- Czy mógłbyś zobaczyć, co się dzieje z tym monitorem? W końcu jesteś informatykiem.
- JA NIE JESTEM INFORMATYKIEM!!!
- Nie? A kim?
- PROGRAMISTĄ.
- Acha…
*
- O! Właśnie przyszedł pan od komputerów.
- OD AUDYTU.
- słucham?
- od audytu. NIE JESTEM INFORMATYKIEM!!!
- acha… przepraszam.
Te scenki są dla Was, ku uświadomieniu.
Jeśli chcecie kogoś obrazić – wiedzcie, iż informatyk znajduje się w rankingu obelg wyżej od idioty i safanduły.
- Ty informatyku, ty!!!!!!! – starczy, wierzcie mi, by zabrakło kreseczek na skali oburzenia. Tą sentencją sięgnięcie adwersarzowi do prawej komory serca, a i nerw jego przy okazji fantazyjnie postrzępicie.
HOWGH:)
czwartek, 25 listopada 2010
sobota, 20 listopada 2010
Zwiastun
- o! słonecznik!
- ZOSTAW. To dla ptaków!
- acha…
*
- O! a co to za batonik???
- ZOSTAW. To dla ptaków!
- acha…
Wszystko mi mówi, że
zima tuż, tuż…
ogarnia mnie smutek i żal,
a nos (na kwintę) wełniany szal:)))
- ZOSTAW. To dla ptaków!
- acha…
*
- O! a co to za batonik???
- ZOSTAW. To dla ptaków!
- acha…
Wszystko mi mówi, że
zima tuż, tuż…
ogarnia mnie smutek i żal,
a nos (na kwintę) wełniany szal:)))
piątek, 19 listopada 2010
Znoje
Nie znoszę dymu papierosowego. Nie znoszę przesiąkniętych dymem włosów, ubrań, skóry…
Jaj też nie znoszę:) a jem. Tak. Ale nie jem mięsa, a odkąd nie jem, wędliny śmierdzą mi podobnie, jak nikotyna. Przesadzam, co? :))To trudne zagadnienie, naprawdę się wczujcie;))), gdyż w tej sprawie żaden rząd mi nie pomoże i uczynnie nie zakaże jedzenia po tramwajach, pociągach i przystankach kanapek z szynką tudzież salami. A ludzie, proszę ja Was, jedzą. Jedzą jak najęci. Permanentnie i non stop. Czasem wydaje mi się, że wszyscy wokół trzymają w gębach kabanosy i parówki; że z otaczających mnie ust nieprzerwanie sterczą wędliniarskie cygara, a swąd kiełbasianego oddechu unosi się w powietrzu i ogarnia mnie, owiewa, okadza… że słyszę przeraźliwy jęk zabijanych prosiąt…no dobra. Tu zaczyna się przesada:) A umówmy się - nie jestem fanatykiem.
Być może to delikatna kwestia higieny jamy ustnej, a nie ilości zjadanego mięsa.
Być i to może.
Dość, że czasem odnoszę wrażenie, że wracam do domu woniejąca, jak rzeźnik:)))
Jaj też nie znoszę:) a jem. Tak. Ale nie jem mięsa, a odkąd nie jem, wędliny śmierdzą mi podobnie, jak nikotyna. Przesadzam, co? :))To trudne zagadnienie, naprawdę się wczujcie;))), gdyż w tej sprawie żaden rząd mi nie pomoże i uczynnie nie zakaże jedzenia po tramwajach, pociągach i przystankach kanapek z szynką tudzież salami. A ludzie, proszę ja Was, jedzą. Jedzą jak najęci. Permanentnie i non stop. Czasem wydaje mi się, że wszyscy wokół trzymają w gębach kabanosy i parówki; że z otaczających mnie ust nieprzerwanie sterczą wędliniarskie cygara, a swąd kiełbasianego oddechu unosi się w powietrzu i ogarnia mnie, owiewa, okadza… że słyszę przeraźliwy jęk zabijanych prosiąt…no dobra. Tu zaczyna się przesada:) A umówmy się - nie jestem fanatykiem.
Być może to delikatna kwestia higieny jamy ustnej, a nie ilości zjadanego mięsa.
Być i to może.
Dość, że czasem odnoszę wrażenie, że wracam do domu woniejąca, jak rzeźnik:)))
czwartek, 18 listopada 2010
Polska kość słoniowa
Po meczu Polski z Wybrzeżem Kości Słoniowej zapytuję dziś koleżankę o wynik.
- wczoraj? … hm… wczoraj to chyba wygrał Lech.
:)
W górę serca, niech zwycięża…:)))
niech zwycięża, niech zwycięża!!!!
- wczoraj? … hm… wczoraj to chyba wygrał Lech.
:)
W górę serca, niech zwycięża…:)))
niech zwycięża, niech zwycięża!!!!
Subskrybuj:
Posty (Atom)