poniedziałek, 23 maja 2011

uderz w stół, a ja się obudzę

Jestem dziewczyną Szyca. Tak. Borysa Szyca. Borys jest kucharzem, a czas wolny spędza jako pilot w małej awionetce. Ahoj Borysku! Właśnie przelatuje nad moim podwórkiem. A ja stoję z zadartą głową (i bólem szyi) i z zachwytem oglądam jego niebiańskie popisy. Oprócz mnie na placu widać też wielki, prze-o-gro-mny, drewniany stół. Żadnego domu, ogródka, czy choćby budy dla psa. Tylko stół. Stół gigant i ja.
W pewnym momencie awionetka zaczyna tracić siły, aż w końcu, przeszywszy niebo koślawym szlakiem, uderza nosem w ziemię, poza granicami mojego podwórka. Wpadam w szał. Chcę tam podbiec, ale nie mogę się wydostać, jestem otoczona ażurowym murem, który nie ma żadnej furtki. Nagle obok mnie materializuje się mój brat (może wyskoczył zza jednej z olbrzymich czterech drewnianych nóg???) i próbuje mnie siłą odciągnąć od widoku spalającego się samolotu. Niestety kiepsko mu to idzie. I kiedy szarpię i prawie gryzę betonowe ogrodzenie, spektakularnie wkracza palec boży, który umie dłubać, i który wie, że nic tak dobrze nie wydrąży żałoby i depresji z człowieka, jak nagłe niebezpieczeństwo, które dowiedzie mu, że pomimo strasznej tragedii, jaka mu się przydarzyła - wciąż tli się w nim chęć do życia. I OTO NAGLE, podnosimy głowę, a z nieba leci na nas, na nasze podwórko wielka cysterna. Koszmarna, złowrogo błyszcząca cysterna. Nic do siebie nie mówimy, ale wiemy. Tak. WIEMY, że to cysterna pełna paliwa (cóż bowiem innego lecieć z nieba może, skoro była szarańcza i żaby były???;)))). Zaczynamy się miotać po tej zagrodzie bez wyjścia w poszukiwaniu jakiejś skrytej drogi ucieczki. Ale niestety. Nie udaje nam się namierzyć żadnego tajnego przejścia, a cysterna, obserwując nasze poczynania, nieuchronnie się zbliża, twardo trzymając kurs. W końcu postanawiamy schronić się pod gigantycznym stołem…

…i kiedy tak leżeliśmy, czekając na ostateczne uderzenie, na ostatnie bum i ryms - mój strach przekroczył wszelkie granice i uciekłam w rzeczywistość.
dzień dobry:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz