, 19 maja 2015

Zaklinacz deszczu

Do  tej pory pewnikiem dla mnie było, że jak założy się ubranie na lewą stronę - będzie deszcz:). Tak się mówiło! Oczywiście taki lewy outfit winien być dziełem przypadku, a nie meteorologicznego wyrachowania. 
Rolniku!
Pola twego niebo hojnie nie podleje,
jeśli CELOWO źle z rana się odziejesz.

Reszka musi wypaść przygodnie.

Dziś w pracy dokonałam przełomowego odkrycia, będącego, w obliczu nękającej nas suszy,  jakże dobrą, klimatyczną wróżbą. W połowie dnia okazało się bowiem, że świecę zza biurka spodnią stroną bluzki. Wszystkie szwy, zakładki i wstydliwe niteczki, które zazwyczaj światło dnia widzą tyle, co podczas suszenia się po praniu, miały okazję obejrzeć sobie bez mała pół działu, które to pół zdążyło przemaszerować przez mój pokój, nim zorientowałam się w swojej garderobianej pomyłce. 

I już miałam zamiar uroczyście ogłosić, że (detronizuję Pana Kreta! i że) spadnie dziś utęskniona wielka woda, i że to mi właśnie zawdzięczać ją można, GDY NAGLE i NIESTETY po wyjściu z toaletowej klitki, w której szybko lewo zamieniłam na prawo, oznajmiono mi, że nie na tym polega praca synoptyka (ale jak to?); i że zbyt pochopnie wywróciłam ubranie, bo przecież wiadomym jest, że „założenie go na lewą stronę wróży wielkie szczęście JEDNAKOWOŻ tylko wtedy, gdy nie zmieni się zaistniałego stanu rzeczy.”

Siedzę teraz wpatrzona w okno
I się martwię.

Potrzebuję deszczu
na dowód prawdziwości MOJEGO porzekadła.
A tu ledwie, Moi Mili, jedna kropla spadła. 

środa, 6 maja 2015

Odkryj radość podróżowania


- to urocze hasło, którym ostatnio, nad wyraz ochoczo, reklamuje się PKP. 

W kolejowym wykopalisku żłobię od wielu lat. Jestem od stóp do głów utytłana szczątkami tego reliktu, a jednak ciągle, systematycznie i dzień w dzień, z uporem szalonego naukowca, dokumentuję rozbiór tej archeologicznej skamieliny. I wierzcie mi: znalazłam tam już prawie wszystko, jednakowoż radości ani śladu.

Być może skrywa ją, niczym swój skarb najcenniejszy, jądro ziemi?

Wywołana do tablicy, ośmielę się zinwentaryzować pokrótce swoje dotychczasowe odkrycia: 

- Dziurawe buciory. Tych wygrzebałam najwięcej; trepy z podeszwami startymi od niecierpliwego tupania w oczekiwaniu na pociąg; buty ze zjechanymi flekami i wystającymi językami, ledwo dychające, od podbiegania na zmienione w ostatniej chwili perony;  

- Całe kopy zegarków, skądinąd w dobrym stanie, wyrzucone na zmarnowanie, gdyż błędnie zdiagnozowane jako zepsute z powodu uporczywego przyspieszania;

- Stwardniałą warstwę dezinformacji, której młotem wyburzeniowym nie skruszysz; 

- Zwłoki, w różnym stopniu rozkładu (jazdy),  pasażerów potraktowanych zabójczym tchnieniem pociągowych toalet, by nie rzec wprost – szmatławych kibli;

- I wielowarstwowe pokłady, ogłuszających me wrażliwe ucho, przekleństw klientów, którzy uniknąwszy śmierci poprzez uduszenie (patrz tiret czwarte) ostatecznie skazani zostali na posmakowanie całej palety usług kolei.  

Podsumowując: niejedno ziarno piachu w me oko wpadło podczas tej żmudnej pracy odkrywkowej, ale zaprawdę powiadam (i się powtarzam), radości - ni najmniejsza drobina pod powieką mą nie zagościła.  

Każdy naukowiec, nawet ten mikrus we mnie, musi sobie w końcu zadać pytanie, czy dobrze określił problem badawczy? Coroczna odmowa przyznania grantu z Ministerstwa musi dać do myślenia! Czy ja naprawdę wiem o czym piszę? Jakie owoce mogą zrodzić moje nędzne wykopki i dywagacje, skoro wiadomym jest, że
ja nie podróżuję,
ja tylko dojeżdżam.

Ta prosta refleksja obnaża moje głupie zacietrzewienie i zawziętość, wykluczającą obiektywne podejście do tematu, i rzuca nowe światło na nieszczęsne hasło, na jego drugie dno, na którym, o Moi Mili, głęboka prawda spoczywa  
MIANOWICIE
tylko i WYŁĄCZNIE okazjonalność kontaktu z PKP, może stać się źródłem radości i szczęścia; TYLKO sporadyczne, INCYDENTALNE - ocierające się wręcz o nieistnienie – obcowanie z PKP, zwane dalej podróżą, daje nam szansę* na czerpanie przyjemności. 



*) nikłą i ewentualną, ale możliwości zaistnienia odmówić jej nie można.


sobota, 2 maja 2015

Lech przegrał w finale Pucharu Polski z Legią

Mnie to nie dziwi  

Specjalny parking
550 miejsc pod nadzorem

Konwoje w asyście służb mundurowych
Co 20 minut

Osiem pociągów specjalnych
z eskortą policji

Rekordowa liczba służb porządkowych
do ochrony


Łatwiej byłoby ogołocić Luwru ściany
Niż zgarnąć i wywieźć Puchar Polski 
z Warszawy