wtorek, 26 kwietnia 2011

Kwiecień plecień

bo przeplata
trochę laby, trochę bata:)

Jeśli wraca się do pracy zaraz bezpośrednio po świętach. Tak od razu. Hop siup. Bez przygotowania, bez postoju na żółtym świetle, bez rozgrzewki, bez żadnego rozbiegu. Od razu! Z czerwonego na zielone. Klik i już trzeba lecieć. To wtedy można śmiało zapomnieć o byciu fajnym i grzecznym i kulturalnym. Wystarczy nam, wagowo idący w tony, obowiązek pojawienia się w pracy i doprawdy nie warto w taki dzień obciążać karku zbędną układnością.
Więc nie trzeba się przejmować, że się nie powiedziało dzień dobry, się nie uśmiechnęło, a na dodatek przypadkiem ostentacyjnie się ziewnęło, a zamiast odpowiedzi wzruszyło się (nie do łez, a) ramionami, i nie ustąpiło się miejsca, bo uparcie udawało się, że się śpi…
I w taki dzień nic doprawdy nikomu nie szkodzi, że się zaczęło zdanie od więc.
tak przynajmniej się mi wydaje:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz