wtorek, 14 kwietnia 2015

Na rauszu


Niesie mnie ku ulicy. Chcąc nie chcąc, dryfuję na lewy brzeg chodnika. Potem ukosem, lekkim truchtem, wracam na prawe pobocze.
Nierównym krokiem, gwałtownymi zrywami, jakbym miała problemy z wewnętrznym sprzęgłem, jakbym brnęła po torze naszpikowanym niewidzialnymi przeszkodami, bujając się między krawężnikami – wczoraj dzielnie szłam na dworzec. 
Złapawszy równowagę, przystanęłam przy Akademii Muzycznej. Zakołysałam się w rytm nieznanej mi melodii, zdaje się, że przez chwilę wyglądałam, jakbym się wahała, czy wejść w progi tego pełnego brzmień przybytku. Po czym wolno, chyba nie do końca przekonana do porzucenia (możliwej!) kariery muzyka, pełna wątpliwości, znów ruszyłam koślawo do przodu, wkładając w ten manewr wszystkie swoje siły. Nieco na ukos, zgięta w pół, z ciężką torbą na ramieniu. Możliwe, że gdyby nie ten balast, dawno bym już lewitowała. A gdybym miała w podeszwach butów farbę, która sączyłaby się z każdym stąpnięciem, mój zwichrowany chód przyozdobiłby ul. Towarową w fantazyjne wzory; w wymykające się szablonom esy floresy. 

Ale jeszcze chwila. Jeszcze tylko parę szlaczków, kroków na szagę, w tył, do przodu i w bok. 
I już.
Dworzec.
A tam
wykolejony towarzysz niedoli

Ahoj Bracie!



Tylko nie myślcie, że i ja się staczam!
Żebyśmy się zrozumieli!

Jak żyję, wcale nie piję, 
to wiatr szarga mi opinię! 


sobota, 11 kwietnia 2015

O ogrzewaniu, gotowaniu i dobrych radach

Przewozy regionalne biją się o Złote Żebro Kaloryfera. 
Jest to prestiżowa nagroda dla jednostek przekazujących ciepło. W czasach, kiedy tak łatwo lodowacieją, kruszą się i łamią relacje międzyludzkie, gdy klimat okrutnie się wychładza, oto są firmy, które rozpalają atmosferę. Oczywiście nie ogrzeją całego świata, ale czyż każde jedno serce rozmrożone, do życia i miłości pobudzone, w pomieszczeniach pozostających pod ich opieką,  nie jest na wagę złota?
To krótki wycinek ze statutu konkursu, którego rozwiązanie już niedługo.

Wyobrażam sobie to wszystko, topniejąc w drodze do pracy.
5 minut jazdy i już pyrkoce krew w sercu moim i wrą płyny we wszystkich naczynkach…  

Kolej, gnając w peletonie wyścigu, właśnie przycisnęła pedał gazu. Pięknie rozwija prędkość, zwiększając emisję gorącego powietrza w swych wagonach. Zdaje się, że nie wykorzystano wszystkich zapasów przewidzianych na tę zimę (która okazała się być dość lichą), dlatego teraz koniecznie trzeba zaległości nadrobić i pozostałości magazynowe upłynnić. 

Pociąg, odkąd wiosna wspięła się na tron, oferuje nam w cenie biletu poranną saunę.

Gdy o świcie na zewnątrz ledwie do 5°C
Temperatura powietrza w przedziale sięga 45°C
Choć w dolnych partiach, przy podłodze, możemy mówić o podwójnej dawce żaru.
Moje nogi, które zajmują miejsce pierwszej klasy tuż obok grzejnika, pławią się w 100 stopniach.
To doprawdy cud, że moje ubrania (rygor prania do 30°, pod groźbą utraty kroju i koloru) jeszcze się nie zdeformowały, a notatki i książka- ogniem nie zajęły. 

Nóżki gotowane w rajstopach. Cuits jambes en collants... Oui, oui, oui… Mesdames et Messieurs, oto w jak wykwintne pyszności jestem zaopatrywana podczas jazdy. Aby nikt w ten bezcenny specjał swych zębów nie zagłębił (toć na zegarze pora śniadaniowa – więc żadna trudność spotkać głodomora), po opuszczeniu pieca, przebieram rozmiękłymi kończynami co sił w kierunku przystanku tramwajowego.

- Co robić? – zapytuję– by któregoś ranka w lepką breję na dobre się nie obrócić?
- Zacznij biegać – proponuje Haruki Murakami.
- Kup samochód – radzi Jeremy Clarkson.
- Polecam rower, raczej. Jeśli oczywiście nadal chcesz dojeżdżać do Poznania – mówi prezydent Jaśkowiak.

Dzięki Panowie.

To może i ja pokuszę się o inwencję
I poproszę konduktora o interwencję.
Złotego Żebra wtenczas nie zdobędą,
Ale me serce podbiją na pewno. 

piątek, 3 kwietnia 2015

Czy to jawa, czy sen?


Bardzo chce mi się spać. Choć zdaje się, że przez chwilę byłam przebudzona… To  jazda pociągiem musiała mnie z powrotem ukołysać, następnie tłum poniósł mnie na przystanek, wtłoczył w tramwaj, w którym ponownie zapadłam w głęboki letarg… a dalej… dalej dokładnie nie pamiętam, co się stało, ale jakimś cudem, które zdarzają się mającym szczęście somnambulikom, dotarłam cało do pracy. Tak to musiało się jakoś gładko i wartko potoczyć, bo właśnie ocucił mnie służbowy telefon.
Ale pewnie tylko na chwilę.
Bo leżę na biurku i nadal bardzo chce mi się spać.
A pragnienie to potęguje zbliżająca się kolejna zmiana rozkładu jazdy pociągów.  Doszły mnie słuchy o niej, choć skrada się cichuteńko, na paluszkach, ale  już ja dobrze wiem, że to nie z wrodzonej delikatności; bo, niestety (to już pewne) za pół miesiąca tupnie mi ona o brzasku tuż przy głowie i wrzaśnie, że oto nadszedł czas na pobudkę.
15 minut wcześniej.
15 minut wcześniej RANO.
Jakby to zważyć i opisać, by  tym specom od rozkładu uprzytomnić, że to niemało? że to szok, że od groma i bez liku minut nam zabierają? 15 minut! To kupa (czasu), którą mam ochotę ich obrzucić… 

Oni pchnęli pociąg kwadrans wcześniej o świcie
A mi przed oczami stanęło całe życie

Nie mogę o tym spokojnie myśleć.
Idę spać
Dobranoc

środa, 1 kwietnia 2015

01.04

Przychodzi taki moment, że dowcip, ten, który kiedyś położył nas na łopatki, który niemiłosiernie kulał nami po podłodze; od którego bolał nas brzuch; i który uświadomił nam istnienie mięśni twarzy - otóż przychodzi taki moment, że trzeba przestać go opowiadać. Gdy to, co w nim jędrne sczerstwiało, a to, co soczyste – zwiędło – należy natychmiast pozwolić mu wybrzmieć do kompletnej ciszy. Bo doprawdy, był on przez tyle gąb przeżuty i z gąb tylu przy niejednym stole wypluty, że nikt go w usta swoje brać już nie powinien. Jeśli nie z powodu delikatnego i wysmakowanego podniebienia, to choćby ze względów higienicznych.
Dbajmy o siebie.
Nie tak jak ona.
Podwiewane spódnice, spadające kapelusze, strącane dachy, rozrywane linie, ulatujące w siną dal pranie… - nikt się nie śmieje, wszyscy z obrzydzeniem wzrok odwracają, a ta siedzi przy stole i rechocze, sycąc się każdym, nawet najbardziej wyświechtanym, figlem.  
Dziś jeszcze mogę jej wybaczyć tę tępą radochę. Ale od jutra naprawdę, Moja Pogodo Wiosenno, weź się w karby. Bądź subtelna, zwiewna, delikatna… i, do kroćset fur beczek, przestań rżeć pod moim oknem.