środa, 29 września 2010

Schody ruchome

Poznajcie dziewczynę do wynajęcia
Dzień dobry. To ja.
Nie mam różowego boa, ani słodkiej mini, ale od tygodnia jestem panią na godziny i mam drobny debet wolnych chwili. Bywam to tu, to tam. Krążę między działami. Bo kto ma problemy kadrowe, Agnieszkę wyrywa na moment. Bo ja zrobię dobrze wszędzie, a mej robocie służbowej nic nie ubędzie. Ha! Dam radę. Razem damy. Głowę mam nie od parady. A do tego i dwie ręce (towar deficytowy wielce), więc powodzenie w firmie mam, zlecenia się sypią tu i tam, i chadzam w te i z powrotem, swą pracę rzucając na wieczne potem. Bo tak już jest, że są tu tacy, co mają elastyczny czas pracy, a inni zaś, o-ja-cię-chromolę!!!, stanowiska jak schody ruchome.

czwartek, 23 września 2010

Dziewczyna przodem*****

Przodem i z prądem:)
Bo prąd już jest. Szparę blogową, jam sama, nie chwaląc się, uczyniła :) paluszkiem wywierciłam i paznokietkiem wydłubałam:))
Z rzeczy godnych odnotowania - rozpoczął się u mnie w pracy ….- kocioł! Tak to też, ale głownie chodzi mi o - OKRES GRZEWCZY. Alleluja.
Ale nie można mieć wszystkiego. Na przystanku tramwajowym rano jest zimno. Więc stoję ci ja pod wiatą tęsknie wpatrzona w zasłany torami horyzont, oczekując środka transportu, gdy nagle…

- A CO DZIEWCZYNA TAK W DAL PATRZY? CO TAM WIDZI?
- ano nic właśnie…
- TRAMWAJ ZAMÓWIONY?
- tak
- A WAKACJE BYŁY UDANE?
- bardzo. Pogoda sprzyjała, więc nie narzekam.
- NO, A PRZECHODZĄC NA BARDZIEJ NIEDYSKRETNE TEMATY….TO RANDKA ROZBIERANA NA URLOPIE BYŁA?
- ?!
- HEHE… BO PONOĆ BEZ TEGO TRUDNO WAKACJE ZALICZYĆ DO UDANYCH.
- ?!
- NO… (rzecze dalej Pan, ważąc uważnie moją minę) ALE W SUMIE RANDKI TAKIE BYWAJĄ NIEBEZPIECZNE. LEPIEJ UWAŻAĆ.

Słabooooooooooo?
To ja może wsiądę do tramwaju.
Alleluja. Dzyń, dzyń, i do przodu:)

środa, 15 września 2010

Szpara

Jutro nie będę mieć prądu, jak informuje uprzejma enea: od ósmej do czternastej. W zamian dostanę dwie godziny na pracę (dwie godziny!!!, proszę nie robić smutnej miny!:), a sześć na czytanie książek (statut, zarządzenia i ustawy, OCZYWIŚCIE:), układanie pasjansa z segregatorów, odkurzanie biurka, porządkowanie szuflad, zapatrzenie się w okno, zaplanowanie zakupów, zrobienie spinaczy z drutu i zadumę nad życiem: co warto, co trzeba, a co w ogóle i wcale, że nie…

I to wszystko zapowiada się doprawdy pięknie,
gdyby nie jeden mały, tyci zgrzyt
No, umówmy się: STYROPIAN PO SZYBIE!!!, gdyż
cała akcja dziać się będzie w okolicznościach cokolwiek zbyt rześkich, by nie rzec mroźnych, bez towarzystwa gorącej, pysznej, dłonie parzącej i mą lichą postać (regularnie co godzinę) rozgrzewającej - herbaty…

to dla mnie wyzwanie potężne:
w mrozie suszę zdzierżyć mężnie:))

jakby co
jutro każdy termos może do mnie wejść
bez kolejki :)

poniedziałek, 13 września 2010

Szloch

Dziś po raz kolejny... no dobra… nie desperujmy. Bez dramatu, tak? Po co te łzy? To przecież zdarzyło się dopiero drugi raz. Jakiś licealista ustąpił mi miejsca w pociągu. PO RAZ DRUGI! O mamo! (jakby powiedział Johnny Bravo). A wokół mej osoby nie było ani jednej starszej ode mnie staruszki w pozycji stojącej, na którą mogłabym zwalić ciężar jego uprzejmości. Zatem (na odlew walnęłam wzrokiem tego ziejącego sympatią wyrostka) bąknęłam dziękuję i usiadłam, a na mą biedną głowę poczęły spadać pierwsze garście piachu.
Jestem zmasakrowana.
Don’t touch me!!!