piątek, 16 marca 2012

Stopniowanie

Czy pizzeria, która entuzjastycznie głosi:
DRUGA PIZZA GRATIS
za zjedzenie trzeciej dopłaca?

Czy to już nadinterpretacja reklamy?
:)

środa, 14 marca 2012

O jednym herosie i jego trudnym losie

Rzadko ktoś ze służbowego koleżeństwa decyduje się umyć wykorzystywane przez siebie w ciągu dnia naczynia. Wprawdzie każdy, kto pił kawę/herbatę/wodę/sok, dociera z brudnym kubkiem do kuchni ALE tam, w kulminacyjnym momencie, gdy już, już, już osiąga zlewozmywak, dopada go okrutna słabość. Jakieś siły, nomen omen!, nieczyste biorą go we władanie:))) I ręce nagle mdleją, i podłoga spod stóp umyka, a droga do zmywania na zawsze się zamyka…
I tylko ja (nie chwaląc:) się nie daję. Ha! Potrafię zdominować tę potęgę obezwładniającą prawie cały zespół. I co rano owoce ich koszmarnej niemocy - zaschnięte, mimo że blisko wodopoju i brudne, choć tak blisko kranu - bezwzględnie niszczę. Gąbka w dłoń i na koń!:)
I choć blask chwały jest ciepły i uwielbiam się w nim wygrzewać, to jednak doskwiera mi samotność. Rada bym była pławić się w glorii wraz z dzielnymi towarzyszami broni u boku. Niestety nie wiem jeszcze, jak ich wszystkich wyzwolić, jak zdjąć zły urok i tchnąć w nich ducha walki, by zapomnieli o walkowerze i by, jako i ja i przy mym boku, zakosztowali w końcu zwycięstwa nad niechlujstwem.

Kiedyś miałam koncepcję:
niech stoi, niech pleśnieje, niech sczeźnie
– może kogoś to w końcu weźmie,
ale niestety
brało zazwyczaj tylko mnie.

Wyeksploatowane,
raz odłożone naczynia stają się po prostu niewidzialne.

piątek, 2 marca 2012

Pt 02-03-2012

Kalendarz, klepsydra, zegarek…
Miałam straszny poranek.
Obudziłam się z przekonaniem,
że dziś jest poniedziałek.
Naprawdę! Pewność ta z powrotem pchnęła mą biedą głowę na poduszkę. I nie wiem czybym podniosła się po tym nokaucie, gdyby nie komórka. Dopiero ona wyprowadziła mnie z błędu. Gdyby nie ona…co ja bym bez niej…? bez niej siedziałabym tu warcząc i szczekając. A tak. To ja siedzę w pokoju z widokiem na weekend, który po prawdzie nie jest zielony, rozłożysty, ani nawet ciepły. Bynajmniej. Ale nawet taki szary i wiatrem szarpany pozostaje mi nadal delicją nad delicjami:)))

środa, 29 lutego 2012

Dzień dobry

Chyba powinnam zapukać przed wejściem:) Tak dawno mnie tu nie było, że czuję się nieco onieśmielona. Nie bardzo pamiętam, co się wydarzyło w minionym, niezaksięgowanym tu, czasie. Wiem tylko, że jeździło po mnie coś wielkiego, zimnego i ciemnego. Tam i z powrotem. W- te- i- na- zad. Z zawrotną prędkością. Nie byłam w stanie nawet na chwilę podnieść głowy, bo już wracało, napierało, przygważdżało i bezlitośnie walcowało (co doprawdy nic nie szkodzi, bo zawsze byłam płaska jak deska;))). No ale, voilà!, teraz jest ze mnie jeszcze równiejsza babka:)

A tymczasem, bardzo proszę, w kalendarzu luty już finiszuje. I nie trzeba być Indianinem tropicielem, by wyniuchać wiosnę; bez wytężania słuchu można wyłowić jej pierwsze eteryczne kroki. W każdym razie po mnie - zrównanej z ziemią, gładkiej, wyglansowanej… dźwięk ten toczy się lekko i bez fałszu:)))
Słyszycie?
Nie? No to co tam u Was?
Brzmi chrząszcz w trzcinie?
:)