Dziś dosyć często z niej korzystam. Nie z powodu dolegliwości żołądkowych, czy jakichkolwiek innych. Po prostu namiętnie myję ręce w strumykach bieżącej wody. Niestety w domu zostałam tego luksusu, tego ożywczego pięknego widoku, pozbawiona, o czym brutalnie dowiedziałam się dziś rano, kiedy to (zamiast kojącego szumu i orzeźwiającego plusku wody) po odkręceniu kurka, dobiegło do mego ucha przeraźliwe rur syczenie i charkot ich złośliwy, a na podstawione pod kranem zaspane dłonie nie spadła ani jedna kropla H2O.
Dzięki…
Dzięki temu wiem, że poranne ablucje można zmieścić w jednym kubku wody. DA SIĘ. Jednakowoż przyznaję, że do uczucia komfortu było mi, i nadal nieco jest, daleko.
A teraz bardzom rada, że dziś nie trzeba stać w kolejce, by skorzystać z łazienki służbowej. Dalibóg, chyba przed wyjściem z pracy wezmę prysznic w tej umywalce, bo naprawdę nie wiem, czy w domu sytuacja szybko ulegnie zmianie. Zwłaszcza, że widziałam dziś panów naprawiających usterkę i mam pewne wątpliwości, co do ich skuteczności… no ale… Nie bądźmy bezwzględni i marnie płytcy w ocenach…To na pewno tylko pozory. Mylne pozory, a panowie solidni są. Ot, po prostu potrafią sobie zorganizować pracę tak, że dużo czasu na odpoczynek, przekleństwa i przerwy na papierosy starcza…
czwartek, 30 czerwca 2011
wtorek, 28 czerwca 2011
Być kobietą, być kobietą…
Być kobietą, być kobietą - oszukiwać, dręczyć, zdradzać
nawet, gdyby komuś miało to przeszkadzać.
A najlepiej, Pani Alicjo, od razu być tak boską,
by nie trzeba było do toalety chadzać.
Zaprawdę jest to jedyny moment, w którym chętnie zmieniłabym płeć.
Próbuję podejść do toalety od 15 minut, ale niestety wężyk pań wijący się pod jej drzwiami nieustannie syczy i pluje jadem.
Jednym słowem ZAJĘTE.
Oj!, kręte drogi życia mego,
oj kręte
:)))))
nawet, gdyby komuś miało to przeszkadzać.
A najlepiej, Pani Alicjo, od razu być tak boską,
by nie trzeba było do toalety chadzać.
Zaprawdę jest to jedyny moment, w którym chętnie zmieniłabym płeć.
Próbuję podejść do toalety od 15 minut, ale niestety wężyk pań wijący się pod jej drzwiami nieustannie syczy i pluje jadem.
Jednym słowem ZAJĘTE.
Oj!, kręte drogi życia mego,
oj kręte
:)))))
poniedziałek, 27 czerwca 2011
Schody nie wyjdą z mody
Czy to nie miło przyjść do pracy w pierwszy dzień po urlopie i dowiedzieć się, że "dziś nikt nie będzie mógł do pani wejść. Drzwi na dole blokujemy i tylko, EWENTUALNIE, wybrani pracownicy będą mogli do pani podejść"? O, to cudownie, powiadam Wam. Ucieszyłam się. A więc będzie tylko spokój i ja...i cisza, i czas, by zeskrobać z biurka to, co na nim leniwie zaległo. Nie przewidziałam tylko jednego, że właśnie dziś, tego pięknego letniego dnia, będzie chciał mnie widzieć tłum. Stęskniony, niecierpliwy, pożądliwy i, co najgorsze, nie wahający się użyć telefonu komórkowego:
dzieńdobryproszępaniąbojajestemnadolealepanportierstoiwdrzwiachiniechcemniedopanipuścićaja...muszę...pilniepotrzebuję...bardzoproszę...nalegam...żądam...
I naprawdę to bieganie (dwa piętra w dół, dwa piętra w górę, dwa piętra w dół, dwa...raz, dwa, raz, dwa) nie byłoby takie złe, gdyby nie to, że tłum kapał pojedynczymi osobami. Żeby chociaż jakieś grudki-grupki, które mogłabym załatwić w drzwiach hurtowo. Nie! Co 15 minut. Detal. Co pół godziny. Pojedynczy egzemplarz. Dzyń, dzyń, kap, kap...
Nie wiem, kto mi wymierzył tę karę i za jakie grzechy, ale czuję, że moja kondycja zwyżkuje. Śmiało mogę powiedzieć, że dotarłam dziś na iglicę Pałacu Kultury.
A może nawet piechotą zdobyłam The Empire State Building.
Tak jest.
Tak coś czuję.
Coś jakby w mięśniach.
dzieńdobryproszępaniąbojajestemnadolealepanportierstoiwdrzwiachiniechcemniedopanipuścićaja...muszę...pilniepotrzebuję...bardzoproszę...nalegam...żądam...
I naprawdę to bieganie (dwa piętra w dół, dwa piętra w górę, dwa piętra w dół, dwa...raz, dwa, raz, dwa) nie byłoby takie złe, gdyby nie to, że tłum kapał pojedynczymi osobami. Żeby chociaż jakieś grudki-grupki, które mogłabym załatwić w drzwiach hurtowo. Nie! Co 15 minut. Detal. Co pół godziny. Pojedynczy egzemplarz. Dzyń, dzyń, kap, kap...
Nie wiem, kto mi wymierzył tę karę i za jakie grzechy, ale czuję, że moja kondycja zwyżkuje. Śmiało mogę powiedzieć, że dotarłam dziś na iglicę Pałacu Kultury.
A może nawet piechotą zdobyłam The Empire State Building.
Tak jest.
Tak coś czuję.
Coś jakby w mięśniach.
czwartek, 23 czerwca 2011
Był sobie urlop
W ciekawym miejscu byłam. Była tam plaża i był las. Byli żołnierze i były zasieki. Były mewy i klucze helikopterów przecinające niebo kilka razy dziennie. Było zimne morze ze zmierzwioną grzywą fal. I w końcu była też i ona. Niepogoda. Ewidentnie i bez dwóch zdań onieśmielałam słońce. Ja wkraczałam na plażę - ono wstydliwie przykrywało się chmurą. Może tremowały go moje nowe, obłędne japonki, a może nóg moich idealna biel to sprawiła, dość że igraliśmy sobie tak do ostatniego dnia mojego pobytu, kiedy to skończyła się zabawa w chowanego i w dowód tego, że była przednia - łaskawie uraczona zostałam kiścią promieni.
Także dzięki.
Jestem biała jako byłam.
A może, o zdradliwe morze!, nawet bledsza z powodu doznanego zawodu.
O, Balsamie Brązujący Ziaja! Dalibóg! Teraz tylko w Tobie pokładam nadzieję.
Obyś podołał!
a poniżej (dowód mego refleksu, czyli;) uchwycone słońca mgnienie:)
Także dzięki.
Jestem biała jako byłam.
A może, o zdradliwe morze!, nawet bledsza z powodu doznanego zawodu.
O, Balsamie Brązujący Ziaja! Dalibóg! Teraz tylko w Tobie pokładam nadzieję.
Obyś podołał!
a poniżej (dowód mego refleksu, czyli;) uchwycone słońca mgnienie:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
