czwartek, 2 września 2010

Jaskółka

Czyli rzecz o tym, skąd wiem, że nastała jesień.
A bo prąd mroźnego powietrza wartko przez moje biuro przepływa. Od poniedziałku z sukcesem forsuje wszystkie otwory wentylacyjne i po szyje topi cały mój sprzęt, ale, pal licho sprzęt!, chodzi o mnie. Pławienie się w powietrzu wycenionym na 18 stopni nie daje żadnej rozkoszy. Praca to nie eden (paniusiu), wiem, ale trudno funkcjonować, gdy człowiek już od rana staje się szczęśliwym właścicielem lodowatych stóp, zimnego nosa i romantycznego wiatru. Tak. Wiatr. Błąka się tu i targa mą (o mą dieu!) fryzurą. I choć uczciwie przyznam, że użycie słowa fryzura jest nadużyciem;), to umówmy się, że miejsce wiatru jest po drugiej stronie (lustra), a nie w moich włosach. Jak będę chciała dostać w twarz świeżą porcją powiewu, to sama się po nią zgłoszę, wystawiając łakomą głowę z nory.
Wakacje mnie rozpieściły. Naprawdę zapomniałam, jak tu potrafi być zimno.

A bo, po drugie!, w pociągach zaczęli grzać. Oj i to ostro!

Zatem wiadomo. Jesień.
I znów oczywiście
często będzie mgliście
będą spadać liście
i winogron kiście:)

PS. o zimie też zamelduję w stosownym momencie. Będę mieć informacje z pierwszej ręki, gdyż i bo, jak nastanie zima:
w biurze grzejniki będą parzyć
zaś o ogrzewaniu w pociągach
będzie można słodko marzyć:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz