środa, 9 września 2015

Na ulicy


Ogłoszenie z progu salonu fryzjerskiego:

„Keratynowe prostowanie włosów!
Emeryci i renciści 50% zniżki”


Dentysto,
nie wahaj się
i Ty skorzystaj z pomysłu!

Protezy zębowe!
Uczniowie do lat 18
50 % zniżki


czwartek, 27 sierpnia 2015

o zmaganiach


Byłam gotowa w każdej chwili rzucić się na wroga. Przewidywałam, że z końcem urlopu, bez próby negocjacji, o świcie zaatakuje mnie budzik. Byłam czujna. Całą noc mocno i kurczowo trzymałam się tarczy poduszki. Nie zwalniałam uścisku ani na chwilę.  

Niestety wpadłam w zasadzkę.
Zegar spacyfikowałam ledwo uderzył na alarm, ledwo się na mnie wskazówką zamachnął…
lecz Rozsądku (o Brutusie!), który zaszedł mnie od tyłu, jasiek zdusić już nie zdołał.

Ale wstydu nie ma!

Zeszłam z pola walki o własnych siłach
Z dumnie podniesioną głową
Z poharatanym licem,
Z którego wyzierał wielki gniew
I wyraźny pościelowy szew.   
:)

Imponująca blizna. 
...

Urlopowe lenistwo, tak ociężałe i lepkie, miast wlec się powolutku i sennie - nim się spostrzegłam bezczelnie czmychnęło mi przed nosem.

Nogi za pas wzięła również mysz,
autor: Ladaco

która hasa teraz po kątach komnat królestwa niebieskiego.  I zapewne chwali sobie tę przeprowadzkę, bo nowi gospodarze słyną przecie ze świętej cierpliwości.
Żeby temat definitywnie zakończyć, napomknę tylko delikatnie, iż:
„Boże igrzysko” ledwie napoczęte
nie pokrzepiło naszej amazonki (sic!).
Projektanci wymyślnych a nieskutecznych pułapek i autorzy odstręczających ofiarę trutek powinni udać się na korepetycje do Pana Profesora Normana Davisa. Polecam.

No i to by było tyle na powitanie.
Dzień się skraca
Czeka praca
Ja mam kaca.

:)




poniedziałek, 27 lipca 2015

Rzecz o myszy, cz.III


Nadzieja w nas gasła. 

Po pięciu dniach potrzebowaliśmy czegoś na wzmocnienie ducha.
Nikłego światełka w tunelu.
Najstarszy członek rodu wyczuwając potrzeby swego markotnego stada –
włączył więc latarkę
i tak uzbrojony wyruszył zbadać teren wroga.
Za pomocą klamki sprawnie pokonał barykadę, lecz na próżno wypatrywał nieprzyjaciela poddanego lub poległego.
Te bezowocne poszukiwania przeciwnika na połaci ledwie kilku metrów kwadratowych mogą Was dziwić, ale musicie wiedzieć, że gryzoń zaanektował najlepsze dlań miejsce z całego domu; ustronie, w które słońce nie zagląda; zacisze pełne zakątków, schowków, szufladek i mieszkających w nich dupereli - idealnych materiałów do wznoszenia przeróżnych wygodnych fortyfikacji.   

Myśląc o tym, naszą przyszłość widziałam w czarnych barwach. Bo jaka mysz miałaby tyle siły, samozaparcia i sprytu, jeśli nie matka pragnąca uchronić swe potomstwo przed człowiekiem, którego (skądinąd bardzo słusznie) podejrzewa o zamiar wyrzucenia na bruk jej i nagich, kwilących bobasów.
W miocie, jak w zaufaniu podszepnęła mi Pani Wiki, może być od 4 do 9 młodych.
Zatem niewykluczone, że w tej chwili nasza przewaga liczebna, która dodawała nam skromnej otuchy, jest już fikcją. Oczyma wyobraźni widziałam rozrastającą się familię dzikich sublokatorów, którzy terroryzując dom, powoli przejmują go we władanie. A jeśli dzieci wdały się w waleczną i dziarską matkę, zaprawdę nie mamy szans na zachowanie choćby i marnego kąta. Zwłaszcza, że broń, która służyć miała odzyskaniu utraconej ziemi, jak już wiemy - nie sprostała zadaniu.

Podczas, gdy snułam ponure rozważania, głowa rodziny wróciła ze zwiadów. Ta mądra siwa głowa, która niejedno widziała i niejedno pamięta, kiwała teraz z niedowierzaniem BARDZO NIEWESOŁA. Czemu nie należy się dziwić. Mizerny wynik obecnych rozgrywek kładł się głębokim cieniem na paśmie dotychczasowych sukcesów tego mędrca, który napotkane w swym życiu gryzonie miażdżył gołymi dłońmi, jak muchy.  
W tej sytuacji decyzja mogła zapaść tylko jedna: natychmiast zintensyfikować ofensywę i definitywnie zakończyć walkę!

Na tamten świat można się przenieść mimo drzwi doczesnych, być może ta mała małpa już dawno tam po cichu wybyła. To by pasowało do tej spryciuli! Ona zażywa sobie rajskich uciech, a my tu wciąż na progu czuwamy. Dlatego należy powolutku, bez gwałtownych ruchów zacząć oczyszczać pole i stanąć twarzą w twarz ze szkodnikiem lub jego martwym ciałem...
Tu Wasza wierna (bardzo delikatnego zdrowia) reporterka raptem nieco zasłabła i zeszła na tyły. Tam na zapleczu działań wojennych, ze swojego pokoju, o którego hermetyczność (z wysupłaną skądś energią) gruntownie zadbała - wyławiała jeno uchem (każdy podejrzany szmer i) szczątkowe komunikaty z korytarza.

No i cóż ...
Pierwsze, pobieżne kwerendy ujawniły, że mysz zdobytym królestwem władała rozrzutnie i rabunkowo. Pożarta szuflada, odrapane drzwi, uszkodzone ubrania – to tylko niektóre efekty jej panowania. O bardziej gównianych skutkach tych rządów kulturalnie nie wspomnę.

Niestety pod sąd nie ma kogo dawać, gdyż i bo samozwańczego włodarza dotąd nie odnaleziono. Serio!

A mi wciąż dziwnie słabo.
JEDNAKOWOŻ

na zamknięcie szczelne drzwi
zawsze znajdę kapkę sił :)

środa, 22 lipca 2015

Z linii frontu, czyli rzecz o myszy cz.II


Obie strony wciąż wściekle walczą.
Aczkolwiek uczciwie trzeba donieść, że przed linią drzwi widać silne wahania nastrojów.

Za barykadami zaś mała lokatorka samotnie stawia czoła zwielokrotnionym działaniom zaczepnym i ostrym niespodziewanym nalotom drużyny złożonej z, co odważniejszych, członków rodziny.   
W dzień co prawda maleństwo słodko śpi, jednakowoż drogi oddechowe ma tak drożne i krzepkie, że trudno uchem wyśledzić miejsce jego spoczynku (oby wreszcie wiecznego!). A w nocy nasz zmyślny partyzant wytrwale omija, skrupulatnie mnożone podczas jego zdrowej drzemki - wnyki. A jeśli zdarzy mu się w nie wpaść, wnet się wyrywa, po to by do białego brzasku móc wyładowywać złość na nastawionych na niego licznych narzędziach zbrodni.

Każde kolejne starcie kończy się naszą porażką, co daje dość klarowny obraz formy dzisiejszego przemysłu zbrojeniowego, którego produkty eufemistycznie nazwiemy: kiepścizną i tandetą!
Od kilku dni liczne pułapki skutecznie chwytają jedynie kurz, kłaczki i odciski uzębienia (które obiektywnie oceniamy jako kompletne i mocne).
Być może z tych ujętych dowodów śladowych za rok uzbiera się i cała mysz… ale na razie…  
Na razie mysz (w zwłaszcza powyższa myśl!) pchnęła B. do wdrożenia nowej metody walki i podczas ostatniej szarży w ruch poszły trutki, które dziś (no Moi Drodzy), miast miłe naszemu oku truchełko, dostarczyły jeno kolejnych argumentów potwierdzających, że mamy do czynienia (z poważnym kryzysem toksykologii oraz) z jednostką sprytną, silną i rumianą, która ze zbyt wielu pieców chleb jadła, by teraz, niby pierwszy lepszy leszcz, do toksycznych dań ze smakiem siadać.    

Ale Moja Droga B.
Dziś to się skończy
Ten żołnierz nie ma kropli wody
A do tego, tak głupio!, walczy w futrze
Upał mu w końcu tego nosa utrze.